To, że kolejni artyści odwołują swój występ podczas opolskiego festiwalu pod rządami Jacka Kurskiego jest faktem. I słusznie. W obliczu działań prezesa popieram absolutnie. I bardzo cieszy mnie tak szeroki odzew na mój poprzedni kurskoopolski komentarz. Ale Jacek Kurski nie przestaje zadziwiać. Skoro ustala kto zasługuje na to, żeby w Opolu wystąpić, może również decydować o tym, kto zasługuje, żeby być częścią opolskiej publiczności. Poważnie!!! On naprawdę przechodzi już samego siebie. 

 

Prezes Kurski – mam nadzieję - goni już w piętkę. I w odruchu obronnym usztywnia swoją postawę, staje się coraz bardziej stanowczy, nerwowy i arogancki. Mam nadzieję, że poczuł nareszcie, że nie jest nie do ruszenia, i nie może pozwolić sobie na wszystko. Ale zanim odpadnie, próbuje jeszcze tupać nogą. Niestety niszczy tym coraz bardziej telewizję publiczną, ale na szczęście popada w kompletną śmieszność.
No bo przyznacie, że zapewnianie jednego z artystów, że na widowni zasiądzie publiczność mu przychylna, organizowanie tej publiczności przez odpowiednią dystrybucję zaproszeń itd. zalatuje trochę Koreą, prawda? Tą północną, oczywiście.

Na wszelki wypadek, po moich niedawnych „doniesieniach” o skreślaniu z opolskiej listy niektórych artystów, uznanych przez imć Kurskiego, pan prezes w panice odwołuje mającą zapowiadać festiwalowe specjały uroczystą konferencję prasową. Nie dziwi to, ponieważ mogłyby się na niej pojawić różne niewygodne pytania. Ale to można by jeszcze jakoś sprytnie, albo chamsko ominąć. Gorzej, że musiałby pan Prezes ogłosić też listę artystów, którzy wycofali się już z udziału w tegorocznym festiwalu, albo wyjaśnić dlaczego inni, którzy jeszcze nie zrezygnowali z samego występu, nie chcą pojawić się u prezesowskiego boku uśmiechem autoryzując jego festiwalowe decyzje.

A jest jeszcze kilka innych powodów, dla których warto taką konferencję odwołać. Ot, choćby taki, że w obecności władz Opola trudniej byłoby prezesowi „oszczędnie gospodarować prawdą”, odpowiadając na takie na przykład pytania:

- Czy prawdą jest, że Prezes Kurski obiecał panu Janowi Pietrzakowi, że zapewni mu przychylność publiczności, i dowiezienie tej „właściwej” publiczności na widownię, co stało się m.in. przyczyną konfliktu z miastem, które na takie numery zgodzić się nie chciało?

- Czy prawdą jest, że część biletów, szczególnie na koncert sobotni, trafi w ramach tego zapewniania właściwej widowni panu Janowi i przy ewentualnym wyjściu na scenę samego pana Prezesa, do „Klubów Gazety Polskiej”?

- Czy prawdą jest, że miasto Opole dość mając fanaberii, pomysłów i nacisków prezesa Kurskiego ma zamiar odciąć się od festiwalu, żeby nie brudzić sobie rąk?

- Czy prawdą jest, że piątkowy koncert miała poprowadzić Barbara Kurdej-Szatan, ale prezes Kurski dowiedziawszy się, że rzeczona pani angażuje się w marsze KODu kazał ją z koncertu wykreślić?

- Czy prawdą jest, że – i to naprawdę już zalatuje Bareją – artyści, którzy jeszcze gotowi są w Opolu w tym roku wystąpić, w negocjacjach stawiają warunek, żeby podczas ich koncertu na scenę nie wychodził pan Jacek Kurski?

Ja znam odpowiedzi na te pytania, ale ciekaw jestem jak wiłby się pan Prezes przymuszony do odpowiedzi. Moich telefonów nie odbiera, ale może ktoś z koleżeństwa dziennikarstwa wyciśnie zeń jakiś konkret. Będzie śmiesznie.


A co do tej ewentualnej organizacji widowni, to nie dziwi nic. Pamiętamy przecież jak w roku ubiegłym opolska publiczność przyjęła pojawienie się na scenie pana prezesa, prawda? Prezes skórę ma grubą, i zniósłby to ze stoickim spokojem, na pewno. Wszak obrazić mogą go tylko ludzie, których szanuje, którzy są dla niego ważni, a jakoś nie wydaje mi się, że w tej liczbie znajdowali się tzw. zwykli ludzie.
Inna sprawa, to pan Jan Pietrzak, który na takie gwiżdżące powitanie nie może sobie pozwolić.

I żeby było jasne, nie mam wątpliwości, że pan Jan jest w stanie swoimi sympatykami zapełnić opolski amfiteatr, albo nawet i jakiś mniejszy stadion. Chodzi jednak o to, że specyfiką festiwalowej publiczności jest to, że nie jest to grupa jednorodna. A relacja na żywo niesie niebezpieczeństwo. I pan Jan Pietrzak nie może pozwolić sobie na takie ryzyko. I ja to rozumiem. Po latach tłumaczenia nam przez pana Janka, że jest jedynym prawdziwym głosem prawdziwej polskiej satyry i jedynym, którego Polacy chcą słuchać naprawdę, nie może stanąć w obliczu milionów telewidzów wśród gwizdów. No jak by to wyglądało? Jak gówno w lesie, że pozwolę sobie zacytować barejowskiego Stanisława Anioła.

W każdym razie, chcąc zadość uczynić tym oczekiwaniom ulubionego satyryka prezesa PiS-u, pan Jacek Kurski, według moich informacji gotów jest popaść w konflikt z Opolem, z opolanami i sztucznie, ręcznie zmienić społeczny przekrój publiczności. Spora część tych, którzy chodzą na festiwal od lat, w tym roku nie pójdzie.

I pytanie dodatkowe jeszcze: - Czy prawdą jest, że wbrew woli samego zmarłego Wojciecha Młynarskiego i jego rodziny, chce prezes Kurski, wywołując awanturę, przeforsować koncert z Jego piosenkami podczas tegorocznego festiwalu?