Byłam telewizyjnym dzieckiem. Uwielbiałam gapić się w czarnobiały ekran i poznawać świat. Świat daleki, tajemniczy i kompletnie niedostępny.

Dawno, dawno temu, było jakoś tak, że telewizja bardziej dbała o dzieci. Programów dla maluchów i dzieci szkolnych było sporo. Były takie jak nasz świat za oknem - toporne, szaro-bure ale cudowne. Dla kilkulatki, zahipnotyzowanej szklanym okienkiem. Jednym z moich ulubionych był „Zwierzyniec”.

 

 

 

Pierwszy odcinek wyemitowano w 1968 roku. Miałam wtedy 6 lat i pewnie tego pierwszego nie oglądałam, ale zaczęłam  zaraz po rozpoczęciu emisji. Pamiętam jakby to było dziś, bo to było wczoraj… 
Prowadzącym program był Michał Sumiński - to była niebywale barwna postać. Nasz Richard Atenborough, tylko lepszy, bo autentyczny w swojej myśliwskiej kurtce, z lornetką na szyi.  Był podróżnikiem, zoologiem, jachtowym kapitanem żeglugi wielkiej i dziennikarzem. 
W programie pojawiał się w stroju leśniczego, a w swoich barwnych gawędach opowiadał o życiu i tajemnicach leśnych. Popularyzował zagadnienia przyrodnicze, ale jakoś udawało mu się nie poruszać w żaden sposób tego, że do opisywanych spotkań ze zwierzętami dochodziło podczas polowań na nie. A warto pamiętać, że od dziesiątego roku życia był zapalonym myśliwym.



„Zwierzyniec” jak sama nazwa wskazuje, był programem przyrodniczym. Z wypiekami na twarzy podglądałam zwierzęta, śledziłam ich zwyczaje, uczestniczyłam w wycieczkach do lasu na pola czy do ZOO. Czarnobiała telewizja pobudzała wyobraźnię a jakość przekazu kazała, bardziej niż podziwiać,  domyślać się, kombinować, marzyć.
Poznawałam zwierzęta bliskie i dalekie, swojskie i egzotyczne. 

Ja - pokolenie wychowane bez googla - tam znajdowałam to wszystko, co mnie interesowało. Przyrodę. Najważniejszym walorem programu i w ogóle ówczesnych audycji telewizyjnych dla dzieci,  była interaktywność. Ten program pobudzał do działania  dzieci, klasy, całe przedszkola i szkoły. „Zwierzyniec” zainicjował np. dokarmianie zwierząt.

W skład "Zwierzyńca" wchodziły gawędy Pana Michała, opowieści o zwierzętach Marii Sołtyńskiej, filmy przyrodnicze. Na koniec wyświetlano kreskówki wytwórni Hanna-Barbera. Amerykańskie. Jak z Pewexu. 
 

Dziś prawie nie ma oferty programów przyrodniczych skierowanej do dzieci. Pewnie dlatego, że wszystko można obejrzeć na YT. Ale trochę szkoda, że nie przybliża się dzieciom dzikiej przyrody, że nie opowiada się im o  zwierzętach, o ich życiu i zwyczajach w bezpieczny, edukacyjny sposób. 
Oczywiście w ofercie są filmy przyrodnicze, ale nie ma takich, które dedykowane są dzieciom. Szkoda.
W tym tygodniu znalazłam w ofercie świetny – oglądany przeze mnie kiedyś film „Dzika Polska” Znalazłam go nawet w TVP ABC.

Dzika Polska: Klekot na sto bocianów
cykl reportaży, Polska, 2009
TVP ABC, poniedziałek, 23 listopada 21:35

Może uda się Wam zobaczyć. Oczywiście komplet jest na vod. Więc chyba jednak tradycyjna telewizja dochodzi do lamusa.

------- 

Osobiste wspomnienie Wojciecha Krzyżaniaka po śmierci pana Michała Sumińskiego i pożegnanie go opublikowane w 2012 roku w "Gazecie Wyborczej" znajdziecie TUTAJ