Brutalna prawda jest taka, że program „Brutalna prawda, Durczok ujawnia”, to program jakich wiele już było, jakich wiele jest, i jakie będą się jeszcze pojawiały jako kolejne nowości. Po pierwszym odcinku – co zaznaczam, bo to ważne, ponieważ pierwszy odcinek bardzo rzadko jest najlepszy i mogę niebawem zmienić zdanie – niczego ten program nie ujawnił, i żadna w nim prawda nie była brutalna. 

Nie to, żebym spodziewał się krwi i zgrzytania zębów, bo tego mamy i tak za dużo, ale jeśli już znajdujemy z mozołem jakiś tytuł na program, to zadbajmy, żeby on się jakoś tam miał do samego programu. A ten tytuł jest świetny na kolejny program dla dziennikarza śledczego, a nie na rozmowę w studiu. Przyjemną, w miarę otwartą, ale też bez szczególnych wartości. Nowy program, powinien nieść ze sobą nową wartość – oprócz oczywiście wartości jaką jest znane nazwisko gospodarza – i nową jakość. Tutaj tego nie ma, a sam Polsat News ma u siebie podobne formaty, czyli choćby „Skandalistów” pani Agnieszki Gozdyry. Podoba mi się sposób w jaki Kamil Durczok próbuje rozmawiać ze swoimi gośćmi. Tyle, że nonszalancja wygląda na trochę pozowaną. Chociaż tego nie wiem, bo nie wiem jaki pan Kamil „jest naprawdę”.

No i jeszcze co do samego programu. Niestety goście ci sami, którzy wypowiadają się w mediach często, a jak już udało się „ściągnąć” pana Kwiatkowskiego, który faktycznie ostatnio bywa w mediach rzadziej, to skończyło się na nic niewnoszącej wymianie zdań. Taką jak wszędzie, czyli pytanie, i zamiast odpowiedzi tzw. wolna wypowiedź. Nudne to niestety. Ale najważniejsze i najgorsze jest to, że sam program ma się nijak do tytułu – o czym już wspomniałem, ale powtarzam, bo ten błąd wpłynął na pewno na mój ogląd sprawy.