Piątka znanych i stosunkowo niemłodych panów (poza youtuberem, który robi tu za przewodnika) wyjeżdża na wakacje do Azji. Cel: Japonia, Korea i Indonezja. Efekt? Konfrontacja stereotypów, oczekiwań i przyzwyczajeń. Nasuwa się jedno pytanie - kogo to obchodzi?

Sprawa jest banalnie prosta. Bierzemy pięciu facetów i wysyłamy w podróż do krajów o odmiennej od naszej kulturze, obyczajach i pogodzie. Wysyłamy ich i przyglądamy się temu jak sobie radzą w nowych okolicznościach. Oczywiście w celu zapewnienia jako takiej atrakcyjności dbamy o to, żeby możliwie często ich zaskakiwać, żeby miejsca, w które trafiają były charakterystyczne, a ludzie których poznają ciekawi. Chodzi o to, żeby dać się panom wykazać. Bohaterami programu, który wszędzie na świecie budził ciekawość widzów są Krzysztof Hanke, Karol Strasburger, Władysław Kozakiewicz, Piotr Polk i Rafał Masny. Panowie o nic nie walczą, nigdzie się nie spieszą, niczego nie muszą. Oni po prostu podróżują i zwiedzają, a my po prostu oglądamy i słuchamy. Czy może być większy banał? Czy to się w ogóle może podobać?

 

 

JAK ONI TO ROBIĄ
Tak jak prosty jest scenariusz, tak prosta jest jego realizacja, bez fajerwerków i niepotrzebnych udziwnień. Bardzo szybko przechodzimy w tryb zabawnej przygodówki, względnie jednego z programów udanych podróżniczych. Jest lekko, łatwo i przyjemnie. Fajne i pomysłowo zrealizowane były wizyty w hotelu „prosektorium” i specyficznej japońskiej restauracji. Znakomitym pomysłem są plansze z ciekawostkami na temat odwiedzanych miejsc. To taki przyjazny dodatek edukacyjny. Nie jest natrętny, a informacje podane są tak, że nawet ja potrafiłem je zapamiętać.
Czy ciekawsze byłoby gdyby towarzystwo było mieszane? Tego nie wiem, ale drugi sezon – jestem pewien, że będzie – na pewno będzie podróżą pań. I podejrzewam, że po emisji pierwszego odcinka tej edycji, agenci i agentki znanych pań już zaczęli czynić starania u producenta, żeby to właśnie ich podopieczna trafiła na plan i ruszyła w świat. I wcale się nie dziwię. Bo mimo zwyczajowego braku podróżniczego entuzjazmu, po tym co widziałem, sam bym się w taką wycieczkę dał zaprosić. Bardziej ze względu na towarzystwo niż azjatycką wilgotność, ale jechałbym choćby zaraz.

NAJLEPSZE
Bezapelacyjnie najmocniejszą stroną przedsięwzięcia jest obsada. To ona robi tu przewagę i jest jedynym powodem, dla którego warto ów program włączać. Fajni są po prostu. Nie wiem jak wyglądała i jak przebiegała rekrutacja uczestników, ale jej wynik to strzał w samo sedno tarczy. To, że Piotr Polk jest fajnym facetem wiedziałem wcześniej, bo miałem przyjemność go poznać. Ale, że tak mnie będzie rozśmieszał, nie spodziewałem się. Panowie różnią się pod wieloma względami, ale tworzą jeden fantastyczny organizm. Mają chyba mocne charaktery, więc pewnie dojdzie jeszcze między nimi do jakichś spięć, ale w oczy rzuca się, że jest między nimi chemia. Nawet mistrza Kozakiewicza udało się przy okazji uruchomić i sprawić, żeby na widok kamery nie stawał jak chochoł kwadratowo recytując szczypiące w uszy zdania. Nagle się okazało, że nawet on potrafi się przed kamerą wyluzować. Jak się rozkręci jeszcze trochę, to ani chybi wezmą go na jurora do któregoś talent show. A niech mu się wiedzie.

SZANSA NA SUKCES
To się będzie oglądało co najmniej przez kilka sezonów, ale pod jednym warunkiem: muszą pojawić się emocje. W pierwszym odcinku producenci zrezygnowali z nich całkowicie i poszli w czystą rozrywkę. A to w kontekście telewizyjnych trendów może okazać się na dłuższą metę problemem. Przy scenariuszowym założeniu braku rywalizacji między uczestnikami, muszą pojawić się inne elementy, bodźce skłaniające ich do uzewnętrznienia emocji, które udzielą się również widzom. Sielskoanielska wycieczka, nawet najweselsza i w najlepszym towarzystwie, szybko się znudzi.
(.onet.pl 11.09.2018)