No dobrze. Ale o co chodzi z tym rozgłosem w sprawie poszukiwań pani Tylman? Kto zdecydował, że właśnie tym poszukiwaniom towarzyszyły będą kamery wszystkich newsowych stacji, i o tym poszukiwaniu pisały będą ogólnopolskie gazety? Mam pewne pomysły, które można nawet nazwać radami. Jak to zrobić? 

Nie chcę umniejszać ważności tej sprawy, ale codziennie dzieją się podobne dramaty. Dlaczego owczy pęd obowiązuje również w takiej sprawie. Jeśli panią Tylman zajmuje się ‪#‎TVN to ‪#‎TVP i ‪#‎Polsat mogłyby choćby dla zasady zająć się inną. Ale się nie zajmują. A przypominam, że w naszym pięknym kraju, każdego dnia zgłasza się kilka zaginięć. Takie to jakieś dziwne.

 

 

Pytanie jest o tyle istotne, że może się taka wiedza przydać osobom poszukującym bliskich, które tak uparcie jak bezskutecznie proszą o jakiekolwiek zainteresowanie mediów. Choćby lokalnych. Spróbujmy więc. 

Pewnym tropem może być obecność znanego detektywa z kretyńską fryzurką. Może być, ale nie musi. Jednak to on stał za „sprawą mamy Madzi”, i stoi za tą sprawą, czyli zaginięciem, porwaniem czy zabójstwem pani Marty. Swoją drogą ciekawe czy ów detektyw bez licencji za nadanie sprawie medialnego biegu ma w cenniku jakąś konkretną sumę. Znaczy cenę. W Stanach mógłby liczyć na procent z jakiejś książki i ewentualnej ekranizacji, ale u nas to chyba pewniejsze jest, żeby kasę wziąć od razu, z góry. Nawet mniejszą.


Ale idźmy dalej. Dobrze robi też jakiś zapis z monitoringu, albo filmowy fragment z „ostatnio była widziana w...”. Dlaczego? Bo wtedy po prostu telewizja ma co pokazać. Przy porwaniu małego chłopca żadnej kamery nie było, więc start był słaby. I teraz przelatują tylko krótkie newsiki o kolejnych aresztowaniach, ale kamera już pod wskazany areszt nie dociera. Bo nie ma czego pokazać, a sprawa przecież bardzo przykra.

Co jeszcze?
Jakiś dramatyczny apel? Może być, ale musi być naprawdę dramatyczny i poparty jakąś spektakularną sytuacją. Nieźle robi wprowadzenie wątku politycznego, seksualnego, albo religijnego. Pan satanista się sprawdza jak czarny pudel na śniegu. To jest o tyle ważne, że jak media chwycą, jak się na sprawę nakręcą, to potem pójdzie już samo. Do końca. Pod warunkiem jednakowoż, że się publiczność nie zmęczy. A jak się już nalręci

Można spróbować zainteresować tematem jakąś gwiazdę, ale ta dróżka jeszcze nie  jest wydeptana, więc może okazać się to metoda przeciwskuteczna, bo zainteresowanie mediów przesunie się w stronę "ile zapłacili celebrycie?", "ciekawe co ją łączy z nim (jego z nią)?", "na pewno jest zamieszana". A po co?

I jeszcze "na znajomego". To jest metoda, która sprawdza się w wielu dziedzinach, ale jest też szeroko propagowana w mediach emitujących filmy i seriale. O, na przykład w "Barwach szczęścia" pan reporter skupia się na wszystkich zaproponowanych przez znajomych sprawach i daje im medialne życie. O innych aspektach jego reporterskiej pracy, aspektach, które w żaden sposób nie wiążą się z jego znajomymi, nie dowiadujemy się nic a nic. Z czego możemy wnosić, że ich po prostu scenariusz nie przewidział, bo znający życie scenarzyści wiedzą, że takich po prostu w telewizjach nie ma.

Zadzwoniłem do jednego ze znanych mi reporterów, który lata na takie "tematy", ale ów nie potrafił mi powiedzieć dlaczego akurat ten. W redakcji dowiedział się tylko, że ten temat grzeje, że inni o nim mówią, i oni też muszą, bo ludzkość telewizyjna inaczej pójdzie do innych. Bo redakcja ma przekonanie, że naród jest ciekaw do tego stopnia, że będzie szukał, latał po kanałach w chęci dowiedzenia się który kilometr rzeki aktualnie jest sitkowany. Pewnie nie jest, ale wolą nie weryfikować tego na własnej skórze. A poza tym wiadomo. A niech się okaże, że żona jednego z ważnych dyrektorów, prezesów czy polityków, albo mąż jednej z ważnych dyrektorek, prezesek czy polityczek poskarży się mężowi/żonie, że szukać musiał. Zaraz się zaczną niepotrzebne dyskusje i przytyki. A po co to komu? No więc lepiej dać niż nie dać. Na tzw. wszelki wypadek.

Tymczasem na FB codziennie kilka podobnych apeli lata i prośby o przekazywanie informacji są naprawdę wzruszające. Każdy dramatyczny, za każdym kryje się osobisty dramat samego zaginionego i jego najbliższych. Za każdym. Ale telewizja wybiera rzadko. A jak wybierze, to na wszystkie telewizory, i zajeździ temat tak, że ludzkość przestaje współczuć, a zaczyna czuć irytację. Szkoda.