Netflix wszedł. Radość sprawił tym wielką tym, którzy lubią o nim pisać, mówić i wieszczyć rychły upadek tzw. tradycyjnej telewizji w Polsce. A ja, również ciesząc się z tego, że ów Netflix, największy światowy nadawca i największa światowa wypożyczalnia profesjonalnych treści wideo w sieci dorobił sobie końcówkę „.pl”, jestem zdania, że niewiele to wejście zmieni w telewizyjnych przyzwyczajeniach Polaków. No, ale jednak coś zmieni.

Ważne, że jeśli chce ów Netflix być tu ważnym graczem, musi zadbać o rzeczy kilka. Naród mamy ofiarny, ale jednak przyzwyczajony do treści darmowych. W pierwszej więc kolejności będzie musiał Netflix nie tyle zajmować się przekonywaniem, że jest lepszy od tradycyjnej telewizji, i że jest lepszy od innych serwisów – w skrócie największym – VOD, tylko uporać się z szeroko rozumianym piractwem. Ot, taki Chomikuj.pl. Przecież tam atrakcyjne treści prosto z amerykańskiego rynku – z ładnie wgranymi polskim tłumaczeniami – dostępne są niemal w dniu premiery oryginału. I można tak zamieszać, żeby oglądać je praktycznie za darmo. Ale przecież to tylko jeden ze sposobów dotarcia do premier. Jest ich więcej. Oczywiście można sobie z tym pewnie poradzić, ale trzeba chcieć. Amerykanie potrafią o swoje walczyć, więc być może ich wejście można będzie w przyszłości nazwać końcem różnych Chomików. Może.

A co to znaczy dla telewizji? 
Telewizji, to ów Netflix nie zamknie. Nie zamknął w USA, w których miesięczny abonament to naprawdę grosze, a ofertę ma większą niż wszyscy inni dystrybutorzy łącznie, nie zamknie i u nas, gdzie 8, 12 i 15 Euro jest kwotą poważniejszą. Ale żeby było jasne, nie tylko ze względu na pieniądze.

 

Jeśli ktoś się może bać bardziej, to przede wszystkim telewizje przedpłacone, w rodzaju Canal+ czy HBO (posiadanie pakietu Filmbox, to w tych okolicznościach staje się kiepskim żartem) których przewagą konkurencyjną był dotychczas dostęp do filmowych premier i nowych seriali za określony miesięczny abonament, i kanały tematyczne oparte na filmach i serialach. A jeśli ktoś się spóźnił, i teraz może mocno żałować, to w pierwszej kolejności HBO, które za długo przeciągała otwarcie swojej platformy HBO Go dla wszystkich, nie tylko dla abonentów HBO, i NC+ Go, który za długo pracował nad swoją platformą. Oczywiście po grzbiecie dostać mogą wszystkie platformy VOD w polskim internecie, które nie mają własnego oryginalnego kontentu.

I tu pojawia się wiadomość dobra. Wraz z rozszerzeniem dystrybucji Netflix (w środę ten serwis uruchomił 130 lokalnych wersji na całym świecie) musi nadejść zwiększenie produkcji własnej wszystkich nadawców i dystrybutorów, którzy chcą utrzymać się na rynku. Bo tylko oryginalna własna produkcja może stanowić przewagę, powód żeby wybrać ich ofertę. Cała reszta jest albo darmowa w sieci (na przykład polskie produkcje), albo w rzeczonym serwisie Netflix. Żadna z polskich firm nie będzie w stanie z nim konkurować na oferty.

I to jest korzyść jaką wszyscy będziemy mogli odczuć po wejściu amerykańskiej wypożyczalni. TVN już ruszyło z pierwszymi pomysłami na swojego Playera. Był suplement do Rewolucji Magdy Gessler, a ostatnio również serial oparty na amerykańskim formacie „Web Therapy” („Terapia w sieci”). W produkcji jest już co najmniej jeden serial dla VOD.pl onet-u, nad którym pracuje ATM, a Ipla będzie prezentowała premierowo część nowych produkcji wiosennej ramówki Polsatu.

Telewizje też będą musiały ruszyć śmielej z produkcją. Nie tylko seriali zresztą. Przyszłość telewizji linearnej, to informacje, publicystyka na żywo – chociaż „Huffpost Live” podpowiada, że monopolu telewizja już nie ma, transmisje z dużych wydarzeń kulturalnych i rozrywkowych, sport i właśnie seriale, ale WŁASNE!

Oczywiście teoretyzuję, a przede wszystkim, to co piszę odnosi się nie to tu i teraz, ale do przyszłości. Może już niedalekiej, ale przyszłości. Bo w grę wchodzą jeszcze przyzwyczajenia widzów, przyrodzona gatunkowi ludzkiemu inercja itd. No i jeszcze to, za co ja lubię telewizję. To mianowicie, że to ona, telewizja proponuje nam coś, na co być może sami byśmy nie wpadli. Ot, choćby takie „07 zgłoś się”. Mam przecież na półce z płytami, mam pod jednym kliknięciem w komputerze, ale nie klikam, nie włączam. Ale gdy jest w telewizji, patrzę i słucham z przyjemnością. A za sprawą np. Facebooka (przy okazji zapraszam do grupy „W Telewizji Pokazali”) oglądamy wspólnie i świetnie się bawimy. To samo dotyczy starszych komedii pana Barei i innych. Oczywiście mogę wyobrazić sobie sytuację, w której w grupie ogłaszam, że o godz. 21:00 odpalamy wspólnie jakiś film czy serial, ale spontaniczności w tym już mniej. Na razie.

Tak, największą korzyścią z „polskiego” Netflixa będzie wzmocnienie własnej produkcji i kreatywności naszych nadawców. Tych, którzy będą myśleli o sobie w kategoriach długich lat trwania i rozwoju, oczywiście. Bo inni po prostu zbiorą z rynku to co jeszcze jest do zebrania, a jak przestanie się opłacać, przestawią się na warzywa czy inne dające zarobić dobra.

A co do samego Netflixa, to na razie żaden tam polski Netflix tylko trochę mniej sprawna wersja amerykańskiego, którą od tego drugiego różni głównie to, że trudniej się do niej dostać. To znaczy, że łatwiej – szybciej i taniej (bo dolar tańszy) – zapłacić za dostęp do wersji amerykańskiej niż do tej z końcówką „.pl”, a napisów czy lektora i tak częściej (przynajmniej na razie) nie ma niż jest.
A jako, że w środę Netflix jednocześnie wszedł do 130 krajów, poprawki mogą trochę potrwać. Wiedzą przecież, że i tak zasobami odstawiają potencjalną konkurencję w naszym pięknym kraju na setkę kroków, więc nie muszą się bardzo napinać. Choć byłoby miło, gdyby się trochę napięli.

Co zaś tyczy samych zasobów, to są argumenty i za i są przeciw. Znajdziecie w nim – w sensie polskiej wersji serwisu  – sporo takich pozycji, których nie znajdziecie w wersji amerykańskiej, zwłaszcza w kategorii film. Ale w serialach przewaga wersji amerykańskiej – przynajmniej na razie – jest duża. Chociaż jest to również sprawa płynna, bo niektóre licencje się kończą, inne właśnie wchodzą w życie itd. I  niestety trudno jest się dowiedzieć do kiedy konkretne tytuły będą dostępne. Przynajmniej ja miałem tę trudność. Ale działa. I to jest bardzo dobra wiadomość. A ja i tak wolę telewizję. Bywa.