Po przeczytaniu masy komentarzy dot. serialu #BellEpoque, dochodzę do wniosku, że w naszym pięknym skądinąd kraju najlepiej jest zrobić coś po cichu, nie chwalić się tym, nie próbować do niczego namawiać itd. Gdybyż TVN nie poszedł w tak rozbuchaną promocję, nie opowiadał, że serial jest wyjątkowy, gdybyż pan Miszczak nie wskazywał przy okazji na tytuły wybitnych seriali, to może by krytycy i krytykanci nie czuli się w obowiązku jechać po serialu jak po łysej kobyle. Wszystko w nim, w tym serialu jest nie tak, wszystko jest jeśli nie koszmarnie złe, to zalatuje turecką telenowelą itf. U nas trzeba skromnie, trzeba zacząć od tego, że przepraszam, że się ośmielam, że "co prawda nie jest to tak dobre jak u innych, ale staraliśmy się" itp. i liczyć na to, że internetowo medialna brać nie poczuje interesu w tym, żeby włączyć się w dojebawczy dyskurs prześcigając się w efektownych porównaniach. Tak jest, i już. 

TVN, jak każdy producent każdego produktu musi go chwalić. Tym razem po prostu przesadzili. I byłoby dobrze, gdyby powiedzieli, że mają niezły samochód. A oni wystawili dobrego, porządnego Golfa, który mógł się ludzkości przydać, tylko zaczęli się z nich śmiać, kiedy zaczęli opowiadać, że to jest Ferrari. Niepotrzebnie.

 

 

Serial nie osiąga mistrzostwa świata, i tak jak pisałem i mówiłem wcześniej, oczywistą krzywdę zrobił serialowi pan Miszczak próbując porównywać go do najlepszych, próbując przekonać nas, że to ta sama liga i że jest to wyjątkowe wydarzenie nadymając balonik do granic wytrzymałości. Oczywiście lepiej byłoby, gdyby to nie było realizowane dla TVN, bo nałożenie na ten scenariusz tefałenowskiego szablonu realizacyjnego - zgodnie z moimi obawami - musiało skończyć się lekkopółśmiesznym pomieszaniem form i treści. A najgorsze jest to, że jednym, ale najgorszym ruchem, czyli doświetleniem i spłaszczeniem obrazu sprawili, że wszystko inne, to co mogło być serialu wartością znika, albo z trudem przebija się do widzowskiej świadomości. Podejrzewam, że to właśnie stąd bierze się większość uwag i pretensji. Po prostu wygląda to tak, jakby całość realizowana była na tych samych ustawieniach co "Na Wspólnej" itd., i cały ewentualny efekt niezłych scenariuszy, niezłych historii, a nawet świetny Olaf Lubaszenko idą na dalszy, mniej widoczny plan. 

Myślę, że pan Edward, przy całym do niego szacunku, powinien juz odpuścić sobie kontrolę nad serialową produkcją. 
Ale ja będę oglądał dalej. A niżej znajdziecie tekst, który napisałem po obejrzeniu dwóch odcinków i na razie zgadzam się z nim w każdym słowie. No, może dodałbym coś, co wcześniej mi umknęło, czyli pytanie: co za gość wpadł na pomysł, i który drugi gość to klepnął, żeby wrzucić w serial takie piosenki? Naprawdę to właśnie miało stanowić o "nowoczesności"? No weź się jeden z drugim w łeb walnij!!! 
Ale wyluzujcie generalnie. To nie jest serial beznadziejny, to nie jest mistrzostwo świata, nie jest to też serial dla koneserów wybitnych produkcji, tylko pozycja w ramówce otwartej, liczącej na szeroką widownię stacji. Z błędami, ale to nie jest koszmar.  

Moją pełnowymiarową recenzję "Belle Epoque" znajdziecie TUTAJ.

 

Wszystkie Codzienne Polecaje znajdziecie w dziale "Polecaj Codzienny"