Po obejrzeniu trzech odcinków nadal nie rozumiem dlaczego, albo dla kogo to ma być „ostatnia szansa”? U uczestników nie zauważyłem żadnych oznak desperacji. Może zatem – to chyba jedyne logiczne wyjaśnienie – jest to ostatnia szansa dla pani prowadzącej, co? Może tytuł szefowie nadali taki, żeby jej przypominać, że jak teraz jej się nie uda, to roboty będzie sobie musiała poszukać w innym miejscu? Inaczej ten tytuł się w tym programie nie ma sensu. A zatem spokojnie pani Malwino. Dała pani radę.

Dzisiaj o programie TTV „Ostatnia szansa”. Pomysł nie jest nowy, ale coraz trudniej o coś czego już nie było. Chodzi w nim o podratowanie wizerunku panów, którzy zgłosili się, lub zostali zgłoszeni do programu. Panowie mają kłopot z tym, że się zapuścili albo nie mają na siebie pomysłu, i wyglądają tak, że sobie lub bliskim się nie podobają. Żeby ich naprawić, pod but bierze ich pani Malwina Wędzikowska i dobiera im odpowiednią wg niej odzież, wysyła do fryzjera po nową koafiurę i zapewnia inne wizerunkowe detale. Procedura znana więc z licznych „metamorfozowych” programów dla kobiet. Z tym jednak, że tu po pierwsze panów do ulepszenia jest dwóch. A po drugie jest na wesoło i w swobodnej atmosferze, bez wyciskania łez i grzebania się w traumach z dzieciństwa, na które jedynym lekarstwem są nowe skarpety. Przynajmniej na razie. A wszystko po to, żeby panom żyło się lepiej, pani Malwina była bardziej popularna, a stacja mogła się bogacić. No i jak? Dali radę?

 


JAK ONI TO ROBIĄ
Dla mnie „Ostatnia szansa” to program głównie o pani Malwinie, oraz o tym, że po przebraniu i uczesaniu facet będzie przebrany i uczesany. Szału więc być nie może, ale okazało się, że może być po prostu przyjemnie. I jest. Produkcja nie robi wrażenia drogiej, ale utrzymana jest w dobrym tempie, a metamorfozy przeprowadzane są bez ciśnienia i sprawnie. I chyba fachowo, ale jestem ostatnią osobą, która może wypowiadać się w tej kwestii. Od niepamiętnych czasów – i obejrzenie trzech odcinków programu nie zmieniło tego ani na jotę - pasuje mi wszystko, o ile jest zielone. I chyba już tak zostanie. W każdym razie pani Malwinie udaje się sprawić, że panowie po zerknięciu w lustro, mówią, że im się podoba co widzą. Ogląda się.
Chociaż po czołówce spodziewałbym się zupełnie innego programu. Czołówka owszem, ładna i na pewno za dobre pieniądze, ale za to nijak ma się do samego programu. Oczywiście poza panią Malwiną. Bardziej niż na zapowiedź programu o męskich metamorfozach, przypomina reklamę figlarnego serwisu randkowego, lub zmysłową reklamę produktu pewnej znanej firmy dbającej o różne nasze przyjemności. I żeby nie było, ja nie mam nic przeciw tej czołówce, dziwię się tylko, że akurat do tego jest programu. 

NAJLEPSZE
Najlepsze w tym programie jest to, że chyba udało się znaleźć formułę, z którą można wreszcie trafić nie do mężczyzn zamierzających spędzać godziny w garderobie i przed lustrem, ale do takich, którzy po prostu chcą wyglądać schludnie, chcą podobać się sobie i ludziom, ale nie wiedzą czego im brakuje. Może ten program skłoni ich nawet do jakiegoś ubraniowego eksperymentu. Nie po to, żeby zaspakajać własną próżność, ale po prostu dać się poznać światu z innej strony, przełamać własne stereotypy i obawy. I to jest fajne. I to może być argumentem na długą przyszłość programu. A nawet nim jest.

SZANSA NA SUKCES
Jestem spokojny o to, że format się przyjmie. Nie tylko dlatego, że jest w tym pięknym kraju wielu panów, których można by przebrać z korzyścią dla nich i dla świata. Głównie chyba dlatego, że dzięki niemu i formule jaka została przyjęta żona, narzeczona, dziewczyna czy chłopak, śmiało mogą namawiać swojego faceta do wspólnego obejrzenia bez obaw, że ich ofuknie. A potem mogą swobodnymi komentarzami delikatnie zwrócić mu uwagę, że też mógłby coś zmienić w swoim braku stylu. Są więc duże szanse na sukces i spory jest potencjał. Świadczy o tym i to, że pierwszy odcinek oglądało 191 tys widzów, a tydzień później było ich już 252 tysięcy. A to znaczy, że musiał po pierwszym odcinku rozejść się sygnał, że warto go zobaczyć. Jedno jest pewne, krzywdy nikomu nie zrobi.

(tekst ukazał się w .onet)