Grupa celebrytów zapiernicza bezdrożami lub ulicami obcych miast w Ekwadorze i Peru, kłócąc się, wzajemnie wzruszając i podkładając sobie złośliwie co kto tam akurat ma do podkładania. I my to mamy oglądać. Tylko jeśli nas to bawi. A bawi?
Par jest osiem, więc uczestników szesnaścioro. Są to Filip Chajzer z tatą Zygmuntem, youtubowy duecik Fit Lovers, czyli Pamela Stefanowicz i Mateusz Janusz, Lara Gessler z Piotrem Sałatą, Aleksandra Domańska z bratem Dawidem, Magda Steczkowska z mężem Piotrem Królikiem, Tomasz Karolak z kolegą Jakubem Urbańskim, Maciej Musiałowski z koleżanką Anną Małysą i gustownym ukulele i Katarzyna Meller z przyjaciółką Moniką Zagajewską. Wybaczcie brak dokładniejszych biogramów uczestników i uczestniczek, ale część z nich dopiero poznaję.
Państwo wystartowali w okolicach ekwadorskiej stolicy Kito, a skończą – ci, którzy skończą – w stolicy Peru, Limie. Na drogę dostają po dolarze na dzień, a noclegi załatwiać muszą sobie na własną rękę. W każdym odcinku przydzielane im są oczywiście różne zadania, które co jakiś czas eliminowały będą którąś z par z zabawy. I tak do końca. A po drodze mają przygody. No i to z grubsza o tym.

 


JAK ONI TO ROBIĄ
Moim zdaniem przede wszystkim świetnie spisała się ekipa techniczna. Oni akurat wykonali swoją robotę bardzo dobrze. Zdjęcia wykorzystujące okoliczności przyrody niepowtarzalnej są znakomite, a montaż zawodowy, dzięki czemu utrzymuje się jako takie tempo, a wstępna nijakość większości uczestników daje się jakoś przykryć. Widać też, że albo w Ekwadorze i Peru jest dla naszych producentów tanio, albo księgowy z TVN w dniu negocjacji z producentem miał wyjątkowo dobry nastrój, bo produkcja raczej na bogato. Szkoda trochę, że z pierwszego odcinka zrobiono ckliwą opowiastkę o miłości panów Chajzerów. Ale pewnie gdybym był reżyserem i na talerzu dostał taką wzruszającą opowieść, to też bym z niej skorzystał, bo ludzie to lubią. Mnie nie wzruszyła ta historia tylko dlatego, że duszę mam przeżartą lewackim cynizmem. Natomiast panu Zygmuntowi, niezależnie od tego, że nie wlazł na kilkukilometrowe schody i tak zazdroszczę formy i przystojności.

NAJLEPSZE JEST
W tej kategorii zdecydowanie myślę o stronie realizacyjnej. Prawdę mówiąc to ona trzyma ten format przy życiu. Ścigający się celebryci by tego nie dźwignęli. I jestem dziwnie przekonany, że przy takim montażu równie dobrze oglądałaby się relacja z zabawy lokalnych notabli w miasteczku w okolicy Sieradza. Na przykład.

NAJSŁABSZE JEST
Przesiadając się na chwilę z wygodnego widzowskiego fotela, na uwierający w cztery litery zydelek fachowca od telewizji, pretensje do producentów mam zasadniczo tylko dwie. Po pierwsze, czy nie możemy wreszcie zrezygnować z tych kojarzących się z docusoupami tricków opowiadania tego co akurat widzimy? Naprawdę myślicie, że widz się nie domyśli, że uczestnicy gdzieś idą, jeśli któryś z uczestników zabawy nie powie do kamery: „i potem szliśmy”? Chociaż... może... Po drugie, że po odcinku nie zostało żadne pytanie, żadna wątpliwość, czyli powód żeby wrócić w kolejną środę do następnego odcinka. Taka pustka. Trochę to bez sensu.

SZANSA NA SUKCES 
W sukcesie liczonym ilością widzów, celebryckim peregrynacjom przeszkodzić może tylko wielki sukces polsatowskiej nowości „Śpiewajmy razem. All Together Now”, bo się częściowo nakładają. Dla mnie argumentem, żeby sobie darować kolejne odcinki jest też serial „Vera” w Ale kino+, ale poza tym w swoim paśmie nie będzie miał kłopotów. Są znane twarze, są wzruszenia, a za chwilę dojdą przecież kłótnie i wzajemne podchody. Zacznie się też kibicowanie. I naprawdę już za chwil kilka, dzięki temu wszystkiemu zapomnimy, że to jest po pierwsze absolutnie o niczym. Bawi? Bawi. No i o to chodziło.

(.onet.pl 11.09.2018)