To co wyprawia pan Klaudiusz Pobudzin w „Wiadomościach” TVP 1 i z jakim robi to brakiem poczucia obciachu, to jedno. Nawet już nie straszne, bo po prostu obezwładniająco głupie. Ale to, z jaką powagą jego materiały zapowiadają kolejni prowadzący flagowy program informacyjny telewizji (jeszcze) publicznej jest trwożne, bo znakiem jest na to, że to jest sprawa dobrze przemyślana, zaplanowana i realizowana cynicznie. Alternatywą dla takiego postawienia sprawy mogłoby być tylko stwierdzenie, że oni są głupi, że się nie znają itd., a przecież głupi i nierozumiejący nie są. Nie są, prawda?

Świetnie widać to na przykładzie głośnego już materiału imć Pobudzina, który zakłamuje rzeczywistość badań telemetrycznych atakując jednocześnie personalnie szefową firmy Nielsen. Wygrzebał jej działalność za komuny, znalazł publicystów, którzy chętnie powiedzą cokolwiek, byle powiedzieć to przed kamerą, i żeby zasłużyć się w walce ze światowym spiskiem antypisowskim.

Materiał ten, poza koszmarnymi błędami merytorycznymi ma i tę cechę, że pokazuje dobitnie jak bolszewickie myślenie rządzi umysłami tych prawicowych rewolucjonistów. Oni po prostu nie są sobie w stanie wyobrazić, że jest jakaś duża firma, w której ważne są standardy, a jej szef nie ma możliwości ingerowania w procedury badań, naginania zasad itd. Oni naprawdę są na peerelowskim etapie, w którym badania można zorganizować wydając odpowiednie polecenie temu czy innemu prezesowi czy dyrektorowi. Co oczywiście jeszcze bardziej unaocznia dlaczego tak bardzo zależy im na obsadzeniu swoimi prezesami różnych zamożnych i mających wpływ na naszą rzeczywistość instytucji. I jeszcze konkretniej dają do zrozumienia, na czym miałaby polegać „rzetelność” sugerowanej przez imć Kurskiego „narodowej instytucji do telemetrii”. 

A teraz kilka słów komentarza do samego materiału i wyjaśnienia na czym polega manipulacja. Ale już nie o osobistych wycieczkach kurskich „Wiadomości” wobec szefowej Nielsena. Bo ten fragment akurat nie jest wart uwagi. Skupmy się na merytoryce. 

 

 

 

Otóż żeby udowodnić błąd (pomyłkę lub celowe działanie) Nielsena pan Pobudzin z koleżeństwem dokonali daleko idącej manipulacji, która jednakowoż wynikać może z prostej nieznajomości rzeczy. Na czym to polega? Otóż podając liczbę oglądalności wg Nielsena posłużyli się sformułowaniem, że "w szczytowym momencie". wg. Nielsena "Wiadomości" oglądało dwa miliony osób (zaokrąglam, bo nie o liczby chodzi), a z badania telefonicznego, które TVP zleciła dodatkowo, wynika, że cztery. Co to oznacza? Tylko tyle, że wg. Nielsena jedna z minut "Wiadomości" taki osiągnęła oglądalność. Bo bada się każdą minutę. Ale przecież jedni odchodzili w trakcie, inni się włączali itd., co można zawsze sprawdzić na wykresie minutowym. W sumie więc kontakt z badanymi "Wiadomościami" mogło mieć i 4 mln osób, a nawet więcej. Nie ma więc w tych badaniach żadnej sprzeczności. I o ile człowiek z zewnątrz może tak nie wnikać, to oni w tym TVP powinni to wiedzieć. Więc jeśli wiedzą, to bezczelnie kłamią. A jeśli nie wiedzą, to nie powinni zajmować się tym, czym się zajmują. A to jest tylko jedna z kilku tępych manipulacji w tym materiale. No, chyba że w badaniu telefonicznym zadano pytanie, czy oglądałeś/aś CAŁE wydanie "Wiadomości", nie wychodząc w ich trakcie nawet na siku. Ale o tym - w materiale piętnującym Nielsena za to, że nie ujawnia swoich metod badawczych (o tym później) jednak nie wspomniano. Niestety. I o tym jak weryfikowali deklaratywność odpowiedzi itd. 

Telemetria, do której można oczywiście mieć sporo pretensji, to światowe standardy, a Nielsen jest jedną z 10 największych amerykańskich firm, która swoją pozycję zbudowała właśnie na standardach i zaufaniu klientów. Zdobywała ją przez lata i przez lata dopracowuje mechanizmy i metodologię, adaptując ją do nowych czasów i możliwości.

A wielkość grupy badanej jest pochodną pieniędzy, jakie gotowi są płacić Polscy klienci. Nielsen może stworzyć dowolnie duży panel, ale każde jedno gospodarstwo domowe to konkretny, niemały koszt. A baza danych wszystkich takich firm - na całym świecie - to tajemnica strzeżona zawsze jak przepis na Coca Colę, i nigdzie nigdy nie ujawniają.

Sprawa monopolu Nielsena w Polsce
Tak, Nielsen w Polsce jest teraz monopolistą. Dlaczego? Bo to są cholernie drogie badania, cholernie skomplikowana maszyneria, a panel utrzymywany jest dzięki klientom. Dlatego, jeśli klientów płacących nie ma, nie ma też powodu utrzymywać panelu. NIKOGO NIE STAĆ NA TAKĄ ZABAWĘ. Dlatego, skoro największe Polskie telewizje, agencje związane z mediami i reklamą zdecydowały się na Nielsena, inne firmy działające na tym poletku robią interesy w innych krajach. Do nas mogą wrócić dopiero, kiedy przyjdzie czas na nowy przetarg. A ten przyjdzie dopiero, kiedy zdecydują się na to najwięksi rynkowi gracze w naszym pięknym kraju.

I ważna sprawa jeszcze dotycząca tego "monopolu". Telemetrią na poważnie, zajmuje się na świecie kilka firm. Niewiele, bo to naprawdę jest droga sprawa. I wszystkie te firmy są monopolistami na różnych krajowych rynkach. Na pewno gdzieś istnieje jednoczesny pomiar przez dwie firmy, ale nawet jeśli tak, to wyjątek potwierdzający regułę. Wszystkie te firmy są po prostu firmami międzynarodowymi, a obszarem ich działania nie jest jeden czy drugi kraj, tylko świat cały. Biorą udział w krajowych przetargach, a jak przegrywają, to szukają innego klienta. O tym też możecie usłyszeć w audycji, do której link znajdziecie na dole. 

Ale "najlepszy" jest w nim pan Piotr Lisiewicz z "Gazety Polskiej", który badaniom przeciwstawił swoje wrażenia. Raczył podważyć "wybadany" jeszcze za komuny przez Gorajewską rosnący poziom zaufania do Milicji Obywatelskiej wśród licealistów. Jak? Przecież to proste. Bo on naonczas był licealistą, więc wie, że ŻADEN LICEALISTA nie mógł tak w badaniu wypaść. To oczywiście jest myślenie, jakim uspakajano byłego prezydenta Komorowskiego, że wygraną ma w kieszeni. Jeden czy drugi jego przyboczny powtarzał po prostu - i to nie kłamiąc - że wszyscy zagłosują na Komorowskiego, bo on nie zna nikogo, kto na Komorowskiego nie zagłosuje. To oczywiście głupie, ale za to jak pięknie wygodne.

Krótko mówiąc, ten materiał to nagonka w starym niedobrym stylu, pełna insynuacji, półsłówek, znaczących niedopowiedzeń. To jest po prostu wulgarne, chamskie i brzydkie. I tak cholernie nieprofesjonalne, że aż żenujące. Wprowadzający do materiału Michał Adamczyk powinien się zawstydzić. Klaudiusz Pobudzin nie, bo on wstydu nie ma.

 

Audycja z Elżbietą Gorajewską: