Tak to jest, jak chęć skomentowania, bycia pierwszym nie pozwala na pogłębienie wiedzy, na refleksję czy poszukanie odpowiednich źródeł aby potwierdzić to czy tamto. W tej sprawie prawie nic nie jest takie, jakie poznajecie dzięki mediom. Szkoda, że polskie media nie poświęciły tej wiadomości tyle uwagi, ile wcześniejszym sensacjom. 

Przepraszam, ale znów będzie o Eurowizji, która przecież już w naszym kraju w ubiegłym roku „wygrała internety” w wyszukiwarce google, a teraz przez moment prowadziła także w trendach na twiterze. Wszystko dzięki rzekomemu wykluczeniu – wyrzuceniu TVP (w zależności od tytułów prasowych) przez Europejską Unię Nadawców z konkursu piosenki w reakcji za ustawowe zmiany w mediach publicznych.

O tym, że może powstać zamieszanie związane z udziałem TVP w Konkursie Piosenki Eurowizji wiedziałem odkąd pojawiła się już sama kandydatura Jacka Kurskiego na szefa telewizji. W 2014 roku, w typowy dla siebie sposób, komentował przecież zwycięstwo Conchity Wurst. Z kolei, w związku z prowadzoną wówczas kampanią europejską, jego "Solidarna Polska" napisała nawet list do EBU w sprawie zmiany regulaminu imprezy. Styl "dobrej zmiany" w mediach publicznych w naszym kraju nie podobał się zaś EBU, która z obowiązku zajmuje się zachowaniem niezależności mediów, wolności słowa i pluralizmu w mediach publicznych w podległej jej strefie geograficznej. Władze tej zacnej instytucji, która skupia dziś aż 76. nadawców publicznych z 56. krajów, kilka razy zwracały ostatnio uwagę na konkretne kwestie w tej sprawie. 

 

Ostatni problem pojawił się wtedy, gdy zmianami na polskim rynku medialnym zajęły się plotkarskie portale eurowizyjne w Europie, a na nie powoływały się choćby tak znane tytuły jak np. "Washington Post”. Z kolei "Financial Times", przytaczając dłuższą wypowiedź Belga Jean-Paula Philippota, który jest prezesem EBU, znacznie podgrzał atmosferę tytułując swój tekst: "Spór o ustawę medialną zagraża miejscu Polski w Eurowizji".

Brukselki portal "Politico" oraz wszystkie główne polskie media i portale informacyjne, abstrahując od sensu tej wypowiedzi, nadały sprawie zupełnie nowy, sensacyjny bieg podając informację o groźbie wobec Polski związaną z absencją w najstarszym telewizyjnym konkursie muzycznym na świecie. Prowadzący "Wstajesz i Wiesz" w TVN24 do grona uczestników Konkursu przyłączył nawet Kazachstan - jako przykład problematycznego członka, co niewątpliwie spodobałoby się władzom tego kraju. To wszystko spowodowało jednak przegrzanie mojej komórki oraz znacznie większą od przeciętnej ilości otrzymanych e-maili. Znajomi pytali: Czy to prawda? Czy nas wyrzucili? Z przerażaniem czytałem też komentarze wszystkowiedzących internautów, którzy nagle stali się ekspertami m.in. od konkursów muzycznych - mimo rzekomo nikłego zainteresowania i słabej jakości Eurowizji.

Opisuję to wszystko, bo na przykładzie bliskiej mi Eurowizji, którą widziałem na własne oczy kilkanaście razy kolejny raz dostrzegam ograniczenia merytoryczne i językowe ludzi funkcjonujących w mediach, którzy w połączeniu z narzuconą sensacyjnością tematu, potrafią uczynić dobrej sprawie sporo krzywdy podnosząc zarazem ciśnienie czytelnikom, słuchaczom, telewidzom. Fani Eurowizji z przerażeniem przecierali więc oczy jak polityka brutalnie odnosi się z rozrywką, a "patrioci" wylewali wiadra pomyj na kolejną europejską instytucję, która "wtrąca nos w nieswoje sprawy". O frustratach i hejterach już nie wspominam.

Tymczasem. Sam Jean-Paul Philippot nie powiedział niczego odkrywczego. EBU monitoruje sytuację w Polsce, gdzie - jak zaznaczył - występują silni nadawcy publiczni i dopiero jeśli dojdzie do złamania statutu organizacji przez TVP i Polskie Radio, pojawi się problem. Nadawca ostatecznie może w takiej sytuacji zostać nawet pozbawiony statusu członka, a co się z tym także wiąże, nie mógłby brać udziału w najbardziej znanej imprezie EBU, czyli w Konkursie Piosenki Eurowizji. Sam Financial Times dodał, że ta obawa dotyczy przyszłości i podkreśla, że EBU, choć krytyczna wobec sytuacji wokół mediów publicznych w naszym kraju, nie rozważa konkretnych kroków przeciwko polskim nadawcom.

Statut EBU dokładniej niż Unia Europejska określa procedurę zawieszania, czy usuwania członków oraz innych sankcji. Wywód był czysto hipotetyczny, któremu nie należało dodawać zbyt nadmiernego znaczenia. EBU jest organizacją, która szuka porozumienia, dialogu, promuje różne wartości, a nie dzieli. Niech za przykład posłuży fakt, że w Eurowizji są nadawcy z takich krajów, jak Rosja, Białoruś, czy Azerbejdżan, gdzie trudno mówić o niezależności mediów i pluralizmie. Ponadto sam Konkurs Piosenki Eurowizji rządzi się swoimi regułami, z których wynika, że wycofanie po pewnym terminie wiąże się z zobowiązaniami finansowymi i wizerunkowymi, które nie byłyby korzystne dla obu stron.

Mimo wszystko Eurowizję oglądało też ostatnio blisko 200 milionów telewidzów, a muzycznie poprawia swoją kondycję z roku na rok. To jest zabawa, która ma łączyć, szukać przebojów, albo nowych trendów, wskazywać na narodowe gwiazdy, uznane talenty, albo młodych twórców. W wielu krajach udział w tej imprezie to największa nobilitacja i warto o tym pamiętać, bo nie żyjemy w jakimś oderwaniu od siebie.

Pojawia się oczywiście pytanie, czy nowe władze TVP będą kontynuować zaawansowane przygotowania poprzedników do tegorocznego Konkursu, czy też zaproponują "dobrą zmianę" także w tym obszarze? Dobra zmiana w przypadku udziału Polski w Eurowizji musiałaby oznaczać coś znacznie więcej niż awans do finału i zajęcie w nim miejsca w środku stawki.

Kilka godzin po powstaniu zamieszania w polskiej sieci, EBU zareagowała na swoich społecznościowych kontach bardzo dla mnie oczywistym komunikatem:

"przeciwnie do ostatnich doniesień medialnych, EBU nie rozważa wydalenia polskich członków TVP i Polskiego Radia, a ich miejsce w tegorocznym Konkursie Piosenki Eurowizji jest bezpieczne. EBU jest jednak bardzo zaniepokojona nową ustawą medialną w Polsce i będzie kontynuowała kampanię na rzecz ochrony pluralizmu i wolności mediów w kraju".

Szkoda, że polskie media nie poświęciły tej wiadomości tyle uwagi, ile wcześniejszym sensacjom.

Szymon Stellmaszyk – RadioNewsletter.pl