Kluczem do medialnego sukcesu pani Ogórek w PiS-owskiej TVP jest wygłoszone przez nią zdanie już w pierwszym prowadzonym przez nią wydaniu programu „W Tyle Wizji”. To zdanie brzmiało: „a prawda jest taka, jak powiedział dzisiaj Jarosław Kaczyński”.

Jasne? Jasne i konkretne. Po tym szło już z górki. Teraz będzie miała nowe okienko, została współprowadzącą "Studio Polska". Prezesi potrafią docenić wiedzą jak nagradzać swoich najwierniejszych. A ona, pani Ogórek potrafi się odwdzięczyć. Zobaczycie. 

 

 

Jedyny zahaczający o politykę publicystyczny program w TVP zachowujący jakieś pozory obiektywizmu, będzie miał nowych prowadzących. Od teraz będą to Jacek Łęski, niegdysiejsza gwiazda publicystyki TVP, która próbuje teraz odbudować swoją zachwianą latami medialnego niebytu popularność, i nowa gwiazda TVP, aniołek Kurskiego i apologetka wszystkiego co PiS-owskie, pani Magdalena Ogórek. Szaleństwo? Ależ skąd. Pełna kontrola sytuacji. Dla Jacka Kurskiego spokój, że nie wydarzy się nic, co mogłoby jego i jego TVP postawić w gorszym świetle w oczach Jarosława Kaczyńskiego, bo pani Ogórek zrobi wszystko by się obu panom przysłużyć i zasłużyć w ich oczach na więcej. A dla pani Ogórek to kolejny etap  wypełniania sensu swego życia, czyli zdobywania byle jakiej popularności, i możliwości spełniania się w roli gwiazdy.
A zobaczycie, że to nie koniec. Następnym krokiem - tak coś czuję - będzie rola prowadzącej comiesięczne "Wielkie Testy" w TVP 1. Powód zmiany się znajdzie. Ot, choćby to, że pani Paulina Chylewska zajęta będzie treningami w "Tańcu z gwiazdami". Zobaczycie, uwierzycie. Władza wie, że ona to lubi. 

Pani Magdalena Ogórek jest idealną osobą z idealnymi cechami predestynującymi ją do bycia gwiazdą dzisiejszej TVP. Po pierwsze ma takie parcie na szkło i popularność, że nie cofnie się przed niczym, choćby i świństwem żeby je zdobyć. Po drugie ma niesamowity dar polegający na tym, że prawda, fakty, nie muszą jej przeszkadzać w wygłaszaniu kolejnych sądów, opinii czy diagnoz. Nie wygląda też na to, żeby targały nią staromodne wyrzuty sumienia, jakieś wątpliwości i inne głupoty. Na przykład wtedy, gdy z uśmiechem, patrząc w kamerę (czyli widzom w oczy) mówiła, że w Żaganiu manifestujące niedobitki KODu protestowały przeciwko obecności tam amerykańskich wojsk, zagłuszając przy okazji okrzyki tychże niedobitków domagających się nie wyjazdu amerykanów, a dymisji imć Macierewicza. Śmiechom nie było końca.
Świetnie spisała się również w roli analityka politycznej sytuacji w grudniowym Sejmie. W uzasadnieniu swojej posady i w ramach sugestii, że na pewno warto jej powierzyć również inne zadania, stwierdziła, że całe zamieszanie to „jest część przygotowanego planu”, to „histeria”, i zastanawiała się głośno, czy to „że poseł nie mógł zadać pytania to jakieś ograniczenie wolności słowa?”. A, no i oczywiście „powodem rejwachu jest odsunięcie dawnej grupy trzymającej władzę od pieniędzy”. Wszystko na wysokim C i słusznym politycznie oburzeniem.

Ma też pani Ogórek – wbrew pozornie delikatnej powierzchowności – skórę grubą i upierzenie gęsi, pozwalające jej mieć w głębokim poważaniu krytykę. I nie bierze jeńców. Kiedy SLD ustami pana Millera wysunęło ją jako kandydatkę na Prezydenta, było to oczywiste szaleństwo. SLD – również dzięki temu sprytnemu ruchowi – już nie ma, ale ona wyciągnęła dla siebie wszystko co mogła nie zostawiając teraz na ludziach, którzy przyłożyli się do jej dzisiejszej pozycji suchej nitki.

I wreszcie po kolejne, Magdalena Ogórek skompromitowała się już na tyle, że trwanie „dobrej zmiany” jest jedynym gwarantem jej medialnej obecności, możliwości uchodzenia za krynicę mądrości, medialnego spełniania się i robienia sobie dobrze. Ona to wie, i gotowa jest do każdej medialnej niegodziwości, żeby swój czas wykorzystać. Zakładam, że tylko medialnej. W każdym razie jest w stanie powiedzieć wszystko i na każdy temat, żeby wypełnić oczekiwania dzisiejszej władzy. Pod poprzednimi, mimo wielu prób, jej się nie udało. Nie przytulił jej też na dłużej TVN, z którym flirtowała, a który dzisiaj obok Wyborczej i Newsweeka jest jej zdaniem wrogiem Polski największym.

Wszak to dopiero PiS w pełni docenił jej walory, zdolności i skłonności. To on dał jej wreszcie to na co przez lata pracowała godząc się na współpracę z każdym kto obiecał jej miejsce w telewizyjnym okienku czy innej okazji zaprezentowania siebie. Będzie pani Ogórek w pełni dyspozycyjna, oddana i wierna. Bo nie ma innego wyjścia. A i ochoty na szukanie innych dróg nie ma, bo po co, skoro nareszcie może realizować sens życia swego, czyli wbijanie się w tzw. społeczną świadomość, bycia znaną. Z historii i nauki wiemy, że właśnie tacy ludzie są najwierniejsi, potrafią zdeptać nie tylko swoje przekonania dla „większej idei”. 

I wreszcie, pani Magda ma też inną cechę bardzo przydatną wielce. Taką mianowicie, że bardzo ładnie, bardzo wyraźnie i bardzo płynnie mówi. Jest przekonująca, i mówi z taką pewnością siebie i tak swobodną i elegancką pogardą dla przeciwników, że potrafię zrozumieć lubiących ją widzów. Na nią po prostu bardzo łatwo jest się nabrać. Na co dowodem niech będzie to, że wyborców PiS-u potrafiła przekonać, że osoba, którą jeszcze przed chwilą na salony polityczne wprowadzał i udzielał jej swojego poparcia w wyborach prezydenckich Leszek Miller, jest ich kompanką. Że tak samo jak oni, szczerze i bez wątpliwości ufają prezesowi Kaczyńskiemu. Można? Można.
Wystarczy pozbyć się po prostu poczucia obciachu, jak Maryla Rodowicz flirtująca z disco polo. Wszystko staje się wtedy łatwe, i w dodatku przynosi bardzo wymierne korzyści.

Zapraszam też do Codziennego Polecaja TV na stronie głównej wTelewizji.pl