Gazeta Wyborcza pozazdrościwszy TVN-owi sukcesu reportażu o leśnych naziolach-kretynach, postanowiła strzelić ze swojego działa. Udało się. Dzięki wyrafinowaniu GW i jej niezłomności w śledzeniu przejawów myśli niesłusznych, oraz refleksowi prezesa Jacka Kurskiego, który tę nieoczekiwaną pomoc „GW” postanowił wykorzystać otrzymaliśmy masę żartów pod hasztagiem #InnyOjciecMateusz i prawdopodobny sukces oglądalnościowy TVP 1 w czwartkowy wieczór. Chodzi oczywiście o odcinek serialu „Ojciec Mateusz”, w którym „GW” odkryła spisek scenarzystów i Zarządu TVP. Wspólnie podstępnie wprowadzili do serialu postać islamskiego imigranta terrorysty chcąc podkręcić u Polaków preferowaną przez obecną władzę fobię wobec imigrantów, i podkreślić grożące nam w związku z ich - tych imigrantów - masowym przybywaniem niebezpieczeństwo. 

Kurski zrobił to co zrobić powinien, czyli przeniósł emisję wstępnie planowanego na marzec odcinka "Ojca Mateusza" na dzisiaj (czwartek 25. stycznia) i zaciera swoje lepkie rączki czekając na wyniki oglądalności. A redaktorzy GW rozpływają się pewnie w zachwytach, że wywołując tę gównoburzę, po raz kolejny udało się "wyrwać świni włos z dupy". No, teraz będzie nam na pewno lepiej. Dzięki! 

Wystarczy przelecieć wzrokiem po zawartości mojego bloga, żeby zauważyć jak daleko mi do obecnego szefostwa TVP z prezesem Kurskim na czele. Łatwo będzie też zauważyć, że jestem osobą dość krytyczną wobec różnych form manipulacji jakich się przy Woronicza w Warszawie dopuszczają, ale... no właśnie. Nawet mnie ta kretyńska akcja z czepieniem się serialu za to, że ma wywoływać czy umacniać antyimigranckie fobie wkurzyła i zniesmaczyła i coraz częściej mam wrażenie, że chodzi już tylko o to cholerne wyrywanie włosa ze świńskiej dupy, i o nic więcej. 

A co z tym odcinkiem? 

 

To w jaki sposób „Wyborcza” podjęła temat tego odcinka, jak uczyniła z niego narzędzie walki z tolerancją i zdrowym rozsądkiem jest tyleż głupie co razi wymuszonym pisaniem pod tezę. Ot dlatego tylko, że „świni zawsze włos z dupy wyrwać warto”. Przy czym świnia z tego powiedzenia, to tym razem TVPiS i PiS w ogóle.

Sprawę chętnie podchwycił imć Jacek Żakowski w TOK FM, który w charakterystyczny sobie sposób, w protekcjonalnym tonie, choć w temacie nie mało oblatany, skomentował prowokując „oburzonych” do szeregu żartów pod hasztagiem #InnyOjciecMateusz. Śmiechom nie ma końca.

Oczywiście zdecydowana większość tych śmieszków, którzy krytykują serial za sianie islamofobii itd. nie zna serialu, a wiedzę o nim ma tylko z najnowszej publikacji „GW” i różnych plotek albo streszczeń. Tymczasem do „Ojca Mateusza” można mieć pretensje różne, szczególnie te dotyczące cokolwiek natrętnej i momentami rażącej tanim dydaktyzmem promocji katolickiego widzenia świata, ale akurat nie o stosunek do imigrantów i wszelkich inności. Pod tym względem serial ów zrobił naprawdę dużo dobrego. Temat imigrantów, i tych z Ukrainy, i Azjatów i muzułmanów podejmowany był wielokrotnie. I - o czym nikt ze słusznych opozycyjnych mediów nie wspomina – zawsze był to przekaz bardzo pozytywny. A wśród odcinków był nawet jeden w całości poświęcony internetowemu hejtowi antyimigrackiemu i o tym jak ów może ludziom w głowach zamieszać. Naprawdę był i taki. Ale łatwiej zająć się efektowną podrzuconą „aferą”, choćby nie wiem jak była dęta.

W przeciwieństwie do redaktorów GW odcinek – ten dzisiejszy, którego emisja zaplanowana była na marzec - obejrzałem, i zapewniam, że jeśli spodziewacie się jakieś antyimigranckiej nagonki, srogo się zawiedziecie. Uprzedzam też, że nie jest to odcinek najlepszy, i wieje nudą. Niemniej warto samemu wyrobić sobie zdanie. Ale nie ma tu ani terrorystów, ani roznosicieli egzotycznych bakterii czy wirusów, ani nawet – co już w ogóle wydaje się skandalem – zjadania dzieci.

A w związku z tymi podśmiechujkami, które nic nie mają wspólnego ze szczerym oburzeniem, obiecuję Wam niedługo fajną zabawę. Zobaczymy czy ona też spodoba się „oburzonym”.