Nie wkurza mnie to, że pani Maria Czubaszek umarła, bo w końcu nie stało się nic nadzwyczajnego, jak ludzie żyją, to kończą umierając. Wkurza mnie natomiast to, że pani Marysia nie żyje. I się trochę na to nie zgadzam.

I jeszcze jedna mnie refleksja zaskoczyła związana już nie tylko z pani Marii śmiercią, ale i kilkoma jej śmierć poprzedzającymi odejściami. Taka mianowicie, że z każdą kolejną ostatnimi czasy, nabieram przekonania, że coraz mniej żal będzie umierać. 

 

 

Nie będę tu się rozpisywał, bo będzie rozpisywań w internetach dużo. Chcę w ten sposób tylko podziękować pani Marii za wiele cudownych chwil przy dziełach, które stworzyła. I powiem Wam, że tak się złożyło, że jakoś tak od roku prawie, zasypiam właśnie przy pani Marysi. Niedosłownie. Po prostu przy odcinkach słuchowisk, które stworzyła. Żeby w noc wejść z uśmiechem. W urządzeniu mam na stałe spory pakiecik tych perełek. A w tej liczbie oczywiście cały cykl „Dym z papierosa”, oczywiście cały cykl „Nowe przygody Holmesa”, oczywiście rewelacyjny cykl „Kobieta i mężczyzna”, rzecz jasna „Dialogi małżeńskie”, „Udane małżeństwo”... Co ja tam zresztą będę wymieniał. Mam tych dźwięków sporo, i uwielbiam wszystkie. Chociaż najbardziej te, w których jeden z głosów należy do pana Jerzego Dobrowolskiego. No i z tymi dialogami zasypiam. Jak się kończą, znaczy.

Uwielbiam ją czytać, uwielbiam słuchać, i uwielbiłem z Nią zajarać. Chociaż nie zdarzało mi się to często, bo jestem nieśmiały i nienarzucający się. Ale kiedy uraczyła mnie pani Maria sobą przychodząc do mojej audycji w TOK-u, była to jedyna, w której w przerwie na informacje i reklamy wyskoczyliśmy na fajeczkę. Niedużą, ale musieliśmy. Mam nadzieję, że udało się Pani Marii umrzeć paląc, bo ona naprawdę to cholernie lubiła.

A, i jeszcze jedno, bo o tym pewnie nie będzie się mówiło dużo. Pani Maria pisała też scenariusze. Niestety – nie wiem jak do tego doszło – nie odnalazła się w sitcomie. Była jedna taka próba. Nazywało się to „Lot 001”, chyba jakoś tak tuż przed końcem millenium, ale to było bardzo nieudane. Przynajmniej z tego co pamiętam. Może trzeba by to odkopać i sprawdzić. Chyba tak zrobię. Pisała za to, czy współpracowała przy takich serialach jak „Brzydula” i „Na Wspólnej” i to długo. Jak chcecie więcej, to w audycji, którą linkuję, trochę o tych serialach, i o swojej przy nich pracy opowiada.

Ale napisała też rewelacyjne, jedne z najlepszych w polskim kinie komediowym dialogi do filmu „Filip z konopi”. Chyba nie ma lepszych. Poza wieloma innymi fragmentami jest tam taki mój ulubiony, w którym pan Gołas pcha swoją Syrenkę, która odpalenia odmawiała. Za kierownicą siedział dozorca. No i jak Gołas dopchał auto na miejsce, dozorca wysiada i mówi: „Nie, no ale pchać to pan umiesz”, na co Gołas odpowiada: „wóz, wóz dobry po prostu”. Zawsze parskam śmiechem.

I zawsze będę zazdrościł pani Marii talentu do tworzenia rewelacyjnych dialogów i tego będę jej zazdrościł, że potrafiła utrzymać pogodę tzw. ducha, w którego istnienie nie wierzyła, jako i w nic nadprzyrodzonego.

A tu próbka jej geniuszu, czyli mój ulubiony odcinek „Nowych przygód Holmesa”, który mi pewnie zaraz zdejmą za bezprawne rozpowszechnienie, ale do czasu usunięcia zapraszam do odsłuchu. Odcinek „Czego pragną kobiety”. Wybitny po prostu.

 

I, jeśli ktoś zechce, to zapraszam do przemiłej, niepozbawionej humoru rozmowy, w której między innymi umawiamy się z panią Marią na współpracę przy sitcomie. I wiecie co? Może niewiele, ale coś z tego nawet mam w szufladzie. Ha!