No pewnie, że Karolina Lewicka przerywała ministrowi od kultury narodowej. Oczywiście, że wg tysiące lat temu ustalonych zasad dyskusji przerywać nie powinna. Oczywiście, że przerywać musiała, bo inaczej, skończyłoby się na nieznośnej i nic niewnoszącej ględźbie. Chociaż momentami dziennikarkę ponosiło i przerywała niepotrzebnie (chociaż potrafię ją zrozumieć, bo ile można słuchać tego jałowego bełkotu) to jednak nic, absolutnie nic nie usprawiedliwia grożenia dziennikarzowi, odgrażania się rychłym rewanżem i używania argumentu siły. Nic. 

Ale mnie w tej akcji najbardziej zainteresowało zachowanie prezesa TVP Janusza Daszczyńskiego, który lawiruje próbując pewnie nerwowo utrzymać się na prezesurze, próbuje odtworzyć znany z porzekadła numer ze świeczką i ogarkiem.

 

Zachowanie Prezesa TVP zainteresowało mnie, i niestety rozbawiło (chociaż to wesołość przyprawiona goryczą). Biedak wmieszał się gdzieś między młot i kowadło i plącze się rozdygotany, próbując powtórzyć znany z porzekadła numer ze świeczką i ogarkiem. W pierwszym odruchu obronnym, kierowany niesiony instynktem samozachowawczym i chęcią zabezpieczenia sobie jako takiej przyszłości w TVP, poparł imć ministra i zawiesił Karolinę Lewicką. Presserwisowi wyjaśnił: „Sposób prowadzenia programu odbiegał zdecydowanie od standardów, które obowiązują w telewizji publicznej”.

Ale po czasie krótkim skonstatowawszy, że za dziennikarką murem stanęło jej koleżeństwo z TVP Info, i że głupio jakoś karać członka własnej ekipy za to, że broni dobrego imienia firmy, której jest się prezesem, podpisał się pod żądaniem przeprosin od Ministra. To z kolei wyjaśnił tak: Prezes TVP wyjaśnił, że „zapowiedź upolitycznienia mediów publicznych zasygnalizowana w wypowiedzi wicepremiera jest atakiem na wolność słowa w niepodległej Polsce”, ale krytycznej oceny przebiegu programu.

Niby zrobił wszystko co trzeba, żeby zadowolić wszystkich, ale chyba nie zadowolił nikogo. Bo zdanie „jestem za, a nawet przeciw”, mogło się udać raz, dawno temu. Poza tym do dzisiaj byłemu prezydentowi odbija się czkawką.

Pan Prezes ma niezłą zagwozdkę. Jeszcze kilka dni temu mógł pocieszać się, że przecież PiS chce teraz uchodzić za umiarkowanych, że pan Kaczyński obiecał powściągliwość w odwecie itd. więc nie będzie zmieniał TVP od razu. Ale po ostatnim przyspieszeniu w wielu innych sprawach, po ogłoszeniu że media publiczne mają wrócić jak „ojczyzna wolna” na właściwe tory, wie już, że przelewki się skończyły. I będzie musiał zdecydować, czy wejść w układy z obecną władzą i dbając o własny interes zostać jednym z jej funkcjonariuszy, czy podjąć walkę, spróbować zadbać o niezależność TVP i odejść z niej z hukiem już niebawem. Pierwsze rozwiązanie da szansę na jako taki spokój, chociaż nie wiadomo na jak długo. Drugie pozwoli na wpisanie się na listę bojowników o demokrację, które na najbliższy czas wystarczy by gdzieś się finansowo zaczepić u opozycji, a w przyszłości objąć jakąś intratną funkcję. Z tym jednak, że też nie wiadomo kiedy.

Ale co się ubawiłem patrząc jak się kręci, to moje.

Wracając do samego spornego programu. Na szczęście Karolina Lewicka zawieszona była jakieś siedem minut chyba, bo rano poprowadziła zwyczajowo program w TVP Info. I dobrze. A minister? No cóż. Odbija sobie te lata czy miesiące raczej, kiedy media jeździły po nim, kiedy się z niego wyśmiewały jako „technicznego od wszystkiego”. Rosło w nim od dawna więc się wreszcie ulało. Oczywiście to smutne jest bardzo, że Polski minister i wicepremier w tak nieelegancki zachował się sposób. Oczywiście żałosne jest, że uciekał się do takich gróźb odwetowych, ale w sumie dobrze, że zrobił to wprost, przed telewidzami, a nie w zaciszu gabinetu. 
A do koleżeństwa dziennikarstwa politycznego prośbę mam, żeby tak samo stanowczo domagać się odpowiedzi od wszystkich polityków. Może przestaną ględzić, i zaczną wreszcie odpowiadać. Byłoby miło. 

A z zachowania pana ministra Piotra Glińskiego można niestety wniosek wyciągnąć taki, że zmiany w TVP będą idące daleko, przeprowadzane będą stanowczo, ale przede wszystkim dotyczyły będą nazwisk, nie zasady. 

Tu fragment rozmowy w "Minęła dwudziesta". Ocenę zostawiam Wam. 

I przy okazji zapewniam pana ministropremiera, że czeka go jeszcze wiele takich rozmów. Pan, panie premierze na pewno  zna języki obce różne, więc niech Pan zerknie i posłucha jak z przedstawicielami rządu rozmawiają dziennikarze BBC, niemieckiej telewizji publicznej czy we Francji. Pani Karolina wykazywała się dużym taktem i spokojem przy tamtejszych dziennikarzach.  

I na osłodę rozmowa, w której ministrowi jest przyjemnie. Dziennikarzowi też.