Oto nastał w TVP dzień próby prawdziwy. Zwolnienie wydawczyń, które nie chciały pozwolić na to, by nowe szefostwo TVP Info mogło spróbować przekonać widzów, że manifestacji KOD-u prawie nie było, jest nie tylko ostatecznym dowodem na to jak dalece zepsute i podporządkowane władzy jest kierownictwo TVP, i że ta cała mowa o tym, że wreszcie będzie prawdziwy pluralizm, to zwykłe – proszę wybaczyć mój „francuski” – pieprzenie w bambus.

Pożytek z tego taki, że odsłonili się wreszcie w całej swojej wątpliwej urodzie. Bo o ile wcześniejsze zwolnienia mogli zawsze tłumaczyć tworzeniem własnego zespołu itd., o tyle teraz jest to zwykła chamówa i policzek dla całego dziennikarskiego świata. 

Ale zostać tam teraz, to narażenie nie tylko dobrego imienia w oczach innych ludzi, ale również duży wysiłek, żeby siebie samego przekonać, że warto ponieść taką cenę i spłacać kredyt brudnymi pieniędzmi. Jest takie dość proste, ale w tym momencie pasujące powiedzenie: "wolę ch...m orać pole, niż się uczyć w takiej szkole". Jak ulał! 

 

 

Nastał więc prawdziwy dzień próby dla tych, którzy zostali, albo właśnie podjęli pracę w TVP, bo uwierzyli, że będą mogli coś zrobić dobrego, lub pomyśleli, że może nie będzie tak źle, i jakoś uda im się przeczekać. Sądzę, że nawet dla części tych, którzy dołączyli do TVP łącząc się ideowo z jej nowymi "właścicielami", a są cokolwiek wrażliwi na zawodowy etos, mają teraz do pomyślenia. Razem z Małgorzatą Serafin, Izabelą Leśkiewicz i Magdaleną Siemiątkowską powinni wyjść z budynku, uprzednio trzy razy spluwając przez lewe ramię. A my wszyscy, którzy jako tako paramy się dziennikarską robotą, powinniśmy zorganizować – tak na szybko - jakąś ściepę, żeby pomóc materialnie, i po chwili zadbać, żeby wszyscy mogli podjąć pracę w zawodzie. Bo każdy kto w tym momencie wyjdzie z TVP, zdał kolejny zawodowy egzamin i zasługuje na pomoc i przyda się każdej redakcji.

Nie jestem człowiekiem wielkich słów i gestów. Raczej próbuję rozmawiać, tłumaczyć sobie i innym, często za mocno relatywizuję rzeczywistość, właśnie w tym koncyliacyjnym duchu. Czasami ze zwykłej naiwności. Ale jak w tej sytuacji można cokolwiek ze sobą godzić? Przepraszam zatem za emocjonalny ton, za duże słowa i egzaltację, ale jeśli zwalnia się dziennikarzy czy wydawców za to, że nie chcieli kłamać, to jest to chamskie przegięcie pałki”! Ale jest to również sygnał czytelny, że TVP wypowiedziała społeczeństwu propagandową wojnę, której twarzą został - podobno skądinąd sympatyczny - pan Krzysztof Ziemiec, a jego przyboczną Danuta Holecka. 

Wiem, że razem ze zwolnionymi paniami odeszła natychmiast Agata Całkowska (szacunek i ukłon), ale pewnie nie tylko ona. Chwalcie się kolejni odchodzący dziennikarze. Chwalcie się tym, mówcie o tym głośno. Spora część z Was skończy zapewne na zawodowym i finansowym marginesie, bo z solidarnością zawodową to u nas bywa różnie, zwłaszcza w praktycznym jej wymiarze, ale – uwierzcie mi, bo wiem co mówię – warto. Warto być uczciwym wobec siebie i ludzi.

PS. Jestem tą sytuacją zasmucony, jestem oburzony. A wszystkim, którzy już wołają, że skoro Panie nie wykonały polecenia szefa, to im się dyscyplinarka należała, informuję, że po pierwsze dziennikarska robota to nie tylko wykonywanie poleceń szefa, a po drugie TVP, zwłaszcza w pionie informacyjnym, to nie jest prywatna firma. 

PSS. Informację o zwolnieniach podał portal WirtualneMedia.pl