TVN zapowiedział rychły powrót „Big Brothera”. Mówi się o powrocie po 11 latach, ale przecież w 2007 roku swoją próbę reaktywacji formatu podjęła telewizja TV4. Były to bodaj dwie edycje, obie mało udane i obie bez spektakularnego sukcesu. Nawet na miarę TV 4. Nowy powrót podobno ma być z rozmachem i ma być jednym z mocnych akcentów wzmacniania kanału TVN 7. Czy to się może udać? Czy to ma sens?

Według mnie tak. Może nie tak samo rozumiany jak za czasów premiery w 2001 roku, czyli liczony w grubych milionach oglądalności, ale jestem przekonany, że na dzisiejsze możliwości będzie to sukces. Przynajmniej na początku - trudno na razie powiedzieć w jakiej wróci formie, a dopiero z tą wiedzą będzie można ocenić szanse z większym prawdopodobieństwem - może wywołać zainteresowanie nawet bardzo duże.

W końcu uwzględniając spektrum możliwości jakie format daje producentowi, to jest to stosunkowo tani program. Szczególnie uwzględniwszy potencjał jaki otwiera w internecie. Przez kilka miesięcy producent i nadawca mają prawie nieograniczony dostęp do uczestników, mogą na bieżąco modyfikować formułę, wprowadzać elementy teleturniejów, promować inne formaty całej grupy Discovery itd.

 

Wbrew pozorom nie mając „swojej” wersji „BB” jesteśmy chyba w mniejszości. „BB” lub jego mutacje emitowane są w wielu krajach bez przerwy. Już nie jako lokomotywy ramówek, a raczej ich uzupełnienie, ale ich uczestnicy wciąż budzą wszędzie emocje.

Na świecie edycje są bardzo różne. Od takich, w których życie się po prostu toczy, po takie, w których uczestnikami są pary lub ex-pary. Dochodzi w nich do dramatycznych scen, ostrych bijatyk, bicia kobiet przez kobiety, bicia kobiet przez damskich bokserów, i facetów między sobą. Są wersje skromne i takie, w których oglądać można życie wystawne, na bogato. Jaką drogę wybierze TVN? Zapewne nie będzie to nic wyrafinowanego ani szczególnie kontrowersyjnego. Przynajmniej w części przeznaczonej na antenę TV. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to kolejna próba upokorzenia naszych celebrytów, bo to byłoby żałosne.

U nas taką namiastką formatu jest „Warsaw Shore” w MTV. I przy zdecydowanie mniejszym zasięgu nadawcy i tak świetnie sobie radzi. Również, a może przede wszystkim dzięki internetowi. Na YT kanał „Warsaw Shore” jest bardzo popularny, a uczestnicy są prawdziwymi gwiazdami „internetów”.

To jest też na pewno droga, którą pójdzie TVN, i można się spodziewać, że telewizyjne „wejścia” będą często odsyłały do osobnych kanałów w Playerze, społecznościówkach i może YT. I to - być może na krótko - zadziała.

Podglądanie mamy w naturze. Gdyby było inaczej, to nie instalowalibyśmy w swoich oknach firan, zasłon czy żaluzji. Efektem tego lubienia podglądania są przecież codzienne seriale. Tu będziemy mięli taki serial w wersji live. Oczywiście nie musi to być dobry serial, ale co do telewizyjnej rozrywki nasze oczekiwania są niestety coraz mniejsze. Czyż nie?

Będzie to zatem znakomite wypełnienie ramówki TVN 7, którym „zalepiać” będzie można każdą dziurę. A jeśli uczestnicy będą odpowiedni, to stacja może mieć z nich dodatkową pociechę w przyszłości.

Jest kilka warunków, które są konieczne do spełnienia, żeby kolejna próba powrotu mogła się udać. Przed wszystkim odpowiedni dobór uczestników, wyrazistych i kontrowersyjnych, oraz zapewnienie odpowiedniej dawki emocji. Podejrzewam, że pierwsza po powrocie edycja będzie podobna do pierwszej, czyli bliska oryginału. To - przynajmniej na razie i przy odpowiedniej oprawie - powinno wystarczyć.
Niestety.