Nie zamierzam krytykować komercyjnej telewizji za to, że chce zarobić. W tym celu ma prawo schylać się tak nisko jak tylko chce, dopóki nie łamie prawa. O łamaniu zasad etycznych, naginaniu kwestii moralnych też nie ma co biadać, bo to już dawno za nami. Wiele razy już pisałem i mówiłem tam gdzie tylko zechcieli mnie zaprosić, że nie ma żadnych granic, nie ma żadnych zasad, i że będzie już tylko gorzej. Z punktu widzenia tych, którzy naiwnie (a może romantycznie) przykładają do komercyjnej działalności jakiś zestaw zasad.
I szczerze przyznam, że jeśli to ja bym zarabiał na życie wypełnianiem ramówki TVN, też potraktowałbym propozycję „Wracajcie skąd przyszliście” z uwagą. Może przed podpisem sprawdziłbym jeszcze czy może jest coś lepszego, ale jeśli by akurat nie było, podpisałbym.

To co mnie wkurza, to nie sam program, bo z racji znajomości oferty światowych telewizji i jako takiego rozeznania w gustach widzów nie ma prawa. Rusza mnie za to pieprzenie autorów i dyrektora Miszczaka o ideach i mydlenie oczu bzdurami o naprawianiu świata. Wywołuje to u mnie wymioty.
Kur...de! Przecież to zwyczajna komercyjna celebrycka wycieczka. Jaką wy kur.. możecie pokazać prawdę idąc tam z kamerami? Pieprzycie po prostu. I to z pełną świadomością tego, że pieprzycie. A możecie sobie na to pozwolić, bo wiecie, nauczyliście się już, że na końcu zostają tylko słowa i bardzo mgliste wspomnienie. Śmiało otrzepiecie się z każdej wypowiedzianej bzdury i głupoty. Widz ma pamięć muszki owocówki, i skupienie komara.
Ale ciekawe jak ładnie i jak wzniośle pan Edward Miszczak tłumaczył będzie społeczną wagę i doniosłość emocjonującego show – a prędzej czy później do tego dojdzie - w którym jeden z TVN-owskich celebrytów użyczy stacji swojej progenitury, żeby ta mogła wcielić je do dziecięcego plutonu śmierci w Nigerii. To dopiero będzie widowisko.

 

Misję programu tak ujął dział PR stacji:

„Piotr Kraśko razem z grupą Polaków wyrusza szlakiem, który pokonują uchodźcy w poszukiwaniu lepszego lub bezpiecznego życia. Bohaterowie będą mieli okazję poznać rzeczywistość ludzi, których do tej pory widzieli jedynie w telewizji”.

Pomysł żeby zrobić z tego telewizyjny show zrodził się pewniew jakimś chorym, zamulonym exelem korporacyjnym mózgu. Ale nie był to polski mózg, bo to już światowy telewizyjny format. Polski mózg przyjął tylko do wiadomości, że to jest świetny pomysł. I możecie się zżymać, ale na świecie już znalazł sporą grupę widzów, i się po prostu opłaca. A po to się robi programy w TV.
Niemniej w opisie show coś zwróciło moją baczniejszą uwagę. Czytamy bowiem, że jedną z „atrakcji” uczestników będzie rejs łodzią przemytniczą. Serio? To jakaś inscenizacja, czy TVN w istocie wpisał prawdziwych przemytników na swoją listę płac? Hmmm...

Niezależnie od wszystkiego, tak po ludzku dziwię się Piotrowi Kraśce, że bierze w tym udział. Dla pieniędzy? Chyba aż tak go nie przycisnęło, bo przecież „Dzień dobry TVN”, TVN BiŚ i TOK FM jakoś płacą. Dla sławy? Tej chyba też mu nie brak. Wiem, że i na rozumie panu Piotrowi nie zbywa, więc o co chodzi? Uwierzył w misyjny charakter rozrywkowego show o uchodźcach? Ej, no chyba nie. A może oni w tym TVN-ie szantażują jakoś swoje gwiazdy? Skoro z Grzegorza Miecugowa zrobili ongi twarz „Big Brothera”, to może naprawdę coś jest na rzeczy. Może nie umowę, a jakiś koszmarny podpisać trzeba w TVN cyrograf?

Teraz być może zawstydzony ludzkim oburzeniem, że zarabia na nieszczęściu, pan Piotr Kraśko zdecyduje się ogłosić przekazanie części, czy nawet całej gaży za „Wracajcie skąd przyszliście” na jakiś zbożny cel, ale to przecież nie o to chodzi. Jak Pan wziął robotę i dobrze ją wykonał, to się pieniądz należy. Chodzi o to, żeby nie opowiadać głupot, że to misyjna robota. Traktujmy się poważnie. Albo przynajmniej normalnie.