Co robili Szwedzi, a ja wraz z nimi w sobotni, zimny wieczór w połowie lutego? Oczywiście ogladali Melodifestivalen, czyli tutejsze eliminacje do konkursu Eurowizji. 

Mimo, że Eurowizja odbywa się dopiero w maju, to Szwecja żyje nią już od początku lutego. Co tydzień organizowane są minifestiwale, transmitowane przez pierwszy kanał szwedzkiej telewizji publicznej, podczas których prezentują się artyści, pragnący stanąć na europejskiej scenie. Wśród chętnych znajdują się zarówno początkujący muzycy, którzy dzięki takiemu występowi mają szansę zaprezentować się szerszej publiczności, jak i wielkie gwiazdy. Przedstawiani są tu - co akurat jest dobrym obyczajem - także autorzy poszczególnych piosenek.

 

Szwedzkie eliminacje do Eurowizji to jednak nie tylko prosty konkurs, a swoje zdolności prezentują tu nie tylko jego uczestnicy, ale i sami  prowadzący, którzy podczas każdego eventu również regularnie tańczą i śpiewają. Ich piosenki mają na celu zabawiać towarzystwo siedzące na widowni i w dowcipny sposób komentować całe wydarzenie, zachowując przy tym wysoki poziom artystyczny. I to im się bardzo dobrze udaje. Zdarzało się nawet podczas niektórych koncertów, że poziom piosenek uczestników był tak słaby, że najlepszymi występami były właśnie te prezentowane przez samych prowadzących.   

Jeśli chodzi o techniczną stronę Melodifestivalen, to w tym roku odbywają się cztery eventy, podczas których wyłonieni finaliści oraz ci, którzy trafią do konkursu drugiej szansy. Następnie odbędzie się koncert drugiej szansy, w którym zostanie wybrany ostatni, dodatkowy finalista. Tydzień później, 12 marca, w wielkim finale, okaże się kto będzie reprezentował Szwecję na Eurowizji. Podczas koncertów eliminacyjnych finaliści i kandydaci drugiej szansy wybierani są przez widzów za pomocą tradycyjnych smsów. Natomiast zwycięzcę całości wybierają widzowie do spółki z międzynarodowym jury, które przyznaje punkty podobnie jak to się dzieje podczas prawdziwej Eurowizji.

Połowa szwedzkich eliminacji już za nami, a ja nie słyszałam jeszcze żadnego prawdziwego hitu i mimo, że zabawa się dopiero rozkręca, to obawiam się, że już nie usłyszę. Po prostu nie sądzę, żeby Szwedzi chcieli zostać gospodarzami Eurowizji znowu za rok. Nie zaryzykują więc tym razem wystawienia potencjalnego zwycięzcy. Wystarczy, że ostatnio organizują to wydarzenie co 3 lata... Zasugerowali to nawet pół żartem pół serio w piosence wykonywanej przez prowadzących w zeszłym tygodniu. Straszą w niej cięciami budżetowymi w telewizji, spowodowanymi wydatkami na organizację kolejnej już Eurowizji i wyrażają nadzieję, że w tym roku Szwecja przegra, co w rezultacie uratuje ich przed utratą pracy (jak widać Szwedzi są nie tylko muzykalni, ale i dowcipni).

Zatem już wiemy, kto w tym roku Eurowizji nie wygra. Możemy więc spokojnie trzymać kciuki za Polskę, której szanse dzięki temu rosną!  

A tak wyglądają rozmowy z uczestnikami między występami