W Szwecji dość powszechne stało się zjawisko bonusowej rodziny (bonusfamilj), zwanej w Polsce rodziną patchworkową. Taka rodzina składa się ze zlepków różnych rodzin, w których rodzice znaleźli się w nowych związkach i stworzyli przez to nowe rodziny, a nawet całe klany. Rodzina bonusowa czy patchworkowa brzmi może kusząco, ale czy rzeczywiście dodatkowi tatusiowie, mamusie i dzieci są dla kogoś bonusem czy karą to już inna sprawa.

Nad tematem pochyliła się szwedzka telewizja publiczna (SVG1), która niedawno rozpoczęła emisję nowego serialu pt. "Bonusfamiljen". Życzę Wam, żeby w Polsce też można go było zobaczyć. 

 

 

Śledząc tragikomiczne losy bohaterów, odnoszę wrażenie, że serial ten powstał ku przestrodze, bo z pewnością nie gloryfikuje tego coraz powszechniejszego zjawiska. Poznajemy dwie rozbite rodziny, z których powstała ta nowa, "bonusowa" w składzie: tata i jego biologiczny syn oraz jego nowa partnerka i dwoje jej dzieci. Mamy zatem kochających się bonusowych mamę, tatę i trójkę bonusowych dzieci, dwóch chłopców w tym samym wieku. Krótko mówiąc spory potencjał na wielką, szczęśliwą familię. A do zestawu dochodzą przecież jeszcze były mąż mamy i była żona taty, którzy odkąd zostali porzuceni przez naszych głównych bohaterów, wciąż pozostają samotni. Korzyść taka, że z ich strony odpadają widzom kolejne ewentualne komplikacje w osobach następnych „bonusowych” członków rodzin.

Ale i bez nich dużo się dzieje i nie jest wcale tak harmonijnie i kolorowo jak na patchworku. Po pierwsze bonusowe rodzeństwo nie przepada za sobą, a niesamowicie niesympatyczny i rozwydrzony bonusowy synek szczerze nienawidzi swojego bonusowego taty, choć facet stara się jak może, żeby wzbudzić w nim jakiekolwiek pozytywne uczucia.
Na pomoc matki chłopca nie ma co liczyć, bo czując się winna rozpadowi rodziny, wychowuje go bezstresowo, co oznacza, że po prostu pozwala mu na wszystko i nie stawia mu żadnych wymagań. Do tego dochodzą kiepskie relacje nowej rodziny z biologicznym ojcem dziecka czyli byłym mężem jego mamy. Jego niedojrzale zachowanie stwarza im raz po raz problemy.

Poza głównym wątkiem toczą się losy byłego męża bonusowej mamy i byłej żony bonusowego taty. Tę drugą – tu przyjemna ciekawostka - gra znana Wam być może z prowadzenia zeszłorocznej edycji Konkursu Piosenki Eurowizji Petra Mede, która zebrała w Polsce dużo pochlebnych opinii.

Rodzice w Szwecji po rozstaniu wychowują dzieci na zmianę, zazwyczaj w trybie tygodniowym, czyli tydzień u mamy i tydzień u taty. I choćby z tego względu rola wszystkich członków rodziny jest istotna. Grana przez Mede kobieta to wprawdzie kochająca mama, ale jednocześnie oschła, robiąca karierę pracoholiczka, która nie ma wiele czasu dla swojego dziecka. Natomiast były mąż bonusowej mamy to życiowy nieudacznik, który po rozstaniu wylądował w prowizorycznym pokoju, urządzonym na strychu domu swojej mamy.

Serial pewnie powinni obejrzeć nie tylko tatusiowie, rozważający skok w bok, żeby uświadomić sobie jak poważne mogą być tego konsekwencje. Gwarantuję, że już po jednym odcinku docenią spokój i rutynę swojego prostego życia rodzinnego bez żadnych bonusów. Ale żeby nie wyszło na to, że to jakieś psychologiczne kino rodzinnej grozy. Bo to poza wszystkim jest serial, który ten trudny temat traktuje z dystansem i momentami wręcz rewelacyjnym humorem. Bo to po prostu bardzo dobry serial, który mam nadzieję będziecie mieli szansę w Polsce obejrzeć. Ja go bardzo polecam.  

Bonusfamiljen Trailer from FLX on Vimeo.

 

Codzienne Polecaje znajdziecie w dziale "Polecaj Codzienny"