Dzisiejszy, wtorkowy (19.03) spektakl „Lalka z łóżka nr 21” w Teatrze Telewizji TVP Kultura jest wyjątkowy. Bo to premiera po 48 latach od realizacji sztuki, która trafiła dawno temu na karną półkę z napisem „nigdy”. TVP chwali się, że to ostatni taki zamknięty przez cenzurę „półkownik”. Otóż nie. TVP za Jacka Kurskiego robi to samo co za tzw. komuny, więc na półce dzieł zakazanych już nie jest pusto. Warto o nim przypomnieć. Również dlatego, że analogie związane z „aresztowaniami” obu spektakli są wyraźne, a powodem w obu przypadkach są kobiety z charakterem... 

 


Na wtorek 19.03 (dostępny również w VOD TVP) TVP Kultura zapowiedziała premierę spektaklu w Teatrze Telewizji. Nie pierwszą, i – mam nadzieję – jeszcze nie ostatnią, ale ta jest wyjątkowa. Dlaczego? Bo spektakl od realizacji na premierę czekał aż 48 lat. Jest więc najstarszym, i jak zapowiada TVP ostatnim już „półkownikiem”, czyli dziełem odłożonym przez cenzurę na półkę, w telewizyjnych archiwach.

Głównym, a tak naprawdę jedynym powodem zakazu emisji i swoistego aresztowania sztuki była aktorka Halina Mikołajska. Odtwórczyni głównej roli była bowiem od lat 60. minionego wieku mocno zaangażowana w antypeerelowską opozycję. Podpisała Memoriał 59., od 1976 była członkinią Komitetu Obrony Robotników (KOR), a później Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”. W styczniu 1978 podpisała też deklarację założycielską Towarzystwa Kursów Naukowych. Do tego stopnia zalazła ówczesnej władzy za skórę, że zakazano jej nie tylko występów w telewizji, ale nawet na deskach teatrów. Do zawodu wróciła po zwolnieniu z internowania w roku 1982. Ale do końca lat 80. działała w kręgu kultury niezależnej.
To była bardzo dzielna kobieta z mocnym systemem wartości, która nie zwykła chodzić na kompromisy z własnym sumieniem. Słusznie więc upamiętniona została pomnikiem, który do spółki z Danutą Szaflarską na placu Rydza-Śmigłego w pobliżu Senatu w 2012 roku odsłonił Bronisław Komorowski.

Tym bardziej cieszy, że do emisji trafia spektakl z panią Haliną w roli głównej. Z drugiej jednak strony nie sądzę, żeby ze względu na okoliczności sama się z tego cieszyła. Wydaje mi się, że mogłaby mieć poważne obiekcje. Skoro charakter miała mocny, a zasady przedkładała nad własne potrzeby, to mogłaby chcieć z okazji skorzystać i głośno zaprotestować.

Dlaczego? Otóż wróćmy do deklaracji TVP, że jest to już ostatni „półkownik” w telewizyjnych archiwach. Nie tyle do deklaracji, co do kłamstwa. Środowiska artystyczne nie przypominają tego, domyślam się, że dużo wygodniej może być o tym nie pamiętać, albo udawać, że się nie pamięta, ale TVP za czasów prezesury pana Jacka Kurskiego wróciła do niechlubnego zwyczaju cenzurowania sztuki i „aresztowania” spektakli. I przynajmniej jeden taki ukończony i gotowy do emisji leży „Biały dmuchawiec” na karnej półce z wilczym biletem podpisanym osobiście przez Jacka Kurskiego. A był już nawet anonsowany w prasie, wpisany w ramówkę. I spadł. Powodem, dla którego został zatrzymany, tak jak w przypadku dzisiejszego spektaklu czekającego aż 48 lat na premierę, znowu jest kobieta, aktorka, której działalność (tym razem głównie artystyczna) nie spodobała się władzy. Tym razem poszło o Julię Wyszyńską i jej udział w spektaklu „Klątwa”. Prezes Kurski stwierdził, że skoro pojawiła się tam, to w „jego” telewizji się nie pojawi.

Prawda, że są podobieństwa? No są. Niestety również odnoszą się one do reakcji środowiska aktorsko-reżyserskiego. Tak jak wtedy, tak i teraz środowisko akurat wtedy szukało czegoś na niebie i nie zauważyło. Odwołanie emisji i odłożenie spektaklu „Biały dmuchawiec” na telewizyjną półkę „nigdy” ogłosił prezes Kurski na dzień przed prezentacją wiosennej ramówki TVP w 2017 roku. Można by pomyśleć, że była to dobra okazja, żeby się o spektakl upomnieć. Na sali była cała masa aktorów, reżyserów i autorów. Był też prezes Kurski i kamery, fotoreporterzy. Zabrakło tylko choćby jednego głosu protestu. Za to uśmiechom i wzajemnym grzecznościom nie było końca.

Dla mnie sprawa spektaklu „Biały dmuchawiec” i reakcja, a właściwie brak reakcji na nią szeroko rozumianego świata kultury, pozostaje największym wyrzutem sumienia naszych czasów. I jest jednym z najsmutniejszych sygnałów świadczących o naszej ogólnej społecznej kondycji. Skoro bowiem środowisko aktorskie milcząco zgadza się na takie rzeczy, to co to oznacza dla niego i dla nas wszystkich?

 

O spektaklu:
Spektakl „Lalka z łóżka nr 21” powstał na podstawie sztuki Djordje Lebovića naruszającej ważne tabu dotyczące wykorzystywania seksualnego więźniarek obozów koncentracyjnych, wyselekcjonowanych przez hitlerowskie władze do przymusowej pracy w domach publicznych.
20 lat po zakończeniu II wojny światowej w mieszkaniu lekarza pediatry dr Wilmy Jelinek, zadbanej kobiety w średnim wieku zjawia się niespodziewany gość, adwokat Emil Grabner. Mimo widocznego na twarzy upływu czasu postać mężczyzny jest znajoma – to były funkcjonariusz SS, komendant domu publicznego w obozie KL Auschwitz, zwanego przez Niemców „Domem lalek”. Między bohaterami rozpoczyna się pełna napięcia rozmowa ofiary i oprawcy o wydarzeniach z czasów, kiedy walka o przetrwanie i zachowanie godności stawiała kobiety przed tragicznymi wyborami.” (za TVP)


TVP Kultura godz. 20:20 (wtorek 19.03)
„Lalka z łóżka nr 21” - teatr TV, Polska 1971, reż. Jan Kulczyński, wyk. Halina Mikołajska, Henryk Borowski, Stanisław Zaczyk, Włodzimierz Press (60 min)