Betlejewski pisze, że za to przeprasza? W d...ę sobie wsadź takie przepraszam. To jest pseudolewicowa, pseudo inteligencka i pseudo dziennikarska robota, za którą powinien ów odpowiedzieć. Nie wiem przed kim się za takie rzeczy odpowiada, ale ja obiecuję, że tego zadufanego w sobie gościa znać nie chcę i gardzę tym co zrobił. Wstydź się.
Bo cyniczne wykorzystywanie ludzi jest złe, a utrzymywanie, że to dla ich dobra, to zwykła (a może nawet niezwykła) podłość.

Rafał Betlejewski to taki koleżka, który żeby o nim mówiono zrobi naprawdę wiele. Nie będę przytaczał różnych jego wątpliwej jakości pomysłów na zrobienie wokół siebie szumu, bo nie zamierzam go promować. Z tego właśnie powodu, nie pisałem tutaj o kolejnym odcinku jego programu „Betlejewski: prowokacje” w TTV przed jego emisją. Żeby ciekawskich oszczędzić, a jemu i jego programowi oglądalności nie przysparzać. Pewnie się nie udało, bo media społecznościowe zrobiły taki szum, że Betlejewski na premię zasłużył, i telewizja TTV będzie się cieszyła z lepszego wyniku. Niestety.

 

Socjal media wzięły się za krytykę – czasami przechodzącą w zwykły hejt – po tym jak imć Betlejewski zamieścił opis swojego nowego „eksperymentu” w serwisie internetowym, którego jest ponoć redaktorem naczelnym. Czy to był taki zabieg promocyjny obliczony na to, że oburzenie ludzkie wpłynie na oglądalność? Raczej nie, zwykły przypadek wynikający z samouwielbienia Betlejewskiego, który nie mógł wytrzymać, żeby się ludzkości nie pochwalić. Oczywiście ubierając wszystko w pseudosocjologiczny, pseudolewicowy i pseudointelektualny bełkot. Bo Betlejewski lubi być taki, wiecie, zatroskany ludzkim losem i w ogóle kondycją ludzkości. Lubi sprawiać wrażenie, że to co robi, robi dla innych, z potrzeby serca i rozumu. Brednia! On to wszystko robi tylko dla siebie. A każde potraktowanie poważnie wytrysków jego intelektu przyprawiają go o orgazm.   

O co chodzi tym razem?

Otóż w kolejnym programie postanowił sprawdzić jak dużo jesteśmy w stanie zrobić, na co się zgodzić, żeby dostać pracę. Zaaranżował odpowiednią sytuację biurową i na wizji upokarzał ludzi, podstępem zdobywał zgodę na wykorzystanie wizerunku i ciach, ma emocje, które można spróbować zmonetyzować. Oczywiście nazwał to bezczelnie „eksperymentem społecznym”, chociaż nie spełniał warunków takiego eksperymentu, i jako pan z telewizora przy okazji zhańbił dziennikarską profesję wykorzystując bogu ducha winnych ludzi dla swoich niskich celów.

W programie pomieszał różne kwestie bez żadnego ładu i składu, bo najważniejsze było okresowe pokazywanie swojego zatroskanego oblicza, a nie poruszenie społecznej struny. Niczego nie dokończył, niczego nie opowiedział i niczego nie odkrył. Taka zabawa jak z tym pajęczym psem pana z Youtube’a, obliczona na zdobywanie „łapek w górę”. Nic w tym programie nie jest warte czasu jaki zajął w ramówce. Nawet przy założeniu, że akurat w TTV ten czas jest relatywnie tani.

A szkoda. Bo sam temat oczywiście jest ważny. Ważne jest to, że są ludzie, którzy dadzą się upokorzyć, żeby zdobyć pracę, że jest mobing i rzeczy od niego jeszcze gorsze. Ale to wszystko wiemy, i nie musi jakiś bubek robić sobie dobrze pokazując prostych ludzi w koszmarnych sytuacjach, żeby tego dowodzić. Są znane statystyki, są profesjonalne badania i są inne metody, żeby takie zjawiska piętnować. Jeśli się jest takim odważnym dziennikarzem, to choćby zrobienie prawdziwego reportażu o prawdziwych zdarzeniach, złych ludziach itd. Tylko jak wtedy udawać, że jest się zatroskanym o biednych intelektualistą? Słabo. Tak jak jest, jest łatwiej. I przyjemniej. No i można się tak pięknie zatroskać i wymądrzyć.

I żeby było jasne, ja wiem, że od lat wielu telewizja karmi się ludzką głupotą i jeszcze chętniej ludzkim upokorzeniem. Zaczęło się jeszcze przed pamiętnym „Big Brotherem”. Pisałem i mówiłem o tym często i dużo. Ale proszę nie porównywać tego absurdalnego „eksperymentu społecznego” w „Radomiu, polskim zagłębiu smutku” ze znanymi rozrywkowymi produkcjami. Tam po prostu ludzie – może z głupoty, ale jednak – przychodzą sami wiedząc co ich czeka, a Wam nikt nie próbuje wmówić, że jest to coś więcej niż zabawa i rozrywka obliczona na zarobienie kasy. W tym przypadku Betlejewski nas okłamuje stwarzając wrażenie, że to jest po coś innego.

Mam szczerą nadzieję, że jakaś kancelaria prawna pomoże upokorzonym ludziom i w ich imieniu zerwie Betlejewskiemu ostatnią koszulę. Jemu, serwisowi mediumpubliczne.pl i TTV, które tę hucpę sfinansowało. I nie tylko w imieniu tych kilku osób wystąpi, których wizerunek wykorzystany został w programie, ale również tych, których dla własnej uciechy zmuszał przed ukrytymi kamerami do różnych głupich rzeczy mamiąc pracą. Bo takich rzeczy nie wolno nie tylko pokazywać w telewizji, ale po prostu nie można robić. I wprowadzenie ludzi w taką sytuację może być ukarane. Powinno.

 Cyniczne wykorzystywanie ludzi jest złe, a utrzymywanie, że to dla ich dobra, to zwykła (a może nawet niezwykła) podłość. 

Więcej o tym cholernym "eksperymencie" przeczytacie (jeśli musicie) TUTAJ