Grażyna Torbicka po latach pracy w TVP odeszła była z Telewizji Publicznej na swoje. W wypowiedzi, jakiej udzieliła nie ma nic o tym, że to protest wobec tzw. dobrej zmiany w publicznych mediach, ale wcześniej dawała już znaki, że nie podoba jej się to co się dzieje. No i odeszła. Larum się podniosło, że szkoda. Ale wiecie co? Ja po pierwsze nie żałuję, a po drugie, nawet się cieszę. Bo? 

 

Też lubiłem jej cykl "Kocham kino", ale jednakowoż do czasu, kiedy był to cykl rzeczywisty i miał jakiś scenariusz. Od czasu kiedy było to tylko logo, pod którym skrywało się po prostu pasmo ciut ambitniejszych filmów. Ja lubiłem w nim przede wszystkim wprowadzenia, rozmowy, analizę. Bez tego, to po prostu film w telewizji. Szkoda. Nie dziwię się więc pani Grażynie, że sobie z TVP poszła. Zwłaszcza, że coraz trudniej jest twarzą swoją i nazwiskiem autoryzować to co się w TVP dzieje, i co będzie się jeszcze na pewno działo. Jako człowiek życzący mediom publicznym jak najlepiej, starającym się jej pomóc na miarę swoich możliwości, konstatuję tę swoją radość z odejścia z TVP osoby, która mogła jej poziom podnosić, z przykrością. Ale wiem, że inaczej po prostu czasami nie można. 
Oczywiście nie traktuję gestu pani Grażyny jako sugestii dla kolejnych pracowników, żeby też się z TVP wycofywali. Bo Panią Torbicką stać na taki gest, po drugie ma pozycję taką, że na pewno nie zostanie na bezrobociu, a nie każdy pracownik TVP może sobie na to pozwolić.  

Ale jest też inny powód, dla którego cieszę się z odejścia pani Torbickiej z TVP. Oczywiście wiemy, że jest wspaniałą i mądrą kobietą, że ma filmowy gust znakomity i dzieli się nim z publicznością w sposób bardzo elegancki. Ale poza tym wszystkim najczęściej jednak w telewizorze od jakiegoś czasu mieliśmy z nią okoliczność jako bardzo dobrą konferansjerką ozdabiającą swoją urodą i (niestety) powtarzanymi do znudzenia żartami rozdawanie różnych nagród, czy różnych mniej lub bardziej godnych jej talentu i pozycji imprez. A to już stawało się nie do zniesienia. Dla mnie. Przed laty były to wieczory biesiadne, różne parafestiwale, wybory, a potem słabe wieczorki promocyjne. 

Życzę pani Grażynie jak najlepiej, ale cieszę się, że nie będzie już uświetniała kolejnych imprezowych wieczorów.