W ostatnim dniu słusznie minionego roku swoje dyrektorskie legitymacje, w ramach protestu wobec nowej, PiS-owskiej „małej nowelizacji medialnej” rzucili dyrektorzy anten polskiej Telewizji Publicznej: Katarzyna Janowska (TVP Kultura), Piotr Radziszewski (TVP 1), Jerzy Kapuściński (TVP 2) i Tomasz Sygut (Telewizyjna Agencja Informacyjna). Rozumiem, że to coś na kształt rzucania partyjnymi legitymacjami w stanie wojennym. No i ładnie. Tyle, że wg mnie ten gest dyrektorów jest i głupi, niepotrzebny i będzie przeciw skuteczny. No bo co z niego wynika w tej sytuacji? Nic.

 

Po pierwsze za szybko. Przecież lepiej byłoby poczekać na jakiś wątpliwe, kontrowersyjne polecenie służbowe „nowej władzy”, i wtedy zaprotestować i wtedy dopiero spektakularnie rzucić dymisją w obronie wartości. Dopiero wtedy ten protest byłby czytelny i łatwiejszy do wytłumaczenia również tzw. zwykłym ludziom. Widzom, znaczy.

Poza tym mogłoby to być też dla „nowej władzy” bardziej dokuczliwe, bo rozpoczęłoby udokumentowaną konkretnym przykładem dyskusję. A tak, to po prostu odejdą. I poza pojękiwaniami, wołaniem na medialnej puszczy, nic z tego nie wyniknie, i szybciutko ludzie o tym geście i o tych dyrektorach zapomną. A szkoda, bo to naprawdę nieźli fachowcy, chociaż oczywiście i ja mam do nich swoje uwagi.

Jestem bardzo sceptyczny do różnych politycznych ruchów. Ale chyba dopiero wtedy złożyłbym dymisję, kiedy okazałoby się, że nie mam możliwości realizowania swoich pomysłów i swojego planu. A teraz, jest to oparte wyłącznie na ich założeniu. Ich, znaczy tych dyrektorów. Z tego co widać, co i jak szybko robi PiS na wielu polach, być może założenia słuszne, ale jednak tylko założenia.

Większe wrażenie też byłoby gdyby zostali spektakularnie zwolnieni. Wtedy można by przecież tu i ówdzie napisać, że to czystka, że to rewanżyzm nowej itd. A w tej sytuacji, niechcący państwo dyrektorstwo ułatwiło sprawę tym, których nie lubią i tak bardzo nie szanują, że nie chcą z nimi współpracować. Teraz nie muszą ich zwalniać, tylko po prostu mogą zgodnie z logiką dziejów wypełnić powstałe wakaty. Bo przecież trzeba je wypełnić. Mało tego, teraz „nowa władza” może powiedzieć, ogłosić wręcz, że chciała bardzo to dyrektorstwo zostawić i dać mu swobodę, ale nie dostali takiej szansy. I co? I na nic będą pojękiwania, że na pewno kłamią. Mleko rozlane. Ja bym im nie dał satysfakcji. Tym bardziej bym jej nie dał, im bardziej im bardziej tych, czy innych nie lubię. Nie mam wątpliwości, że zostaliby wymienieni, ale to byłaby szansa na więcej. 

Po kolejne, szkoda pieniędzy, bo jeśli dobrze rozumiem, w przypadku „samozwolnienia” odprawa nie wchodzi w grę, prawda?

Efekt promocyjny takiego gestu też będzie umiarkowany. Z pewnością przewali się fala oburzenia, wsparcia dla „dzielnych wojowników o wolność i demokrację” po różnych Facebookach, pojawi się kilka mrożących krew w żyłach wywiadów.

Po kolejne, co to w ogóle jest za głupia forma protestu? Idę stąd, bo mi się nie podoba. W takich momentach przypomina mi się, że nie jest najmądrzejszą rzeczą umierać za Ojczyznę, bo lepiej jest dla niej mądrze żyć. Prawda, że coś w tym jest? Może trzeba było chociaż spróbować zawalczyć o tę demokrację, na ołtarzu której kładzie się dyrektorskie legitymacje?

Żeby było jasne, też mi się wiele spraw w tej nowelizacji nie podoba, ale świat już zna podobne rozwiązania. Choćby w tym osławionym BBC, którego szef też jest z bezpośredniego nadania rządowego. Rzecz oczywiście w szczegółach, w formacie osób, które się nominuje itd., ale co do zasady, to nie musi być nic rewolucyjnego. Przyznam, że bacznie obserwując konkursowe wybory na prezesa TVP w roku 2015 (wybrano pana Daszczyńskiego), przyglądając się zarówno procedurom jak formie ich przeprowadzenia, trudno mi przychodzi tej konkursowej zasady bronić.

Kiedy przypomnę sobie jak prezesem TVP został Pan polityk Juliusz Braun, i jak ta jego prezesura przysłużyła się Telewizji Polskiej, mój zapał do obrony tych wyborów demokracji też słabnie.
Nie wierzę, żebyśmy doczekali się słusznych procedur w tym zakresie i potrafili oderwać je od bieżącej polityki, ale tym razem przynajmniej reguły są jasne. Można się z nimi nie zgadzać, ale przynajmniej wiadomo z czym się nie zgadzamy. W przypadku procedury konkursowej takiej jaką była, nie miałem takiego komfortu.

I nie, nie liczę na to, że pod rządami np. pana Jacka Kurskiego będzie TVP symbolem obiektywizmu, ale ja już tego od TVP nie oczekuje. Powiem szczerze i otwarcie, że moim zdaniem pion informacyjny TVP jest coraz mniej istotny, i jego znaczenie będzie malało. Jest wybór, jest dostęp do informacji nieograniczony, ale rozumiejąc (z przykrością) logikę dziejów i to, że nasi politycy tkwią mentalnie jeszcze w innej medialnie epoce rozumiem, że zależy im na pokazywaniu siebie w okienku. I niech się pokazują. Jedni, potem drudzy, itd. My powinniśmy zadbać o tę resztę. I to jest moją największą troską w mediach publicznych. Ale o tym, to już innym razem.

Krótko mówiąc, nie popieram egzaltowanej reakcji państwa dyrektorstwa z TVP z wielu powodów. A najważniejszym jest to, że dyrektorowanie w mediach publicznych nie jest zwyczajną pracą najemną na wzór tej w mediach komercyjnych, tylko formą misji, rodzajem poświęcenia dla wspólnego dobra, jakim bez wątpienia jest TVP (wiem, grube słowa, ale ja też mogę sobie w obliczu takiej reakcji światłych skądinąd ludzi pozwolić na odrobinę egzaltacji) i wypadałoby o te media po prostu zawalczyć. Dać sobie tę szansę.

PS. Kiedy PiS zapowiadał zmiany w TVP pozwoliłem sobie na optymistyczny komentarz. I wiecie co? Mimo grubiaństwa niektórych posłów, mimo niedopuszczalnego zachowania pani Beaty Kempy w tej sprawie, ciągle wierzę, że po tej reformie - czy jak to tam nazwać - zostanie coś dobrego