Właśnie dowiedzieliśmy się, że pan Kurzajewski, który zaistniał w mojej świadomości najpierw jako człowiek, który w TVP najbardziej lubi się czesać i formować efektowne grzywki i stożki z włosia, a potem jako zdobywca Telekamery jako najlepszy komentator sportowy, nie poprowadziwszy ani jednej relacji w tej roli, został wywalony z programu "Świat się kręci" za promowanie konkurencji. I ja bym gotów był go bronić bardzo, i byłbym gotów namawiać jego telewizyjnych szefów, żeby go nie wyrzucali z roboty, gdyby nie kilka małych szczegółów. Przykrych. 

Pierwszy to jego osobista nielojalność wobec firmy, która go stworzyła, dała szansę, wypromowała od zera i pozwalała na najróżniejsze szaleństwa. Ale o tym potem. Najpierw obrona.  

Broniłbym go gdyby chodziło tylko o to, co była łaskawa w rozmowie z Pressem powiedzieć pełniąca obowiązki rzecznika w TVP pani Joanna Stempień-Rogalińska: „Promowanie programów stacji konkurencyjnych nie jest dopuszczalne na antenach Telewizji Polskiej. Nie ma i nie będzie zgody na tego typu działania.”

Broniłbym, bo moim zdaniem Telewizja Publiczna nie jest medium konkurencyjnym wobec niczego i nikogo. Powiem więcej,  jednym z jej obowiązków powinno być informowanie o wartych zwrócenia nań uwagi programów, filmów i seriali w innych telewizjach. I to z podaniem dokładnej daty emisji owej pozycji. Konkurencja jest na rynku reklamy, ale TVP wsparta jest ogólnospołecznym abonamentem i jednym z jej obowiązków jest podpowiadanie nam co warto obejrzeć. To tyle w tym sprawy aspekcie.

Jest jednak aspekt drugi, i niestety przykry. Bo jeśli promowanie różnych programów spoza TVP obejmuje wyłącznie produkcje programy realizowane przez producenta „Świat się kręci”, czyli firmę Rochstar, to to już niestety zaczyna śmierdzieć. A był już promowany „Taniec z gwiazdami” na przykład, ale nie tylko, bo nawet „Celebrity Splash” się przewinęło z tego co pamiętam, a teraz "Rinkee za kratami". I tu, i tylko tu jest problem. Bo to już nie jest sprawa, której można bronić chęcią informowania widzów, wypełnianiem jakiejś misji, ale po prostu hardkorową krypciochę, z której pan producent ma czysty zysk.

Tak, w tym momencie wkurzyłbym się – gdybym był prezesem czy dyrektorem w TVP – bardzo. Do tego dochodzi jeszcze kwestia lojalności. Pan Kurzajewski tę lojalność okazał producentowi, a nie stacji, która go wypromowała, wręcz stworzyła, i która traktuje go jak gwiazdę. No, nieładnie po prostu.