Oj coś musiało pójść nie tak. Jeśli za mentorkę i przykład do naśladowania dla Polek TVN wybrał akurat panią Małgorzatę Rozenek, i to ją stawia za wzór, to chyba nadszedł czas żeby wreszcie przyznać, że lepiej to już było. Kiedyś.

Programów o metamorfozach jest w telewizji coś około zyliarda, więc i ten da radę przełknąć, pomyślałem naiwnie zasiadając do projekcji w żeńskim towarzystwie. W żeńskim, bo to do niego jest adresowany program. I w jemu, temu żeńskiemu towarzystwu dedykowanym kanale. W pokoju zapanowała cisza. Tężała z każdą minutą emisji. Jak się okazało, nie była to jednak cisza skupienia i podziwu. Było to osłupienie, zdumienie wprowadzające widzki w bezradny stupor i odciskające bolesne ślady na ich twarzach przerażenie. Aż balonik pękł. Rozległ się gromki śmiech. Głośny, szczery i szyderczy. I pytanie: „Co to k... było?”

 

Myślałem, że będzie to program o spełnianiu marzeń pań pragnących dotknąć spracowaną dłonią tzw. wielkiego świata, co pozwoli im się choć na chwilę poczuć lepiej. Tymczasem nic z tego. To jest program o tym (i TYLKO O TYM) jaka fajna jest pani „Dzidzia Piernik”, jak wielką jest gwiazdą i czego powinnyście jej panie zazdrościć. A wszystko ubrane w poetykę telesprzedażowego spot próbującego Wam wcisnąć zniżkowy talon do drogiego butiku, zestawu kosmetyków i salonu tzw. chirurgii estetycznej. Nie dajcie się na to nabrać drogie panie.

Jak oni to robią
Scenariusz jest mało istotny, ale dla porządku wyjaśnię, że do programu zaproszona zostaje uczestniczka, która patrzy na panią Rozenek z uwielbieniem. Ta okazuje się być równą babką, więc w ramach poprawiania jej jakości życia zabiera ją najpierw do drogiego butiku, potem do kliniki wstrzykiwania substancji pod skórę, a kończy na mocnym makijażu. W tzw. międzyczasie zabiera jeszcze podopieczną na lanserską imprezę. Nie tyle żeby sprawić jej przyjemność, co po to, żeby dać sobie okazję do poinformowania wszystkich zgromadzonych, że właśnie realizuje „swój” nowy program. Uczestniczka chodzi za panią prowadzącą i co jakiś czas wyraża zachwyt. Nadludzki wysiłek pani Małgorzaty nagrodzony jest finałem, w którym uczestniczka z nowym kolorem włosów i w nowej kurtce prezentuje się rodzinie. Ta odnosi się do zmiany z tak oczywistym jak wielkim entuzjazmem wygłaszając formułkę o tym, że teraz, z taką fryzurą i w takiej kurtce, to świat stoi przed nią otworem. My co prawda nie mamy pewności, którym otworem po takiej „terapii” staje to życie przed uczestniczką, ale to przecież już nie jest ważne. Następny proszę!

Najsłabsze jest...
Wszystko tu jest słabe. Od tytułu po napisy końcowe. Te ostatnie nie ze względu na za małą czcionkę, tylko dlatego, że uzmysławiają nam ile osób jest zaangażowanych w tak kiepskie przedsięwzięcie. W oczy i uszy rzuca się brak konkretnej wizji, kretyńskie przesłanie obrażające kobiecą inteligencję, realizacja na poziomie zapomnianym już przez najstarszych youtuberów, i wreszcie natrętny, bezwstydny lans. I jeszcze prezentowanie wypowiedzi, w której mieszkająca w jednym pokoju z dwiema córkami i wnukami uczestniczka wzrusza się ciężkim losem swojej idolki, która „tak dużo przeszła, a jednak...”. I to akurat na tle instagramowych screenow z prezentującą gibkość swego ciała panią Małgorzatą. Rety, jakież to smutne. Żałosne, ale smutne.

Szansa na sukces...
Widzkom ten program nie jest potrzebny do czegokolwiek. Nauka dla pań z kompleksami, z niską samooceną czy zbyt nieśmiałych płynie z niego taka, że jedynym lekarstwem jest wizyta w drogim butiku, uzależnienie się od chirurgii „upiększającej” i mocny makijaż. Jeśli jakaś pani szuka metamorfozowej inspiracji, to ma przecież programy prowadzone przez Maję Sablewką, w których są emocje i zainteresowanie uczestniczką. Nie sądzę więc, żeby szalone tłumy kobiet chciały co tydzień dowiadywać się od pani Rozenek w czym są od niej gorsze. A właściwie mam taką nadzieję, że nie.

I jeszcze na koniec...
Nasunęła mi się jeszcze refleksja ogólniejszej natury. Kiedy zerkam w ramówki dedykowanych kobietom kanałów telewizyjnych, i kiedy przypomnę sobie, że kierują nimi kobiety, i to kobiety decydują o tym co trafia na antenę, to na moment przestaję być feministą. Bo jeśli to kobiety z takim zapałem utrwalają koszmarne stereotypy, lansują koszmarne wzorce dla innych kobiet, to przecież ręce opadają. W dodatku realizują taki plan w telewizji będącej częścią lubiącego chwalić się swoją postępowością TVN-u. Tu kobieta to moda, chirurgia estetyczna, makijaże, posiłki, gadżety i plotki. Plus trochę zdrowia i dzieci. Koniec. Próżno w ramówce szukać kultury, dyskusji o miejscu kobiet w świecie, wspierania ich niezależności, czy wzmacniania ich głosu. Nie ma nawet pomysłu na program w rodzaju „Bądź jak Olga Tokarczuk”. Tu wzorem jest Małgorzata Rozenek. No tak, bo lepiej to już było. Kiedyś.
(onet.pl 16.09.2018)