Dzięki facebookowemu wpisowi pani Małgorzaty Zajączkowskiej, aktorki dowiedziałem się z przykrością, że TVP odwołała realizację zaplanowanej na jesień premiery spektaklu Teatru Telewizji "Las" w reżyserii Jerzego Stuhra wg. Aleksandra Ostrowskiego.

Pan Jerzy Stuhr w emocjonalnym liście do aktorów i wszystkich osób, które w ten projekt zaangażował pisze o tym, że odwołanie spektaklu jest jednoosobową, arbitralną decyzją samego prezesa TVP Jacka Kurskiego. Prezes miał motywować tę decyzję względami finansowymi, a pan Jerzy podejrzewa, że chodzi nie o pieniądze, a o samego pana Stuhra, który angażując się w różne projekty stoi w kontrze do "dobrej zmiany", z racji czego nie może być tej zmiany ani twarzą, ani z niej w jakiejkolwiek sposób korzystać.

Co ja o tym? Myślę, że pan Jerzy Stuhr się myli. Pewnie było inaczej. Gorzej. 

 


A ja myślę, że pan Jerzy - przy całym szacunku dlań i dla jego artystycznych i pozaartystycznych dokonań - się tym razem myli. Uważam, że za duże sobie osobiście przypisuje "zasługi" przy tym zdjęciu spektaklu z produkcyjnych planów TVP. Najprawdopodobniej chodzi bowiem o coś bardziej prozaicznego. "Las" jest po prostu jedną z pierwszych ofiar ambicjonalno sportowo kibicowskiej fanaberii pana prezesa Kurskiego. Skoro pan prezes obiecał panu Prezesowi, że będzie Euro w TVP, to obietnicy dotrzymał. Choćby w tak absurdalny sposób w jaki to się odbywa, że są to równoległe transmisje w dwóch ogólnopolskich, ogólnodostępnych i o identycznym zasięgu kanałach, czyli TVP i Polsacie. Z gruntu więc to niepotrzebne i głupie, ale jednakowoż trzeba za tę możliwość równoległej transmisji czymś zapłacić. I to sporo. Można by za te pieniądze zorganizować relacje z czegoś, czego bez TVP oglądać by się nie mogło, ale Euro jest przecież bardziej spektakularne. A sytuacja finansowa TVP nie jest najdoskonalsza, prawda? 

A pan Kurski wie, że suweren wybaczy mu zdjęcie z ramówki teatralnej premiery, a nawet zdjęcie całego teatralnego pasma z TVP, jeśli dostanie za to kolejne odcinki ich ukochanych telenowel, a nade wszystko relacje sportowe z wielkich i mniejszych imprez. Mało tego, wie również, że sport i rozśpiewana rozrywka są jedynym sposobem na podniesienie oglądalności, lub przynajmniej zatrzymanie spadkowego trendu. Misją, nawet najsłuszniejszą, zrobić się tego nie da.

A skoro tak, to poprosił od swoich podwładnych listę planowanych produkcji, i z charakterystyczną dla siebie dezynwolturą dokonał wyboru.

Zresztą odniesień do "Alternatywy 4" można znaleźć więcej, bo imć Kurski wydaje się być takim Stanisławem Aniołem tej instytucji. Pamiętacie kwestię: "Nie będzie kabaretu, będzie chór!"? No to mniej więcej tak wygląda to "zarządzanie". Ech... 

I tak właśnie wygrywa sport z kulturą, piłka nożna z teatrem, kibicowskie serce prezesa Kurskiego z jego troską o kulturę itd.
Tak panie Jerzy. Tym razem to nie pańskie zasługi i nazwisko stanęły na przeszkodzie realizacji kolejnego artystycznego projektu. Tym razem przegrał pan ze zwierzęcą potęgą sportu, z którego i władza w ogóle i władza TVP chce zrobić - to model z historii znany dobrze i wykorzystywany skutecznie - narodową rozrywkę i to, co połączyć ma i usatysfakcjonować suwerena, który niesiony sukcesami zawodników z orzełkiem na piersiach zajmie się entuzjazmem, a nie narzekaniem i szukaniem dziury w całym.


A dla tych z Was, którzy lubią dobry Teatr Telewizji, a przy okazji może zechcą się doszukać jakich podtekstów ewentualnie mógł się bać, czy spodziewać prezes Kurski lub ktoś kto pomógł mu podjąć decyzję o odwołanie spektaklu pana Jerzego Stuhra, ten sam tekst Aleksandra Ostrowskiego "Las", zrealizowany w roku 1977, w reżyserii Edwarda Dziewońskiego z udziałem reżysera oraz m.in. Damiana Damięckiego, Janusza Gajosa, Jana Kobuszewskiego, Bogusza Bilewskiego i Grażyny Barszczewskiej.

I na koniec cały list pana Jerzego Stuhra.