Władza jednak osłabia. W opozycji potrafili manipulować, kłamać, albo udawać z większym polotem. Teraz siermięga i niepowodzenie. Były towarzysz Wolski się był nie popisał. 

Program „W Tyle Wizji” – błagam, nie łączcie go w żaden sposób z serwisem #wTelewizji.pl – to taka odpowiedź reżimowej telewizji na „Szkło Kontaktowe”. Miało być lekko, zabawnie, uszczypliwie, i oczywiście dostawać się miało tzw. opozycji. No i dostaje się opozycji, ale tylko to. A nie, jeszcze się Niemcom dostaje co jakiś czas. Ale polotu, ale lekkości i klasy to w tym za grosz. Kiepawy seans prostej nienawiści, i nic poza tym. Ale z jedną poważną zaletą. Jest tak nieporadny, że aż rozczula.

Niemniej to, co wydarzyło się w piątek 8 kwietnia, to po prostu TVPiS w pigułce. Do śmiechu, i do 

Całe zdarzenie możecie obejrzeć na filmie, który niżej. Ale nie wszyscy lubią oglądać. 

Miejsce akcji, program "W tyle wizji", czyli cokolwiek kulawa, ale za to słuszna politycznie odpowiedź TVP Info na zaprzaństwo "Szkła kontaktowego" w TVN 24. Różne pary publicystów pod przewodem niezawodnego byłego towarzysza redaktora Marcina Wolskiego komentują naszą niepiękną polityczną rzeczywistość. Koszmarnie to łopatologiczne, mało to wesołe, ale za to "słuszne" do granic obłędu. No i tak siedzą i szydzą, a w scenariuszu jest również rozmowa z widzami, którzy zechcą do studia zadzwonić. Wszystko oczywiście w szczerej atmosferze i rzecz jasna na żywo. Hahaha...  I w pewnym momencie.............................. 

- Proszę pani, jest niesamowita sprawa, ponieważ ktoś się do nas dodzwonił! – euforycznie zareagował na wiadomość z reżyserki były towarzysz Marcin Wolski, programu lider.
- Niemożliwe! Ktoś chce z nami porozmawiać? - dziwi się pani radaktor, która mu towarzyszyła, a której imienia i nazwiska, za co przepraszam, nie znam.
- Słuchamy... Ale nie słyszymy - radośnie zatrelał pan redaktor Marcin, ale ktoś musiał w redaktorskie słuchawki napluć, że taśma z telefonem jeszcze nie jest gotowa, bo przeszli do rozmowy ze sobą.

Nie na długo jednak, bo...

- Dodzwoniła się osoba, i już jest na linii - przerwał średnio odkrywczy wywód koleżanki b.towarzysz Marcin i w słuch się cały zamienił.

Z głośnika popłynęło nieco drętwe, ale równe i spokojne: "Yyyy... Dzień dobry, nazywam sie Karol, pochodzę z Łowicza, chciałem powiedzieć, że zawsze Krzysztow Węgowski wspaniale wyglądał w Sejmie podczas swoich wystąpień, i tak powinny się wszystkie posłanki sugerować, na tym pośle. Dziękuję bardzo. Yyyy Dzień dobry, nazywam się..."

I w tym momencie ucięto. Widocznie ktoś obsługujący "połączenia telefoniczne na żywo", zorientował się właśnie, że chcąc odtworzyć z "taśmy" tę spontaniczną wypowiedź telewidza, kliknął w "pętlę", no i mu poszło drugi raz.

Ale redaktorstwo w studiu nie straciło rezonu. Po pierwsze dlatego, że ich ten głos widza nie interesował wcale, i w trakcie jego przemowy, konwersowali sobie wymieniając przy tym uśmiechy. Po drugie dlatego, że w ogóle poza nimi samymi interesowało ich niewiele. To zresztą nie są jedyni prowadzący programy w naszym pięknym kraju dotknięci tą słabością.

W każdym razie zaczęli mało sprytnie udawać, że to drugie "dzień dobry", to od nowego słuchacza i też "na żywo". Próbowali nawet z nim porozmawiać, co przydało im zabawności. 

- Dzień dobry - pani redaktor
- Dzień dobry - pan redaktor
Ciiiiisza.
- Problemy techniczne - skonstatowała pani redaktor - nie, chyba „ta osoba” się do nas nie dodzwoniła - próbowała najgłupiej jak tylko można to sobie wyobrazić wybrnąć z kłopotu. 

W tym momencie już się chciałem zacząć zastanawiać cóż to za „ta osoba”, która się nie dodzwoniła? Na telefon od jakiej „tej osoby” pani redaktor czekała. Bo ewidentnie ktoś się przecież dodzwonił. Tylko pewnie nie była to osoba TA. I byłbym się pewnie zastanawiał dłużej, gdyby nie b.towarzysz redaktor Wolski, który chcąc wyjść z kłopotu żartem, zrobił to w swoim pokracznym stylu, z typowym dla siebie taktem i pomyślunkiem. 

- Może po prostu - wszedł w słowo redaktorce imć Wolski i ciągnął - może po prostu zobaczyła [ta osoba - przyp. ja] panią redaktor i ogarnął ją strach, wstyd, no i zrezygnowała. Ale ciągle mam nadzieję, że nasze, nasza reżyserka w tyle wizji zapanuje nad sytuacją – zagroził znacząco.

A my wiemy przecież, że jak wywalą albo pozwolą odejść jeszcze kilku pracownikom, to nie opanuje sytuacji nawet złotoręki i złotousty Prezes TVP, ani nawet sam Pierwszy Widz Rzeczypospolitej. W końcu zaciężne kadry z TV Republika i TV Trwam nie wypełnią każdej luki w systemie. A jak wypełnią, to nie do końca właściwie.

Patrzyłem na to zdarzenie z niemałym rozbawieniem, ale i zażenowaniem. Wiemy, że w TVP manipulują, kombinują jak koń pod górę, czasem sobie pokłamią, ale jako opozycja robili to profesjonalnie, momentami nawet z polotem i kreatywnością. Potwierdza się jednak, że władza rozleniwia. I kiedy można już wszystko, to jednak presja zżera. W dodatku jakoś trudno wychodzi oddanie głosu wolnemu - uwolnionemu przecież tak niedawno - narodowi. Lepiej na wszelki wypadek nagrać itd. Jak już chcą być tacy "otwarci" na głos suwerena, którego przecież są przedstawicielami, bo dał im legitymację, o czym tak często przypominają, to mogliby większą się wykazać odwagą - i wpuszczać widzów na antenę z ich głosem - albo iść na całość i samemi mogliby do siebie dzwonić. Aktyw wszak mają oddany i liczny, prawda? 

Swoją drogą ciekawe jak oni na dłuższą metę rozwiązać chcą sytuację rozmawiania z nagraniem, skoro to program na żywo? Ale co mnie to w sumie obchodzi? Z nagraniami polityków i szemranych biznesmenów z warszawskiej restauracji "Sowa i przyjaciele" rozmawiają bez przerwy, więc daliby jakoś radę i z tym.

Ale wstyd straszny, i na miejscu mości Kurskiego wysłałbym ich na jakieś szkolenie, bo ośmieszają przecież całą tę "dobrą zmianę".