Skoro poważny dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem i zawodowymi nagrodami, od lat prowadzący najważniejsze publicystyczne i informacyjne programy w rozmowie z branżowym magazynem Press przyznaje, że niespotykanymi w naszych mediach nowościami jakie ma zamiar wprowadzić w swoich programach w Polsacie mają być:
a) brak czarnej listy polityków
b) brak indeksów
c) każdy będzie tak samo potraktowany
to wypada potraktować to bardzo poważnie, i nad jego słowami pochylić się z uwagą. 
Bo to nie jest tylko przyznanie wprost, że media nie są kryształowe. Gorsze jest to, że pan redaktor przyznaje niniejszym, że przez lata z pełną świadomością przykładał do tego rękę i chyba było mu z tym nieźle, skoro trwało to tyle lat.
I nie chcę przez to powiedzieć, że sam się postawił w jednym szeregu z pożal się boże redaktorem Ziemcem, bo to jest poziom obłudy i cynizmu poza zasięgiem, ale coś tu jednak jest bardzo nie tak.

  
 

Dla przypomnienia, pan Bogdan Rymanowski dziennikarzem jest doświadczonym. Siedemnaście lat w TVN i TVN24, prowadzenie ważnego programu publicystycznego w TVP, szefostwo programu informacyjnego jaki próbował utrzymać TV Puls. Do tego radio Kraków i Radio RMF oraz masa nagród, w tym „Dziennikarz Roku 2008” magazynu Press.

Jeśli jednak tym razem, odpowiadając na pytanie wykazał brakiem czujności, to jego wywiadowca błysnął w rozmowie brakiem dociekliwości. Przecież po takiej odpowiedzi pana redaktora, w głowie aż krzyczy i z ust wyrywa się pytanie: czy to znaczy, że w TVN i wszystkich innych mediach, w których pan pracował były takie listy, do których musiał się pan stosować realizując swoje programy? Dlaczego pan nie reagował?
Niestety wywiadowca nie zadał takiego pytania, więc się czytelnicy nie dowiedzą, i nie zobaczą ewentualnego zmieszania szanowanego pana redaktora.

Nie jestem pierwszym lepszym naiwniakiem, więc wiem, że w każdej redakcji są różne niepisane zasady i ludzie mniej lub bardziej lubiani. Dziennikarski obiektywizm wg mnie polega nie na tym, że się wszystkich jednakowo lubi albo jednakowo nie lubi. Polega na tym, że nielubianego, jeśli zrobi coś dobrego można pochwalić, a lubianego za błędy, złe decyzje czy niegodziwość wskazać palcem i rzecz nazwać po imieniu.

Osobiste sympatie po prostu nie powinny przekładać się na zwyczajną uczciwość. Ważne jest też to, żeby widzowie, słuchacze czy czytelnicy o sympatiach czy antypatiach dziennikarza wiedzieli, a nie musieli się jej domyślać.

Ale na razie pozostaje pytanie, czy przez lata z pełną świadomością przykładał się pan Rymanowski rękę tych „czarnych list” i dlaczego, skoro był świadkiem takich rzeczy, nie reagował? 

Screen ze strony PRESS