Na kolejnym "Balu Dziennikarza", w zgodnym pląsie podrygiwali dziennikarze i politycy. O kwiecie biznesu nie wspomnę, bo już nie wiadomo tak na dobrą sprawę kto jest kim. Wiadomo coraz bardziej po co. Albo dlaczego. 

Z jednej strony pouczanie widzów, polityków i wszystkich, którzy się nawiną pod rękę, próby tłumaczenia ludziom, że zasługujemy na szczególne traktowanie, przywileje itd., a z drugiej żałosne umizgi, fraternizowanie się z tymi, od których powinien nas dzielić „chiński mur”, i demonstracja tego jak dalece jesteśmy – nie, jesteście! – oderwani od tzw. zwykłych ludzi, i jak głęboko macie to, za co domagacie się szacunku. Jak sami się nie będziemy szanowali, to od kogo mamy tego szacunku oczekiwać? Jeśli wchodzicie w towarzyskie relacje z politykami, to się nie dziwcie,  że w odpowiednim momencie potraktują Was (nie, tym razem „nas”, bo to jednak przekłada się na wszystkich) tak jak szwagier szwagra po kilku głębszych i wymianie mało wyszukanych „uprzejmości” na weselu. Czyli krzesłem.  

 

To już tradycja taka niestety miziania się w rytm popularnych przebojów. Uściski, potem seria zdjęć, kolejne uściski i wódeczka pod znakomity żart i wędlinkę. I relacje - robione przecież przez dziennikarzy jak sądzę - skupiające się na tym któryż to z luminarzy naszej polityki zaszczycił bal swoją wizytą, uśmiechem łaskawym i uściskiem dłoni. Potem jeszcze przegląd toalet, koafiur i oczywiście długie wyliczanie balowych zasług, i tego komu i jak udało się pomóc wspierając go zebranym pieniądzem. Nie ma złego sposobu, żeby zebrać pieniądz na dobry cel. Ale jeśli jest jakiś sposób niesmaczny, to z pewnością jest to ten właśnie tzw. bal dziennikarzy. Od lat mu się przyglądam i od lat nie wiem czy bardziej śmieszy mnie Wasze – balowicze – nadęcie, czy bardziej wstydzę się za Was.

Od lat przyglądam się temu zjawisku, i niezmiennie w dniu tego balu czuję mocne zażenowanie. Ta potańcówka, to wewnętrzna sprawa towarzysko-celebrycko-polityckich (chociaż teraz to chyba już i tak w jednym jest przecież worku)  tzw. kręgów. I dobrze, bo każdy się bawi jak lubi. Ale to właśnie dzięki temu m.in. że zgodnie z prawdą sprzedaje się to coś w relacjach pełnych politycznych gąb i obściskujących się z tymi gębami ludzi z mediów, nie ma żadnych powodów, żeby traktowano dziennikarzy w jakiś wyjątkowy sposób. Że można się z nimi liczyć, że można szacunek mieć i bać się tego jak spełniali będą swoją rolę kontrolną.

Znamienne, że w kapitule tego balu, komitecie organizacyjnym, czy jak się to tam nazywa, zjajdziecie wyłącznie ludzi zaangażowanych w dziennikarstwo polityczne. Nie ma tam ludzi od nauki, od kultury, ani nawet od sportu. Może dlatego, że oni po prostu robią swoje. Znane z telewizorów twarze, w pełnym przekonaniu, że tak wypada gibają się i klepią po ramionach.

Pamiętam jak przed kilku ładnych laty właśnie w okolicach jednej z tych tradycyjnych potańcówek w TVN 24 pan Bogdan Rymanowski poruszył kwestię podejrzanej biesiady grupy policjantów, w której uczestniczył jakiś podejrzany chiński biznesmen, co mogło/miało oznaczać, że wspólnie coś knują. Szczegółów nie pamiętam. Ale gośćmi byli pan Sylwester Latkowski, który całą (naonczas jeszcze tylko domniemaną) aferę talentem swym wyświetlił, i jeden z rzeczników policji (przepraszam, ale nie pamiętam nazwiska jego). I pan Rymanowski pretensje miał i uwagi, że tak być nie powinno, że to podejrzane, że niegodne i wątpliwe. I tu policyjny rzecznik wykazał się refleksem i odciął się mówiąc, że przecież nikt z faktu wspólnej zabawy dziennikarzy z politykami i biznesmenami na Balu Dziennikarza, nie wyprowadza wniosku, że te pląsy wpływają w jakikolwiek sposób na obiektywizm rzeczonego pana redaktora w prowadzeniu czy przygotowaniu programu. I co? A nic, tak tylko sobie przypomniałem ;)

Oczywiście nie mogło zabraknąć wspomnienia kolegów i koleżanek zwalnianych z TVP. Część z nich, z tego co udało mi się zobaczyć, ostatnim pewnie rzutem karty kredytowej jeszcze udało się kupić jakąś gustowną kieckę czy gajerek z dodatkami. Pewnie w tym samym czasie zwolniono też jakichś innych, w mniejszych lokalnych redakcjach, ale oni jednak muszą chyba poradzić sobie sami. Ich nikt na bal nie zaprosił.

Jeszcze raz powtórzę: Nigdy tego nie zaakceptuję i nigdy się z tym nie zgodzę. To, że balowicze nie widzą w tym nic złego, nie czują, że robią źle, jest dla mnie ciosem prosto w rozum. A mizianie się dziennikarzy z politykami złe było zawsze, i nigdy nie przyniosło światu (z wyjątkiem tych się miziających) nic dobrego. Wstyd mi za Was. Niestety.

PS. Kilka lat temu redaktor kierujący naonczas portalem wyborcza.pl odmówił opublikowania krytycznego tekstu nt. tego "wydarzenia", argumentując to tym, że to "sranie do własnego gniazda". Poważnie? Wg mnie najgorszym tekstem nie byłbym w stanie "nasrać" mocniej niż ci dziennikarze, którzy miziają się w balowej sali z politykami i biznesem podczas wspólnej potańcówki z konsumpcją.