Czy występ podczas festiwalu muzycznego, oglądanego na żywo przez kilka milionów widzów może być przestępstwem? W ostatnim odcinku magazynu kryminalnego "Veckans brott" (pol. „Zbrodnia tygodnia”), emitowanego na pierwszym kanale szwedzkiej telewizji, jednym z tematów dnia był właśnie taki przypadek. 

„Veckans brott” jest jednym z najpopularniejszych programów w Szwecji. Co tydzień ogląda go ponad  milion widzów, czyli ponad 10% społeczeństwa. Właśnie skończył się jego 12 sezon, a kolejny jest zapowiadany na jesień. W każdym odcinku analizowane są najświeższe i najgłośniejsze zbrodnie, a dla rozluźnienia atmosfery pojawiają się ciekawostki z życia i historii policji. Nie, nie jest to szwedzki odpowiednik naszego 997, choć i taki program w Szwecji istnieje i nosi tytuł „Efterlyst” (pol. „Poszukiwany”).

Jednak w „Veckans brott” nie poszukuje się podejrzanych. Tu omawia się sprawy, o których jest głośno. Gospodynią programu jest dziennikarka Camilla Kvartoft, a w roli stałego eksperta występuje znany kriminolog Leif GW Persson. Co ważne, wspomniany ekspert nie jest zwykłym kryminologiem. To człowiek instytucja - największy autorytet w dziedzinie kryminologii w Szwecji, który znany jest w całej Skandynawii. Jest autorem wielu powieści kryminalnych, artykułów i raportów, ale również książek... kucharskich. Występował w niezliczonej ilości programów, filmów i seriali. A za swoje zasługi został wielokrotnie nagrodzony, i to głównie w dziedzinie literatury. 

 

W związku z tym zawsze przy okazji jakiejś interesującej zbrodni, a zdarzają się one w Szwecji dość często, co pewnie jest jednym z ważniejszych powodów tego, że właśnie tu powstają dobre kryminały, wszyscy z niecierpliwością oczekują na to co na ten temat ma do powiedzenia Leif GW Persson. Zwłaszcza, że znany jest również z tego, że nigdy nie owija w bawełnę, czasami przekraczając bariery poprawności politycznej. Ale to, co innym zapewne zniszczyłoby karierę jemu uchodzi na sucho, a z jego zdaniem liczą się wszyscy.

W swoim programie w nietuzinkowy sposób analizuje zbrodnie oraz profile psychologiczne przestępców i ofiar oraz ocenia pracę policji. Nie dość, że ewidentnie zna się na rzeczy i potrafi swoją wiedzę przekazać w zrozumiały, klarowny sposób, to jeszcze robi to z wdziękiem i poczuciem humoru. Nawiasem mówiąc przypomina mi w tym troszeczkę Wojciecha Manna, do którego ma nawet podobny głos i figurę. Dzięki temu „Veckans brott” nie stało się ponurą kroniką kryminalną, pozostawiającą po sobie przygnebiającą atmosferę w pokoju, a przyjemnym programem z dreszczykiem emocji. Co przy okazji może być dobrą wskazówką, dla wciąż poszukujących nowych form polskich telewizji. Tu, przy ewidentnie niewielkim budżecie, potrafią rozbudzić ciekawość u widza, i zatrzymać go przy ekranie. 

We wczorajszym (wtorek 15.03), ostatnim w tym sezonie odcinku, niespodziewanie w studiu pojawił się fortepian wraz z grającym na nim Andersem Berglundem - znanym kompozytorem, pianistą, dyrygentem i muzykiem w jednym, który aż 15 razy pełnił funkcję dyrektora muzycznego „Melodifestivalen” (szwedzkich eliminacji do Eurowizji). Powodem, dla którego studio kryminalne stało się na chwilę sceną muzyczną, był domniemany plagiat, a przestępcami autorzy piosenki, która zwyciężyła w tegorocznych eurowizyjnych eliminacjach i będzie (albo i nie będzie jeśli okaże się plagiatem) reprezentować Szwecję na Eurowizji. Obecnie trwa dochodzenie, czy piosenka „If I Were Sorry”, śpiewana przez siedemnastoletniego Fransa, została skopiowana z utworu Matta Simonsa „Catch & Release”.

Tu zmiksowane są obie piosenki, żeby uchem można było rzucić na ich ewentualne podobieństwo.

We wtorek wieczorem Anders Berglund odegrał na fortepianie oba utwory, które rzeczywiście brzmią bardzo do siebie podobnie, jednak jego zdaniem da się piosenkę Fransa wybronić. Z kolei Leif GW Persson, który z początku twierdził, że to ewidentnie plagiat, przyjął jednak argumenty muzyka, ale – jak powiedział - tylko ze względu na swoją żonę, która trzyma kciuki za młodego piosenkarza.

Czy spełni się marzenie żony Leifa i będzie mogła oglądać swojego ulubieńca podczas Eurowizji dowiemy się już wkrótce, kiedy odpowiednie, uprawnione do tego gremia orzekną ostatecznie czy piosenka jest czy nie jest plagiatem.

Dominika Gunnarsson