W poniedziałek Michał Rachoń zadebiutował w TVP Info swoim autorskim programem „Jedziemy!”. Trochę politycznym, trochę rozrywkowym. Od 7. rano strasznie krzyczy, świetnie się bawi, namawia zaproszonych komentatorów do żartów i robi show, ale nie do końca wiadomo po co. I po cholerę tak się drze akurat o 7 rano? I to tuż przed programem, którego treść jest identyczna, acz forma bardziej stonowana.

Sądzę, że chodzi tylko o to, żeby przetestować tę nową formę i dać redaktorowi Rachoniowi rozbiegówkę przed wejściem w lepsze miejsce powakacyjnej ramówki. Bo pan Rachoń ma szołmeńskie inklinacje i jestem przekonany, że prędzej czy później (raczej prędzej) doczeka własnego programu „Late show” na dużej antenie. Zobaczycie. A tymczasem...

 

 

Jestem przekonany, że dobrym pomysłem byłoby pójście na całość, i danie mu takiego programu wieczornego już teraz, bez tego porankowego testu.
Kiedyś nadzieje na podobne szaleństwo, polityczną niepoprawność i show z pokrzykiwaniem pokładał prezes Jacek Kurski w redaktorach Ziemkiewiczu i Goćku. Dał im duży program w TVP 1 i zapowiedział, że będzie ostro i niepoprawnie. Było niestety bezbarwnie i nudno. Nawet siermiężnie. Do tego stopnia, że dziś nawet ja, który telewizją zajmuję się od lat, nie pamiętam tytułu tego dzieła, które zresztą szybciutko dokonało żywota. (Oczywiście sprawdziłem i rzecz zwała się „Przybliżenie”)

Takim spełnieniem ówczesnych marzeń prezesa Kurskiego mógłby być i pewnie będzie, lekko tylko zmodyfikowany program „Jedziemy”. Gdyby umieścić go w wieczornym paśmie, mógłby narobić sporego zamieszania.
Redaktor Rachoń, którego styl ani stosunek do rzetelności i prawdy nie są mi szczególnie bliskie, ma bowiem te niesamowicie ważne dla telewizji cechy, że jest wyrazisty, potrafi gadać bez opamiętania, jest pewny siebie i przede wszystkim kocha swoje telewizyjne „ja” z wzajemnością. I zawsze zwraca na siebie uwagę.
W tym miejscu, gdybym był złośliwy oczywiście mógłbym przypomnieć sławną i wspaniałą scenę z „CK Dezerterów” Lecha Majewskiego, z frajtrem Kanią tłumaczącym dowódcy garnizonu, że uwagę na siebie zwraca zwykle idiota, ale to byłoby nieeleganckie. Poza tym akurat w telewizji jest to wielka zaleta.

Rachoń potrafi mówić ze swadą, i ma osobowość telewizyjnego showmena. Skupionego na sobie, ale świetnie potrafiącego wykorzystywać tło jakie mu oferuje dowolny telewizyjny format. Ma osobowość gwiazdy.

Na świecie model niepoprawnego politycznie late show na żywo jest znany i ma swoich fanów. U nas też powinien ma potencjał, który należy wykorzystać. Można ubolewać nad tym, że to prawica pierwsza doczekała się swojej gwiazdy gatunku, ale to już nie jest winą Rachonia.
To dlatego, że osoby z przeciwnego obozu, które mogłyby robić coś podobnego tłamsi często źle rozumiana polityczna poprawność. A jeśli akurat ich ona nie tłamsi i mają w sobie duży potencjał jak Kuba Wątły, to zapuszczają się w wulgarność odpychającą sporą część potencjalnej widowni. Reszta kandydatów przyjmuje protekcjonalny ton i skupia się na pouczaniu maluczkich. Jest jeszcze redaktor Mazurek, ale on chyba nie ma na taki show ochoty. Takim „wyrazistym” prowadzącym próbuje być redaktor Talkowski z polsatowskiego „Państwo w Państwie”, ale on najwyraźniej bardziej chce niż może, dlatego charyzmę próbuje zastępować korzystając z absurdalnych gadżetów. Naoglądał się pewnie filmów o wyrazistych dziennikarzach i myśli, że latanie z kosiarką, czy rozwalanie murku z pustaków to świetny pomysł na poważny prawniczy-interwencyjny program.

A Rachoń to swojak. Rubaszny, grubiański, wygadany i nie przejmuje się konsekwencjami, ani stanem faktycznym. I wygrywa. W swojej bańce, ale zawsze. Gdyby swoje siły połączył z determinacją pana Talkowskiego i pozwolił mu zaszaleć, panowie nie mieliby konkurencji. Głównie w memach, ale jednak.

Sam program „Jedziemy” jest trochę chaotyczny i trochę źle zmajstrowany scenograficznie. Wszak siedzący w rządku na krzesełkach komentatorzy z loży szyderców chcąc nie chcąc wyglądają śmiesznie. Scenariuszowo też z dziurami i strasznie to wszystko jest nerwowe, rozdygotane i pospieszne. Ale to na pewno przejściowy problem. Będzie działało. Na razie szału oglądalności nie ma. Co prawda poniedziałkowy debiut oglądało 215 tys. osób, a we wtorek wróciło 157 tys. widzów, co stanowi całkiem sporą grupę, ale tydzień wcześniej w tym samym paśmie oglądalność wynosiła odpowiednio 200 tys w poniedziałek i 165 tys we wtorek. Krótko mówiąc widownia jest stała, niezależnie od tego czy Rachoń jest czy go nie ma. Ale wieczorami będzie lepiej. Bo to będą wieczory.

 

Zapraszam do śledzenia codziennych rekomendacji telewizyjnych w CODZIENNYM POLECAJU TV #wTelewizjiPL