No to się Maciej Chmiel już nabył dyrektorem telewizyjnej Dwójki. Słusznie? Płakać po nim - przynajmniej do chwili ogłoszenia następcy - trudno, bo do historii nie przejdzie jako wielki mistrz. Ale mam nadzieję, że to zwolnienie nie jest tylko elementem personalnej, towarzyskiej rozgrywki znajomych, tylko pierwszy krok zmiany struktury organizacyjnej TVP. Na jaką, piszę niżej.

To, że Chmiel kilka miesięcy temu został dyrektorem było dla mnie miłym zaskoczeniem. W tym sensie miłym, że myślałem, że zatrudnią jednoznaczniej się kojarzących politycznie ludzi. Mało tego, uwierzyłem mu, że ma na tę Dwójkę jakiś pomysł i plan. Ale, jak się wkrótce okazało, miał niewiele. Poza koncepcją ręcznego sterowania wszystkim i wtrącania się we wszystko, choćby dla zasady, oraz tym, żeby być „zawsze do dyspozycji”, i samozadowoleniu popartym wysokim mniemaniem o sobie.  Tego ostatniego za złe mu nie mam, bo dyrektorami powinny zostawać osoby wierzące w siebie mocno. 

W akcie dobrej woli uznałem nawet za dobrą monetę to, że nie był od wielu lat zaangażowany w bieżącą działalność jakiejkolwiek telewizji. Pomyślałem tak, bo wydawało mi się, że może dobrze będzie jak przyjdzie ktoś z zewnątrz i zrobi coś, co zasiedziali telewizyjni wyjadacze uważali za niewykonalne. Wątpliwości zaczęły się pojawiać wraz z wyznaniami dyrektora Chmiela, że przez lata z rzadka oglądał telewizję, a telewizjami na świecie nie interesował się w ogóle. Yyyyyyyy... 

No cóż, nawet gdybym bardzo chciał, to trudno jest bronić byłego już- chyba - dyrektora, to nie bardzo jest za co, jak i czym. Ale o tym niżej. 
Niemniej w sprawie odwołania p. dyrektora Chmiela, w doniesieniach o tym jest jeszcze jeden, bardzo niepokojący element. Owo dowiadujemy się bowiem, że - cytując rzeczniczkę TVP - że imć Chmiel „od 8 lipca będzie szefem biura handlu TVP”. Poważnie? To ja przypomnę przy okazji... 

 

Te zasługi są jednak mało broniące dyrektora w kontekście tego jak Dwójka wygląda w całości. I nie, nie chodzi mi o rekordowo niską oglądalność. Nie mierzę tą miarą mediów publicznych, bo one nie są od ścigania się. Warto czasami założyć, że z racji poruszanych tematów, gatunków itd. rzeczona oglądalność będ ziemniejsza. Tak, można tak założyć, i dobrze wiecie, że tak będzie. Jeśli ramówkę telewizyjnego kanału wypełnić wyłącznie tym, czego nie ma w kanałach komercyjnych, gdyby w ten sposób wypełnić niszę, lukę, czy jak to tam nazwać, to oglądalność spadnie jeszcze niżej.

Tylko co wtedy z takiej wysokiej oferty, jeśli nie trafia do ludu, czy jak wolał poeta, pod strzechy? Niewiele.
Dlatego właśnie bycie dyrektorem, czy koordynatorem publicznych ramówek jest zajęciem cholernie ciężkim i jeszcze bardziej odpowiedzialnym. I wymaga wielkiej znajomości rzeczy. Na tych stanowiskach nie mogą być ludzie, którzy nie znają telewizji, nie obserwują tego jak się zmienia, nie analizowali przez lata rynku i preferencji widzów. To znaczy może, bo dla chcącego nic trudnego, tylko to po prostu nie ma sensu.

Pomysły na przywrócenie tytułu „Sonda” robiąc z tego ciekawostkowy program na podobieństwo rozpoznawalnego „Galileo”, tylko trochę drożej i gorzej, kilka innych rzeczy w planach, które nic nowego nie wnosiły. Urzekł mnie też pomysł, którym dyrektor się pochwalił jakby było czym, powrotem do „Wielkiej Gry”, tylko z innym scenariuszem i zasadami, innymi prowadzącymi i inną nazwą „Większa gra”. Prawda, że urocze? Ale to tylko taka mała „podśmiechujka”, bo sprawa jest poważniejsza.

Nie będę więc płakał po panu Macieju Chmielu, bo po wstępnych nadziejach, nie uważam żeby TVP i media publiczne jako takie miały w przyszłości skorzystać na tym, że on będzie miał duży na nie wpływ. Niestety.

Ale z doniesienia Pressu powiało też grozą. Nie, nie dlatego, że kolejny dyrektor może być gorszy, oczywiście, że nie. Otóż wg tej informacji, pani rzeczniczka powiedziała, że imć Chmiel: „od 8 lipca będzie szefem biura handlu TVP”. Yyyyyyy...

To ja przypomnę, że:
„Biuro Handlu TVP zajmuje się zakupem kontentu zagranicznego i krajowego na potrzeby wszystkich Anten Telewizji Polskiej oraz sprzedażą programów wyprodukowanych przez TVP w kraju i zagranicą. Biuro także przygotowuje wydawnictwa Telewizji Polskiej oraz prowadzi działalność merchandisingową”.

Jak u licha ma się tym zajmować człowiek, który przyznaje, że od lat nie ogląda telewizji, nie zna najnowszych formatów i przez ostatnich kilka miesięcy dopiero miał okazję – inna rzecz czy z niej skorzystał – to nadrobić? Kiedy pytałem pana dyrektora zawsze z rozbrajającą szczerością odpowiadał, że tego nie zna, tamtego nie widział, a o tym nie wie, ale jak mu dam linka, to się dowie. I to nie tylko o programach jako takich, ale o trendach również. Dziwne. Zamawianie, proponowanie do zakupu itd. musi opierać się na wiedzy o tym co w świecie, chyba. Albo nie. 

Najważniejsze jednak, że może to być pierwszy krok, właściwie już drugi, do zmiany struktury organizacyjnej TVP. Jeśli zmiany pójdą w kierunku, który postuluję od lat, a wiem, że wśród wysoko postawionych pracowników TVP ma swoich stronników, będę im mocno kibicował i przyklaskiwał. Bo przypominam, jeśli nie lubicie obecnych władz TVP czy Polski nawet całej, to pamiętajcie, że one – i TVP i Polska – zostaną nawet jak oni już odejdą. 
A zatem o co w takiej zmianie, którą przyjąłbym z satysfakcją i nadzieją chodzi? O to, że nie ma najmniejszego powodu, żeby na czele TVP 1, TVP 2 i kolejnych anten stali dyrektorzy z dyrektorską władzą, ze swoimi koncepcjami itd. Otóż struktury w TVP powinny być bardziej poziome niż pionowe. Powinny na nią składać się redakcje, które będą proponowały swoje pomysły na anteny, które będą też reagowały na zgłoszone przez szefa wszystkich telewizyjnych szefów, albo wynikłe w trakcie telewizyjnego kolegium tematy czy pomysły. Na redakcje, które będą miały doradczy w kwestiach planowanych transmisji, opiniowały jakość wchodzących w ich zakres tematyczny propozycji zakupów gotowych produkcji czy formatów itd. Redakcje filmu, kultury, rozrywki, sportu, społeczna, polityczna powinny ciągnąć anteny, a nie odwrotnie. Podobnie powinny działać redakcje oprawy, produkcji itd. To oczywiście opis najogólniejszy, żeby sprawy nie komplikować teraz, ale mam to przemyślane i przedyskutowane od lat, i nadzieję mam że właśnie w tę stronę to pójdzie. Bo - powtórzę - nawet jeśli nie lubię obecnej władzy, to ona kiedyś odejdzie, i chciałbym, żeby media publiczne miały się jak najlepiej.