Ma być o telewizji ale zacznę od radia. Tak przewrotnie. Bo najpierw jednak było radio.
Kilka dni temu słuchałam audycji „O wszystkim z kulturą” program prowadziła Aldona Łaniewska-Wołk, a jej gośćmi byli, reżyser  Sławomir Fabicki, Maciej Jakubczyk ze Stowarzyszenia Nowe Horyzonty i Małgorzata Domin, producentka filmowa.
Dyskutowano o telewizyjnych produkcjach dla dzieci, a w zasadzie ich braku w kraju nad Wisłą. Rozmówcy wykazywali, że u naszych zachodnich sąsiadów kino familijne to drugi po komediach, sprzedający się gatunek filmowy. W Polsce takie kino właściwie nie istnieje. Dla dzieci nie kręci się po prostu nic – lub prawie nic. O filmach dla młodzieży już nawet nie wspomnę.

 

Oficjalne dane są dla nas kompromitujące. W kraju europejskim produkuje się rocznie średnio 30 filmów dla dzieci. Przodują Skandynawowie, ale tuż za nimi plasują się Niemcy, Holandia, Dania, Francja, i Włochy.  
Co ciekawe, skandynawskie filmy aktorskie dla przedszkolaków mają niewiele mniejszą widownię niż amerykańskie hity. 
Niestety w dawnych Demoludach, czyli na wschód od Odry i Dunaju  tak się nie dzieje i np. w Polsce produkuje się mniej niż jeden film dla dzieci i młodzieży rocznie.
Małgorzata Domin, producentka niedawnej premiery kinowej  wg. kultowej książki Edmunda Niziurskiego -  "Klub Włóczykijów", tłumaczyła, że bardzo trudno jest zdobyć pieniądze/dotacje na film dla najmłodszych. Jest tak dlatego, że decydenci nie wierzą, że takie produkcje znajdą widzów. 

To dość zdumiewające podejrzenie, przyglądając się jak popularne są wszelkie produkcje dla dzieci i młodzieży goszczące w naszych kinach. Młoda publiczność zdecydowanie czeka na  filmy o sobie i dla siebie.
Jednak ci, którzy decydują o pieniądzach, być może nie wierzą w naszych scenarzystów, operatorów czy reżyserów, o aktorach  nie wspominając. Trudno się nie zgodzić, że najsłabszym elementem polskich filmów od dawna są scenariusze, ale reszta jakoś daje radę.
Producentka opowiadała, jak to telewizja publiczna odrzucała projekt jej filmu, twierdząc, że nie mają pasma na film dla dzieci.  To niesamowita teza, bo przecież jest chociażby TVP ABC – to dla kogo to niby kanał jest?

Eksperci PISF uznali  dla odmiany „Klub Włóczykijów” za produkcję przeznaczoną do telewizji, więc odmówili finansowania.  
Zrobiło się błędne koło bezdecyzyjności.

Od lat jestem w kapitule nagrody KOPD „Świat przyjazny dziecku”. Od lat staramy się  przyznać nagrodę w kategorii „Media dla dzieci” i od lat , żeby nie powiedzieć od zawsze Magdalena Łazarkiewicz, która jest także członkiem kapituły nagrody wygłasza oświadczenie, protestując przeciw brakowi funduszy, ogólnopolskiego programu, czy jakichkolwiek założeń dla kinematografii dla najmłodszych i nastolatków.
Czy  w takiej sytuacji polskie dzieci są skazane na kino zagraniczne i ewentualne powtórki starych polskich seriali? 
Wygląda na to, że tak, chyba, że nowa władza weźmie się za młode umysły, ale to już może lepiej niechby zostało jak jest.

I na koniec najsmutniejsza konstatacja.
Nie będzie polecenia w tym tygodniu, szukałam, szukałam i... nie znalazłam. No bo czy „Kevin sam w Nowym Jorku”, „W krzywym zwierciadle: Witaj święty Mikołaju!”,  “Mumia powraca” czy w końcu “Happy Feet: Tupot małych stóp II” wymagają jakichkolwiek rekomendacji? Każdy oglądał je pewnie  MILION razy. To i tak o wiele razy za dużo.