Nie mogę wyjść ze zdumienia, że fachowcy w TVN, z panem Edwardem Miszczakiem na czele przepuścili to coś przez swoje sito i pozwolili na emisję. Przecież oni znają się na swojej robocie. A to jest tak słabe, że gotów jestem zastosować spiskową teorię dziejów, i pomyśleć, że aby otrzymać ten serial pani sędzia Anna Maria wyjęła z szuflady jakąś magiczną teczkę, na kogoś ważnego.

Kiedy - jeszcze przed premierą – zobaczyłem pierwszy odcinek cudaka „Wesołowska i mediatorzy”, poczułem piasek w oczach. Ale po chwili zaczęły płakać uszy, a rozum próbował wydostać się spod czaszki i uciec. Rzadko już po pierwszym odcinku zdanie mam aż tak bardzo wyrobione. Na szczęście to zdanie nie tylko moje.

Otóż nie widziałem już dawno - w każdym razie nie pamiętam, żebym widział kiedykolwiek - czegoś tak słabego i tak źle zrealizowanego, „zagranego” i z tak złymi dialogami jak reality udawanko fabułę „Wesołowska i mediatorzy”. A musicie wiedzieć, że widziałem „Pamiętniki z wakacji”, które były przynajmniej żenująco śmieszne, widziałem „Nieprawdopodobne, a jednak” i nawet pierwszy sezon „W-11 Wydział śledczy”, który jak mi się wydawało osiągnął ideał kwadratowości. Łomatko, jakież to jest słabe!

Bałem się, że moje zdanie – chociaż słuszne co do przecinka – nie pokryje się z opinią widzów i serial okaże się sukcesem. To nie byłby pierwszy taki przypadek. I pewnie nie ostatni, bo telewizje prześcigają się w realizacji różnych pomysłów. Na szczęście tym razem okazało się to aż tak złe, że nawet widownia z nadpsutym cokolwiek innymi produkcjami gustem i smakiem, nie wytrzymała. I już po pierwszym tygodniu TVN zdecydował zmniejszyć częstotliwość emisji (z trzech, do dwóch dni).

W ogóle nie mogę wyjść ze zdumienia, że fachowcy w TVN, z panem Edwardem Miszczakiem na czele przepuścili to coś przez swoje sito i pozwolili na emisję. Przecież oni znają się na swojej robocie. A to jest tak słabe, że gotów jestem zastosować spiskową teorię dziejów, i pomyśleć, że aby otrzymać ten serial pani sędzia Anna Maria wyjęła z szuflady jakąś magiczną teczkę, na kogoś ważnego.

Tak bardzo brakowało jej rozgłosu, świateł na planie i rozpoznawalności, że po prostu musiała wrócić do telewizji? Ja to rozumiem, bo to bardzo wciąga, ale pani sędzio, litości!!! Przecież pani wie, że to, że ktoś bardzo chce, niestety nie musi oznaczać ani tego, że umie, ani tego, że powinien.

„Wesołowska i mediatorzy” w TVN w poniedziałki i wtorki o godz. 20:50 (niestety)