Zerwanie współpracy z Katarzyną Bosacką to bardzo zła decyzja TVN-u. Zła, również dlatego, że głupia, z której cieszą się tylko firmy wciskające nam w swoich reklamach różne turbopasze, którym Katarzyna jest ością w gardle. 
Pozbyli się z ramówki jedynej już rzeczy, która przeszkadza się świetnie bawić w zgodnym gronie ubotoksowanych, upiększonych, albo beztrosko nijakich pań, sprawdzających jak fantastycznie mieszkają inne, równie gładkie panie. 
Chociaż pod względem prawnym sprawa jest jasna. Stacja miała pewnie prawo zerwać umowę z autorką "Wiem co jem, wiem co kupuję" i "Co nas truje", skoro ona złamała jeden z jej zapisów. Z tym jednak, że moim zdaniem, pozycjonująca się na walczącą o lepsze jutro stacja powinna starać się takie programy zatrzymać. 

 

Obawiam się, że w zerwaniu umowy z Bosacką chodziło nie tyle o nagłą dbałość o standardy współpracy, co o skorzystanie z okazji i ulżenie w pracy pracownikom działu marketingu i sprzedaży. Bo to oni musieli się na pewno często tłumaczyć dlaczego na antenie, w którą np. producent zupek w proszku pakuje w reklamach okrągłe sumy, ukazuje się program, w którym jakaś pani opowiada o tym jakie te zupki są niezdrowe. Teraz nareszcie ci pracownicy mogą zadzwonić do swoich klientów z dobrą wiadomością i - przy okazji - zaproszeniem do ściślejszej współpracy. 

Bo gdyby standardy były aż tak dla TVN-u ważne, to może ktoś by tam zainterweniował w sprawie wielkiem promocji książki pana Gmocha w prowadzonym przez Marcina Mellera odcinku "Dzień Dobry TVN", oczywiście bez informacji o tym, że pan Marcin Meller jest tej książki wydawcą? Tuż po emisji tego odcinka wysłałem nawet zapytanie do pani Brygidy Grysiak, która rok temu objęła stanowisko Redaktor ds. standardów i dobrych praktyk dziennikarskich. Ale odpowiedzi się nie doczekałem. Bo co to za problem, nie? 

A poszło o to, że pod koniec maja złożyła podpis pod umową zakładającą, że przez najbliższe trzy lata będzie ambasadorką ekologicznych marek OnlyBio i OnlyEco. 
TVN jasno oświadczył, że decyzję o wypowiedzeniu ze skutkiem natychmiastowym umowy zawartej z Katarzyną Bosacką uzasadnia wykorzystanie przez dziennikarkę swojego wizerunku na rzecz innej firmy, czego zakazywała jej umowa ze spółką TVN. 
Znamienne, że stacja w swoim oświadczeniu nie wspomina o tym, że ambasadorowanie może mieć zły wpływ na wiarygodność stacji i programów. Wszak jak słusznie zauważył jeden z moich facebookowych gości Michał Olszewski: "Jak dziennikarz może być ambasadorem marki (i to z branży którą się zajmuje zawodowo)? Przecież to jest zupełnie nieetyczne i niezgodne z jakimikolwiek zasadami".
No właśnie, nad tym się można zastanawiać. Ja - akceptując część zmian jakie w dziennikarskim fachu już zaszły - stoję na stanowisku, że jest uczciwe, jeśli jest jawne. A tu jest jawne i przejrzyste. Nieuczciwa jest krypciocha, z którą mamy do czynienia przez prawie cały czas, i tzw. dziennikarstwo natywne. 
Natomiast słusznym postulatem może być to, że przy tekstach eksperta-ambasadora, dla przypomnienia, przy podpisie powinna być adnotacja o ambasadorstwie. Dla czytości absolutnej. 
Można się z tym nie zgadzać, ale na razie nikt mnie jeszcze nie przekonał do innego podejścia. 

Na szczęście Katarzyna Bosacka jest marką i w pewnych sprawach ma większe zaufanie u ludzi niż TVN Style i nawet cały TVN, więc sobie świetnie poradzi. Wątpię jednak żeby w innej telewizji. A w każdym razie na jej miejscu byłbym ostrożny z przyjmowaniem takich zgłaszanych na gorąco propozycji. Bo nie wydaje mi się żeby ktoś był gotów dać jej wolną rękę. 
To są programy, które mogą się rozwijać wyłącznie w kanałach telewizji, które nie są uzależnione od reklam i reklamodawców. W naszym kraju niestety nawet media publiczne są od nich uzależnione, więc wątpię, że któryś z dyrektorów marketingu i sprzedaży zgodzi się na taki program. Alternatywa - jeśli myślimy o telewizji - są kanały premium, abonamentowe. Ale czy Planete+ na coś takiego pójdzie? Ciekaw jestem czego ten koniec będzie początkiem