Pierwszą polską premierą tej wiosny jest serial TVN, produkowany dla niej przez ATM serial „Druga szansa”. W rolach głównych Małgorzata Kożuchowska, Bartłomiej Świderski, Rafał Królikowski, Maja Ostaszewska. A rzecz traktuje o producentce telewizyjnej i agentce gwiazd, która ze szczytów powodzenia i popularności spada na dno i w tych przykrych okolicznościach przekona się po pierwsze, że sukces wymiary ma różne, i niekoniecznie liczy się go ilością kolorowych okładek i pieniędzy, a po drugie przekona się, kto jest jej przyjacielem i czym jest przyjaźń w ogóle. Rzecz jasna nie zabraknie wątku miłosnego, bo przecież to w sumie romantyczna ma być historia.

Będzie przebój? Otóż po obejrzeniu odcinka pierwszego powiedzieć mogę tyle, że... na dwoje babka wróżyła. Ale nie to, że uchylam się od wygłoszenia własnej opinii. Co to, to nie. Zastanawiam się po prostu, na ile mój gust i pojęcie o dobrym serialu rozmija się ze zdaniem telewizyjnej widowni. 

No właśnie, bo...

 

Jedno wg mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości. Jest to serial wyłącznie dla kobiet, i mężczyzn o przewadze kobiecej wrażliwości. Na każdym poziomie tej produkcji widoczne jest to bardzo. I jeśli w badaniach wyjdzie, że panowie oglądają to nie tylko ci, których zmusza do tego rodzinna okoliczność, to zdziwię się bardzo.

Podobało mi się za to, jak do serialu zachęcali w mojej audycji „Program Telewizyjny” w TOK FM pan Edward Miszczak i producentka serialu Dorota Kośmicka-Gacke. Według nich podstawowe powody, dla których widownia będzie chciała „Drugą szansę” oglądać. Otóż chodzi o to, że odpowiada naszej polskiej wrażliwości, która każe nam kibicować komuś kto się potknął i próbuje powstać jak Feniks, a jest na – wydawałoby się – straconej w tych próbach pozycji. No i powód nazywający się Małgorzata Kożuchowska, też ma tu znaczenie.

Bo serial jest niestety strasznie sztywny, bez polotu i z bardzo średnimi, sztampowymi dialogami. Oczywiście ma jakiś potencjał, ale zamyka się on niebezpiecznie w telenowelowych klimatach. I ta miłość, i ten showbiznes są powierzchowne, wszystko wydaje się być przewidywalne, żeby nie powiedzieć, że oczywiste. I zagrane – może z wyjątkiem Rafała Królikowskiego i Mai Ostaszewskiej – też jest bez wiary w sens tej opowieści. Poza tym jest to serial tak bardzo nie dla mnie, że aż nie wypada mi zachęcać lub odradzać. Chociaż jak wspomniałem, zbyt naiwne i banalne wydaje się być, żeby mogło odnieść sukces wielki.

Dlaczego zatem w ogóle biorę taki sukces pod uwagę?

Dlatego mianowicie, że być może widownia dużych, otwartych kanałów telewizyjnych ma już wrażliwość osłabioną, stępioną przez różne „Ukryte prawdy”, „Szkoły”, „Trudne sprawy” i im podobne „superprodukcje”. Jeśli tak, to na tym tle „Druga szansa” może wydawać się produkcją wybitną, poruszającą i która będzie się prosiła o ciąg dalszy. I będę śledził wyniki oglądalności. Dzisiejszy jest mało istotny. Ciekawsze będzie to, jaka widownia wróci do Drugiej szansy za tydzień. 

PS. Ale są i dobre strony powstania tego serialu. Ja na przykład cieszę się, że na tzw. mały ekran wrócił pan Kazimierz Kaczor. Lubię go, więc się ucieszyłem. Chociaż nie zamierzam tylko dla niego oglądać całego serialu, to wierzę, że wrócił pan Kazimierz na dłużej, i niebawem pojawi się w kolejnych serialach i filmach. Ale to przecież za mało.