Trudno oceniać telenowelę po dwóch odcinkach, a tyle jej widziałem, ale od czegoś trzeba zacząć. Jedno wiem na pewno. Każdy, kto do oglądania „Korony królów” zasiądzie namówiony do tego porównaniami do „Gry o tron”, mową-trawą o superprodukcji czy obietnicą doczekania długo oczekiwanego następcy niezapomnianej „Królowej Bony”, poczuje się oszukany, zdradzony, albo w najlepszym razie rozbawiony. I będzie miał rację. I dlatego właśnie uważam, że wszyscy ludzie z TVP, włącznie z prezesem, którzy takimi porównaniami próbowali promować „Koronę…”, powinni zostać ukarani. Można przecież jeszcze wcisnąć w serial scenę zbiorowego batożenia na wawelskim podgrodziu

 


Z tym biczowaniem, to oczywiście żart, ale tymi porównaniami krzywdę serialowi zrobili wielką. W dodatku prezes cały czas mówiąc o tym serialu jakoś tam odnosi się do nieszczęsnej „Gry o tron”. I robi to z taką konsekwencją, że zaczynam podejrzewać, że chce zwrócić na siebie uwagę twórców tej światowej produkcji, żeby go zaprosili na plan, albo przynajmniej podesłali mu jakiś fajny serialowy gadżet. Jakby co, to mogę Panu dać coś ze swoich, i niech Pan już przestanie.

„Korona królów” to nie żadna superprodukcja ani wielkie telewizyjne dzieło, tylko telenowela. Ze wszystkimi jej ograniczeniami, ale i ze wszystkimi przewagami wynikającymi ze specyfiki gatunku. I oczywiście każdy z Was, ja również, możemy oceniając tę (nie)superprodukcję „mietczyńskim” i bawić się świetnie znajdując powody do obśmiewania kolejnych scen. Przyznam, że niektóre nawet bardzo się o to proszą. Ale to byłoby jak śmianie się z przeboju disco polo, że jest melodyjny. No jest. Jest też łatwy do zanucenia i oparty na dwóch jednosylabowych rymach. No i co? No i nic. Śpiewają dalej. I w swojej kategorii są mistrzami. Niezależnie od tego, jak daleko im do Queen czy innego rockowego mistrza. Bo śpiewają do tych, którzy czekają właśnie na takie melodie i takie rymy.

„Korona…” nie wytrzymuje więc porównań z oskarowym kinem czy serialami HBO. Jeśli zaczną ją na czynniki pierwsze rozkładać specjaliści od irańskiego kina moralnego niepokoju, to na pewno całkiem szczerze będą się turlali ze śmiechu, albo pękną próbując na jednym wdechu wymienić wszystko co im się nie podoba. Ale jeśli ułożyć ją na przeznaczonej dla niej półce, może się okazać, że jest nieźle. A jedynym uprawnionym porównaniem jest tureckie „Wspaniałe stulecie”, i oczywiście pozostałe nasze telenowele, którym oszczędzono historycznych kostiumów.

Wszystkim, którzy już w Nowy Rok zaczną pastwić się nad „Koroną królów” szydząc ze sztuczności, braku wyrafinowania i psychologicznej głębi bohaterów, wszystkim którzy natrząsali się będą z przerysowanej egzaltacji młodej aktorki w roli kazimierzowskiej żony, proponuję, żeby wyciągnęli z archiwów swoje lub innych recenzje i komentarze po pierwszych odcinkach „M jak miłość”, „Barw szczęścia” czy innej „Pierwszej miłości”. A są to teraz najpopularniejsze seriale z wierną wielomilionową widownią. Co oczywiście nie oznacza, że są to wyśmienite produkcje, tylko to, że są wyśmienite w swoim gatunku i dla swoich widzów. I to nie tylko dlatego, że wymagania widzów spadają wraz z poziomem ogólnotematycznych telewizji. Bo są różne kategorie i różni widzowie.

Pośród wielu złych czy nawet bardzo złych pomysłów i decyzji prezesa TVP Jacka Kurskiego, akurat ten wydaje się być niezły. A może nawet bardzo dobry. Nie musi, ale może. Również dlatego, że po wstępnej zawierusze, temat przejęła Ilona Łepkowska, która komunikację z widzem opanowała do perfekcji.

Pewności oczywiście nie mam. Nie wiem czy widzowie pokochają swojego króla Kazimierza, żeby dać mu szansę na lata obecności w ramówce, ale uważam, że dobrze się stało, że ktoś wreszcie otworzył ten kranik. Na poważniejsze analizy przyjdzie jeszcze czas. Na razie z niecierpliwością czekam na pierwsze krytyczne „tłity” już w trakcie pierwszej sceny, w której nasza królowa na kolanach modły wznosi do Boga prosząc go o łaski dla kraju. Już wyobrażam sobie żarty o „Polsce na kolanach”, albo gniewne słowa o tym, że to „katolicka propaganda”. No pewnie. Ciekaw jestem Waszych ocen serialu, jak już zobaczycie, ciekaw jestem też czy okaże się sukcesem. Ja na dłuższą metę oglądalności nabijał nie będę, bo nie jestem widzem telenowel, ale chyba będę mu – przynajmniej na początku – kibicował.

„Korona królów” to wieloodcinkowy serial o kulisach władzy Kazimierza Wielkiego i czternastowiecznego polskiego dworu. Emisje premierowych odcinków zaplanowane są od 1 stycznia, codziennie od poniedziałku do czwartku o godz. 18:30 w TVP 1

Zapraszam codziennie do mojego "POLECAJa TV", czyli dobrych pomysłów na każdy telewizyjny wieczór