Oj nie ma szczęścia Kurski Jacek TVP prezes do opolskiego festiwalu piosenek. Dopiero co udało mu się ostudzić nieco atmosferę po ubiegłorocznym skandalu, a już wpakował się w kolejny kłopot. W dodatku tak głupio się wpakował, że przez nieuwagę po głowie może tym razem od swoich radykalnych kolegów z prawicy. Opierdziel już zresztą dostał, jak tylko jakiś „życzliwy” podpowiedział, że do konkursu „Debiuty” komisja kwalifikacyjna dopuściła zespół Girls on Fire z piosenką „Siła kobiet”, która jest od dawna hymnem tzw. czarnych marszów, radykalnych feministek oraz jednym z przebojów manifestacji KOD-u. A promujący piosenkę teledysk jest znacznie mocniejszy od pamiętnego klipu zespołu Dr Misio z grubym księdzem. A przecież za ten klip rok temu DrMisio stracił możliwość opolskiego występu.
Ktoś zwrócił uwagę prawicowo narodowym radykałom na ten prawdopodobny „skandal”, i zagotowało się w głowach. W serwisie wątpliwych newsów niezalezna.pl opublikowano nawet gniewny tekst. Postanowiono jednak dać szansę Jackowi Kurskiemu na wyjście z sytuacji honorowo, i tekst ze strony usunięto. A właściwie zawieszono jego publikację, żeby dać Kurskiemu chwilę na reakcję. 

Kurski zmarszczył czoło. Decyzję o liście uczestników konkursu „Debiuty” zostawił komisji, i już żałuje, że nie zajął się tym sam. Okazało się, że znowu ktoś coś przeoczył, ktoś coś zlekceważył, a on będzie musiał piwo pić. Jemu osobiście nie zależy kto tam będzie śpiewał i o czym, bo nie ma żadnych poglądów. Celem wszystkich jego działań i myśli jest wyłącznie on sam. Tym bardziej się wkurzył, że dał się przez nieuwagę zapędzić w kozi róg. I jak się nie spróbuje odwrócić, dupę ma zawsze z tyłu.

Na załatwienie sprawy wstępnie dostał trzy dni. W formie ultimatum. Oto możliwe scenariusze... 


Na załatwienie sprawy Kurski wstępnie dostał trzy dni. W formie ultimatum. Jeśli jakoś nie załatwi problemu zespołu Girls on Fire, może się wokół niego rozpętać piekło. A wiecie, że dopóki awanturują się przeciwnicy PiS-u to jakoś się daje przeżyć, ale jeśli przez niego na TVP wkurzy się twardy PiS-owski elektorat, to matka partia może już nie wybaczyć. A nie ma możliwości, żeby twardy elektorat PiS-u mógł przyjąć piosenkę „Siła kobiet” choćby akceptującym milczeniem. To będzie dlań „strzał gołą dupą w pysk”.

Kurski może zrobić teraz tylko dwie rzeczy. Albo albo.

Pierwsze „albo”, to zostawić hymn czarnych protestów i feministyczny manifest w konkursie. To będzie wymagało od niego – a jest w tym mistrzem – próby przekucia wpadki i niedopatrzenia w sukces. Wyjaśni, że o wszystkim wiedział, a zakwalifikowanie GoF do konkursu jest ostatecznym dowodem na wolność twórczą i ideowy pluralizm w TVP. To wydawałoby się logiczne i uwzględniając wybitne zdolności Kurskiego w odwracaniu kota ogonem, najłatwiejsze do przeprowadzenia. Dodatkowym bonusem byłaby możliwość używania trzyminutowego występu GoF jako argumentu we wszystkich przyszłych rozmowach na temat TVP i jej publicznego charakteru.
Co prawda na drugiej szali leży ostra połajanka od twardego elektoratu, który nie zwykł wybaczać i medialno twitterowy armagedon na prawicy. Ale na te zarzuty imć Kurski też będzie miał odpowiedź: kandydaturę GoF przeforsowali członkowie komisji kwalifikacyjnej narzuceni przez miasto Opole. Jego przedstawiciele się bronili, ale nie dali rady. Można? Sami widzicie, że można.

Drugie „albo”, to usunięcie z konkursu zespołu GoF i narażenie się na powtórkę zamieszania z ubiegłego roku, czyli coś w rodzaju bojkotu artystów (chociaż ja już w żaden bojkot nie wierzę), powrót do rozmów o czarnych listach na biurku Kurskiego i takie tam. Ma w tym pan Prezes już doświadczenie, więc może się na to zdecydować, ale smród się zrobi niemały. W dodatku trzeba będzie przyznać się do niekompetencji, przez którą dopiero tuż przed samym festiwalem dowiedział się, że zakwalifikowany zespół ma taką historię i z takim wystąpić ma tekstem.

Chyba po raz pierwszy Kurski znalazł się naprawdę między młotem i kowadłem, i każda podjęta decyzja będzie śmierdziała.
Na jaką decyzję Kurskiego stawiacie?