Jo Nesbø kojarzy się Wam – i słusznie – przede wszystkim jako twórca znakomitych kryminałów. „Okupowani” to też kryminał, ale nie całkiem. A może inaczej, nie tylko. To polityczny thriller z elementami kryminału, i oby nie okazał się proroczy. Znakomity.

Kiedy autor przyszedł z tym pomysłem do producentów, usłyszał, że to zbyt mało prawdopodobna historia, żeby można było ją zrealizować. Że political fiction też powinno mieć jakieś granice. To było dwa lata temu. Dzisiaj nikt nie powie, że taka sytuacja zdarzyć się nie może. Dzisiaj czujemy realne zagrożenie i zastanawiamy się jak trzeba będzie zareagować. 

 

Rosja skrytykowała ów serial, bo ponoć rozpowszechnia i umacnia krzywdzące stereotypy na temat rosyjskiej polityki i rosyjskiego imperium. Moim zdaniem powinna go krytykować również Unia Europejska, bo serial i ją pokazuje w świetle, ujmijmy to delikatnie, nienajlepszym. Ale bez obaw, nie jest to polityczny wykład. To świetnie zrealizowany thriller – w końcu stoją za nim twórcy szwedzkich i brytyjskich serii o Wallanderze, oraz trylogii „Millenium” – trzymająca w napięciu historia, w której zwykli i niezwykli ludzie wciągnięci zostali w polityczno kryminalną zawieruchę.
 

A o co chodzi? Oto Jo Nesbø w swoim pomyśle przenosi nas w nieodległą przyszłość. Stany Zjednoczone uzależniwszy się od świata zewnętrznego zajęły się sobą, opuściły NATO i przestały być światowym żandarmem. Na Bliskim Wschodzie tymczasem wojna tak już daleko zaszła, że wstrzymano tam wydobycie wszystkich dóbr, więc największym ich producentem i dostawcą została Norwegia. Ale ta z kolei, w obliczu grożącej światu potężnej klęski żywiołowej i ekologicznego Armagedonu ogranicza wydobycie ropy i gazu do niezbędnego minimum na własne potrzeby. To oczywiście nie podoba się Rosji i Unii Europejskiej, które po cichu dogadują się, i Rosja w białych rękawiczkach zaczyna okupować Norwegię. Oczywiście przy sprzeciwie części społeczeństwa i tzw. politycznych elit. Więcej napisać o fabule nie mogę, żeby nie psuć zabawy. Chociaż może słowo „zabawa” nie jest tu najszczęśliwsze.

 

Bo dodatkowym walorem dziesięcioodcinkowego serialu jest to, że nie powstał na podstawie żadnej z książek. Jest to scenariusz oryginalny, więc oglądając nie musimy zastanawiać się, że „będzie jak w książce”. A czy fabuła jest nieprawdopodobna? Niestety nie jest. Kiedy Nesbø przychodził z tym pomysłem mogła się taką wydawać. Ale potem zdarzyła się wojna na Ukrainie, zdarzyło się przejęcie Krymu, które świat przełknął dowodząc, że politycy są skłonni iść na każdy kompromis, który daje im jako taki dobrobyt i spokój. I przekonaliśmy się, że niestety w coraz mniejszym stopniu za politykę światową odpowiadają ludzie, których w ten czy inny sposób wybieramy, a beznamiętne, żyjące własnym życiem ponadpaństwowe korporacje, które kierują się wyłącznie swoim interesem.

Ale serial prowokuje również innego typu refleksje. Jak my byśmy zachowali się w podobnej sytuacji? Lubimy myśleć, że gdyby ktoś próbował do nas wejść na siłę, natychmiast zmontowalibyśmy pospolite ruszenie, które wsparłoby armię w słusznej walce. I że z chęcią położylibyśmy swoje głowy dla wolnej Najjaśniejszej. Ale przecież i my mamy swojego księcia Radziwiłła, mamy swojego Kmicica, Wallenroda mamy...

Ciekaw jestem dyskusji po emisji serialu. Jaką drogę wybrać, gdyby to nam przyszło stanąć przed podobnym wyborem, przed jakim stanęli w seriali „Okupowani” Norwegowie? Walczyć z bronią w ręku? Knuć? Dogadywać się?

Polecam ten serial bardzo, bo to kawał dobrej roboty – na bogato, bo koszt to 15 mln euro – i dobry materiał do przemyślenia na poważnie. Bo wydaje mi się, że za często dzieją się na świecie rzeczy, o których dosłownie kilka chwil przedtem, mówiliśmy, że są absolutnie niemożliwe.

 

Okupowani (Occupied) - serial sensacyjny, Nor./Fr./Szw. 2015, reż. John Andreas Andersen, wyk. Ingeborga Dapkunaite, Ragnhild Gudbrandsen, Kristin Braut-Solheim, Selome Emnetu (2x45 min)
Ale kino+ godz. 20:10 (w każdą środę grudnia)