Nie zamierzam wdawać się w polityczne Polaków rozmowy w kwestii „bolkostwa” byłego Prezydenta. Mam w tej kwestii swoje zdanie, ale w tym momencie jest ono akurat nieistotne. Teraz zajmę się tym co w „Wiadomościach” obwieścił kłamliwie pan Krzysztof Ziemiec, i moją odpowiedzią na jego późniejsze głupie tłumaczenie na Facebooku.

W czwartkowych „Wiadomościach” TVP 1 imć Ziemiec ogłosił narodowi ni mniej ni więcej, tylko to, że: „Nie wiadomo jeszcze, kiedy IPN ujawni wszystkie znalezione dokumenty, bo na razie bada je prokurator. Wiadomo, że materiały są autentyczne, co potwierdził grafolog.

Problem polega na tym, że grafolog niczego nie potwierdzał, bo się tym jeszcze nie zajął – o czym wyraźnie powiedział szef IPN-u – a jak się zajmie, to jego praca potrwać może nawet kilka tygodni. Ale pan Ziemiec już wie, i już ogłosił, że wątpliwości nie ma co do „bolkostwa” byłego Prezydenta najmniejszych. 

Ale nawet nie to jest najgorsze. Otóż w związku z tłumaczeniem się Pana Krzysztofa na FB, mam do niego (tak, do Pana) kilka ważnych - myślę - słów. Oto one. 

 

Zacznę od wyjaśnienia, że moja osobista opinia co do wspomnianego "bolkostwa", nie ma tu znaczenia. Chodzi o zwykłą dziennikarską robotę. Chodzi o podawanie kłamstw przez główny, największy program informacyjny w polskiej telewizji. W dodatku w Telewizji Publicznej.

I o równie złe późniejsze zachowanie pana redaktora. Bo albo używa Pan wyrazów bez zrozumienia – co dla dziennikarza jest kłopotem – albo użył Pan go z premedytacją, co dowodzić może tego, że Pańskie pojęcie dziennikarstwa informacyjnego jest dalece rozbieżne z jego definicją. Niestety przypuszczam, że chodzi o to drugie.

Oto co wysmażył pan w ramach wyjaśnienia, na swoim facebookowym profilu.

„Piszę, ponieważ chcę przeprosić za popełniony błąd. Czuję się niezmiernie skonfundowany nierzetelnością przekazanej przeze mnie informacji i użytym przeze mnie stwierdzeniu o pracy grafologów, którzy mieli zbadać materiały przekazane przez żonę generała Kiszczaka. Oświadczam, że moje i tylko moje, tzn napisane przeze mnie sformułowanie było NADINTERPRETACJĄ.
Zbyt daleko posuniętą ale opartą na słowach samego prezesa IPN który w ciągu dnia mówił tak ( fragm. depeszy PAP): >>Osoba, która to widziała, jest pewna (autentyczności - PAP). Ta pewność wynika z wiedzy. Nasi archiwiści potrafią oceniać, znając inne tego typu materiały z naszych zasobów; zwracają uwagę na pewne cechy tych dokumentów, sposób ich sporządzania i na tym jest oparta ta opinia<<.
Zapewniam że to nie przekłamywanie czegokolwiek było moją intencją. A rzetelność zawsze była i jest dla mnie wyznacznikiem w dziennikarskiej pracy.”

Otóż PANIE KRZYSZTOFIE, LITOŚCI!
Nie ma czegoś takiego jak NADINTERPRETACJA prostego faktu "był, lub nie był badany". Tu jest prosta, bardzo prosta alternatywa, albo był, albo nie był. I Pan to wie. W tym przypadku w ogóle nie mogło być mowy o jakiejkolwiek INTERPRETACJI, a NADINTERPRETACJA, to już głupi, albo raczej koszmarny Pana żart. To jest zwyczajne przekłamanie, podanie nieprawdy itp. Jeśli uważa Pan, za dziennikarską robotę w pionie INFORMACJI, zajmowanie się INTERPRETOWANIEM rzeczywistości, to przypominam Panu, że to jest rola komentatorów, tzw. publicystów itd. W felietonie może Pan sobie interpretować, a nie podając prostą informację.

Buzię ma Pan pełną wielkich słów o prawdzie, prawdziwym dziennikarstwie i o misji. Często podkreśla Pan swoje przywiązanie do zasad Wiary, której jednym z filarów jest (przynajmniej u jej zarania) prawda i dobro. A potem wyjeżdża Pan z takim tekstem. A przecież to ani nie pierwsza Pańska INTERPRETACJA, ani niestety pewnie nie ostatnia. Szkoda.

No właśnie Panie Krzysztofie, to jest tego typu „rzetelność”, której się obawiam najbardziej. Niby nic, a jednak.
Być może okaże się, że te dokumenty w istocie są prawdziwe. Jest to nawet wysoce prawdopodobne, i ja nie mam zamiaru w tym momencie zajmować się tą sprawą czy bronić byłego Prezydenta. Po prostu za mało wiem o sprawie. Ale to nie zmienia faktu, że dziennikarz podając informację, w tym momencie nie powinien mówić takich rzeczy. To jest złe. Tak samo jak to, że miesza Pan informację z jej interpretacją.

Nie jestem pieniaczem, z nadzieją odniosłem się do proponowanych zmian w mediach publicznych, za co tzw. moje środowisko miało i ma do mnie pretensje, ale Państwo w swoich rewolucyjnych zapędach po prostu przesadzacie. Nie ułatwiacie mi uspokajania nastrojów i dolewacie oliwy do ognia. I to nie wróży dobrze. A przecież to Wy, Pan osobiście miał być rękojmią zmiany na lepsze. Tak to ma wyglądać? 
A zatem jak będzie? Będzie Pan interpretatorem i komentatorem, czy będzie Pan prezentował informacje? 
Pozdrawiam ze smutkiem, ale jeszcze z nadzieją.