Kilka jest świątecznych telewizyjnych mitów. Na przykład ten, że "Kevin" to od zawsze nasz świąteczny przebój. Inny to taki, że coroczne defilady powtórek są organizowane na złość widzów, i że telewizyjna ludzkość czeka na premiery. Po pierwsze "Kevin" był przebojem noworocznym częściej, a po drugie, wszyscy w święta wolimy to co znamy. Bo? 

Kilka lat temu, Polsat ogłosił, że w święta nie będzie „Kevina”. W internecie zawrzało, i rozegrała się zwycięska batalia o małego łobuziaka, który został sam w domu na święta. Po wielkiej akcji z użyciem apeli, listów i zamieszanie na wszelkich możliwych forach, Polsat dopisał go do ramówki. Podejrzewałem wtedy, i nadal uważam, że była to tylko sprytna akcja promocyjna. Ale faktem jest, że od tej pory regularnie w święta się pojawia.

Ówczesne zamieszanie wzięło się stąd, że od czasu, gdy opad śniegu zimą nie jest już taki oczywisty, "Kevin sam w domu" trochę niezasłużenie pełni rolę pierwszej gwiazdki zwiastującej rychłe pojawienie się Mikołaja i prezentów. Słowem, święta.

 

W obiegowej opinii jest bowiem ów Kevin tradycyjnym gościem przy polskim wigilijnym stole. Słusznie? A przecież do czasu, gdy widzowie zorganizowali akcję na rzecz tej zacnej, acz głupawej komedii, tak naprawdę częściej niż w święta pojawiał się w ich okolicach. Czasem był to sylwester, Nowy Rok albo tydzień czy dwa przed świętami.

 

W roku 2000, kiedy Polsat wyemitował go w sylwestra, obejrzało go blisko dziewięć milionów widzów. A i tak wszyscy są dziś przekonani, że to były święta.

Całe to ówczesne poruszenie związane z Kevinem przypomniało mi stary dowcip, w którym rodzina bardzo biadała, że pewien siedmiolatek od urodzenia nie powiedział jeszcze słowa. Czas by mu już do szkoły, specjaliści nie znajdują w nim usterek, a on milczy. Siadają pewnego dnia do rodzinnego obiadu, stół zastawiony, wszyscy na miejscach, a młodzieniec ni stąd, ni zowąd pyta: "Gdzie kompot?". Łyżki powypadały rodzinie z rąk, szczęki opadły, uderzając w blat stołu, matka biegnie do synka i pyta... - Kochanie, dlaczego do tej pory się nie odzywałeś? - Bo zawsze był kompot - odpowiada młodzieniec.

Kevin od kompotu jest lepszy, bo nawet nie musiał być tak często, żeby nas do siebie przyzwyczaić.

Ale inną okołotelewizyjną tradycją świąteczną jest gremialne narzekanie na to, że nic, tylko powtórki i powtórki. No, i co z tego? Otóż lata temu redaktor zlecił mi wyjaśnienie tej sprawy. Tekst miał być – w założeniu – bojowy, niemal interwencyjny, i przekonujący polskie telewizje, że tak być nie może, albowiem naród według redaktora domagał się niemal wyłącznie premier. Ruszyłem dzielnie do walki o wierszówkę i spotkałem się z kilkoma osobami odpowiedzialnymi za układanie ramówek i zagłębiłem się w analizach świątecznych oglądalności z kilku lat. I musiałem rozczarować redaktora, bo zamiast tekstu o tym jak to złe telewizje odcinają spragniony premier naród od dopływu świeżych treści na święta, wyszedł tekst o tym, że świąteczny naród telewizyjny spragniony jest, ale nie premier, tylko bezpiecznych powtórek, a telewizje chętnie by premiery wrzucały w ramówki, gdyby każda z nich nie przegrywała z różnymi zgranymi bardzo „christmasami”, czy nawet z jakimś przedstawicielem kina (s)kopanego. TVP zachęcona kiedyś takimi utyskiwaniami ważnych ludzi, spróbowała z premierami. I potem żałowała i musiała finansowo nadrabiać. 

Każdy film jest dla telewizji rodzajem inwestycji. Dokładnie tym samym co pomidor dla straganiarza na przykład. Chodzi o to, żeby go kupić taniej, i sprzedać drożej. A drożej, to znaczy, że musi go oglądać jak najwięcej par oczu, bo każda przekłada się na konkretny grosz. Skoro więc ludność nadwiślańska woli oglądać to co już zna, a to co zna i chce oglądać jest w dodatku tańsze, to nie ma najmniejszego powodu, żeby telewizja wrzucała w ramówkę coś droższego, na co naród nie czeka. Proste? Proste. Premiery pozostaną w tym okresie domeną telewizji Premium. W tym roku takie przygotowały np.: Canal+ („Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1” w piątek o godz. 21:00, i w sobotę „Noc w muzeum: Tajemnica grobowca” o godz. 17:20 i „Kingsman: Tajne służby” o godz. 21:00), Ale kino+ (miniserial „Arthur i Georg” od piątku do soboty o godz. 19:00, Cinemax („Morze czarne” w sobotę o godz. 20:00). W telewizjach otwartych premierowe będą odcinki okolicznościowe telenowel i kolędowanie i Prezydenta.

Żeby było jasne, w ubiegłym roku też, po fali krytyki, że znowu same powtórki, najpopularniejszy był „Kevin”, „Pretty Woman” i kilka podobnych. Do tej stawki dołączył nasz rodzimy „christmas”, czyli „Listy do M.”. W tym roku też wylądują na podium.

Ciekawe tylko czy już przyszła kolej na zmianę lidera, czyli czy polski christmas już jest popularniejszy. Obaj zawodnicy, czyli pojedynek między „Kevin sam w domu” (Polsat) i „Listy do M.” (TVN 7) o godz. 20:00 w Wigilię.