Zanim uwierzycie w to, że Jacek Kurski uratował opolski festiwal i w ogóle Polską piosenkę, o czym jego TVP przekonywała będzie przez najbliższy czas z entuzjazmen, a bracia Karnowscy w podzięce za promocję ich internetowej telewizji będą ochoczo powtarzali, warto dowiedzieć się jakim to "ratowanie" odbyło się kosztem. I że to żadne ratowanie Festiwalu, tylko posady pana Prezesa oczywiście. Wiecie już, bo udowodniłem to, że to co piszę to nie ściema, więc i tym razem powiadam Wam, to jest po prostu kryminał.

W poniedziałkowy wieczór podpisana została umowa między TVP a miastem Opole, i festiwal – względem tej umowy – odbędzie się 15-16 września.
Ale wbrew pozorom nie to jest najciekawszą informacją. Dużo ciekawsze jest to, na jakie ustępstwa i na jakie warunki poszła TVP i jakim kosztem doprowadził Kurski do tego, że jest termin i zgoda na wykorzystanie opolskiego amfiteatru i nazwy. Pewnie chcecie wiedzieć. To proszę. 

A rzecz jest skandaliczna, i nadaje się w mediach nie do kategorii „rozrywka”, tylko gdzieś w okolice kryminału. I kolejny nam daje pan Kurski argument, że abonament płacić warto, bo on się nim zajmie po gospodarsku. Hahaha.

Otóż prawda jest taka, że w obronie swojej posady, imć Kurski zgodził się na wszystkie warunki postawione przez miasto. I teraz czytajcie uważnie, żeby Wam plusy całej akcji z festiwalem, o jakich będą Was przekonywały prawicowe media, sam Kurski i Danuta Holecka w „Wiadomościach”, nie przesłoniły skandalicznych minusów. 

 

 

Otóż na mocy umowy po raz pierwszy w historii Opole nie dołoży do Festiwalu nawet złotówki, czyli oszczędzi sobie koło miliona złotych, które zwykle do imprezy dokładało. Zwykle nawet trochę więcej. I teraz te brakujące pieniądze będzie musiał z naszej kieszeni wyciągnąć Kurski. Mało tego. TVP zapłaci miastu za wynajem amfiteatru i... No to jest moc!!! - za licencję, prawo użycia nazwy Festiwalu. A i to nie wszystko. Bo ta licencja jest udzielona WYŁĄCZNIE na ten jeden festiwalowy weekend 15-16 września.
Pieniądze więc wywalone w błocko, bo nie gwarantują TVP niczego na przyszłość. Załatwiają wyłącznie to, że Kurski na chwilę ocali swoją posadę, bo zamelduje przy Nowogrodzkiej wykonanie zadania. Ale mam nadzieję, że kiedy pan Jarosław Kaczyński dowie się jakim kosztem to zadanie wykonał, będzie mu przykro. Jednemu i drugiemu prezesowi.

Ale sprawa ma ciąg dalszy. Oto bowiem na weekend 15-16 września zakontraktowane są w opolskim amfiteatrze urodziny radia Opole. Porozumienie zakłada, że wejdzie w życie jeśli się TVP z radiem Opole dogada jakoś. I pewnie się dogada, bo czemu nie. Wszak można włączyć urodzinowy koncert jako część festiwalu, prawda? No pewnie, ale diabeł tkwi w szczegółach oczywiście. Bo przecież artyści zakontraktowani na urodziny radia Opole niekoniecznie zechcą – zwłaszcza jeśli wcześniej brali udział w opolskim proteście – wystąpić w koncercie podłączonym pod festiwal Kurskiego. A ci, którzy się zgodzą, słusznie zażądają większych pieniędzy. Kolejne koszta. I kolejny problem, bo ktoś będzie musiał artystów przekonać. Znając kulisy ostatnich prób pozyskania artystów, głównym argumentem są pieniądze. Wielokrotność zwyczajowych opolskich stawek. 

No i wreszcie kolejna ciekawostka. Na dwa miesiące przed festiwalem nie ma scenariusza, nie ma pomysłu na scenariusz i nie ma artystów. Teraz zacznie się wyścig z czasem. A, i oczywiście te „zabezpieczone na poczet przyszłych odszkodowań” pieniądze, które od Opola wpłynęły do TVP, wracają do miasta.

Pamiętacie śmieszniegniewną wypowiedź Jacka Kurskiego, który jako „Gość Wiadomości” stwierdził, że stoi do niego kolejka miast chętnych do zastąpienia opolskiego festiwalu, o tym, że już zabezpieczył przelane z Opola kilkaset tysięcy złotych na poczet odszkodowania o jakie TVP wystąpi do miasta Opole, i że prezydent tegoż Opola będzie na kolanach pielgrzymkę do warszawskiego biura pana Kurskiego szedł, żeby przebłagać TVP i osobiście prezesa tejże, żeby wrócili z kamerami do miasta? Pamiętacie? Jak nie, to możecie posłuchać jej na stronach TVP. ŚMIECH!!!

Cała zmiana strategii i przyspieszenie nastąpiło po jednej rozmowie z prezesem wszystkich prezesów, który postawił sprawę jasno. Albo będzie festiwal w Opolu i przestanie to być tematem podśmiechujek, albo żegnamy pana Kurskiego z Woronicza. A pan Kurski wolałby zostać, więc zrobi wszystko co w jego mocy. Tym łatwiej mu to idzie, że nie musi się bardzo napinać. Po pierwsze pieniądze nie są jego więc śmiało może powiedzieć, że cena nie gra roli. Cudzymi płaci się łatwo. A po drugie, ale równie ważne,  coś co przyzwoici ludzie nazywają twarzą stracił już tak dawno, że nie ma czegoś w rodzaju poczucia obciachu, które mogłoby mu przeszkadzać w taki sposób wycofywać się ze wszystkich gróźb i gniewnych stwierdzeń. Luzik, po prostu.

Wszak tyle razy przekonał nas, że jego słowo wagę ma praktycznie żadną, że w każdej sprawie i sytuacji może powiedzieć, obiecać czy nawet „zagwarantować” wszystko co mu akurat jest na rękę, albo wydaje mu się, że powinien, a takoż to, że każdego może wystawić do wiatru. Teraz ośmieszył też nie siebie, bo z niego się już nikt nie śmieje nawet, tylko tych wszystkich, którzy na jego, Kurskiego polecenie mówili głupoty o tym, że czarne jednak jest białe.

A teraz wejdzie do TVP Najwyższa Izba Kontroli, zada kilka prostych pytań i za sprawą oczywistej niegospodarności rozpędzi to całe towarzystwo amatorów. To znaczy powinno tak być, ale... 

 

PS, czyli prośba. Jak będziesz cytował, korzystał z tego co napisałem, wdzięczny będę za powołanie się na źródełko, najlepiej z linkiem. Dziękuję.