Kiedy zapowiadałem tegoroczną Szopkę Marcina Wolskiego w TVP, wyraziłem wątpliwość, czy aby będzie to dobre widowisko. Ale wyraziłem też nadzieję, że być może pan Marcin Wolski jakoś tak na chwilę chociaż spróbuje wyjąć język z prezesowskiego tyłka i zrobi coś, co nie skończy się na prostym dodaniu rymów do tekstów z Dziennika Telewizyjnego "Wiadomości" i wzbogaceniem ich o kilka inwektyw, czy skojarzeń. Nie wyjął, i nie zrobił. Przeciwnie. Jest głębiej. A za sobą pociągnął kolejnych, aktorów, którzy – mam szczerą i wielką nadzieję – będą mieli po udziale w tym przedsięwzięciu takiego kaca, że będą musieli wydać całą gażę na „tabletki z krzyżykiem”. 

 

Napisałem o tyłku prezesa, ale on, Marcin Wolski dokonał tak sprytnego zabiegu, że udało mu się umieścić język jednocześnie w tyłkach dwóch. Zaczął od prezesa Jacka Kurskiego, któremu pokłonił się rymem dziękując za szansę stworzenia tego paszkwilu. A potem wraz z koleżeństwem aktorstwem robili już dobrze po kolei wszystkim swoim panom (i pani). I robili wszystko, żeby wyglądało na to, że im w tej pozycji dobrze. A może im dobrze po prostu. Lubią tak.

Skoro oni poszli w to z taką bezczelnością i przytupem szczerej rewolucyjnej miłości do swojego bożka, to ja też nie czuję się w obowiązku szukania różnych eufemizmów na to czego byłem świadkiem.
Ja pier...ę! Ta „Szopka w muzeum” to przecież był jakiś cholerny dramat jest. Rymowany Dziennik Telewizyjny „Wiadomości”, tylko podkręcony jeszcze. To język i symbole żywcem wyjęte z akademii czasów głębokiej, walczącej o swoiście pojęte dobro ludzkości komuny.

Zupełnie jak wtedy, kiedy Pietrzak śpiewał w 1968 roku o wrażych siłach i pofajdanych emigrantach na popaprany Zachód, którzy uciekają z naszego pięknego socjalistycznego kraju, żeby tam szlifować bruki i szorować gary omamieni iluzją panującego tam dobrobytu.

U Wolskiego są zaprzańcy, sprzedawczyki, jest prezes Rzepliński z ch...m zamiast ręki (który oczywiście „staje”), i smutni przegrani odessani od żłobów sprzedawczycy. Jest Wałęsa-Bolek („A wąsaty Bolek z teczki, chce pałować robotników”), Komorowski otoczył się bezpieką, Tusk niczym zając czmychnął do Brukseli „licząc trochę, że go ludzie nie spytają o smoleńską katastrofę”), Niesiołowski chętnie przywróci Lenina, Michnik „mąci w głowach w swym dzienniku”. Dostało się również Monice Olejnik i panom Kraśce i Lisowi. Zresztą nie tylko im.

Ależ oni nam w głowach chcieli zrobić zamęt - mówi Zelnik przebrany za księdza dobrodzieja. - W dodatku za płacony przez nas abonament - dodaje nieznana mi z twarzy aktorka podobna na szczęście do nikogo.

A w kontrze, zawsze w kontrze, są dzielni wojownicy dobrej zmiany, sukcesu i przyjaciele ludu. I to w takiej formie i treści, że jeśli prezes Kaczyński ma chociaż odrobinę trzeźwości w sobie, to poczuł się przynajmniej nieswojo. Prezydent zresztą też. Ale, na co ja liczę?!

Oczywiście jest również fragment o dziennikarzach wyklętych. Ot, choćby o Janie Pospieszalskim, któremu poprzednia władza miała zamknąć usta i zakazała go. Oczywiście to brednia na resorach, bo pan Pospieszalski szczęśliwie swój program w TVP rządzonej z nadania PO przez Brauna miał i krytykował w nim władzę ile wlezie. Ale czy to ważne? Czy to coś zmienia? Trzy razy się powie, to naród będzie wiedział, że Pospieszalski był wyklęty.

Ale, żeby nie było, że dostało się wyłącznie dzisiejszej opozycji. Przecież wiadomo, że pan Wolski potrafi i w stronę władzy skierować ostrze swej krytyki, jak prawdziwy niezłomniak, trzeźwy obserwator i kronikarz naszych czasów. Jest więc i element krytyki dzisiejszej władzy. Wyrafinowany rzecz jasna, ale mocny i bezwzględny. Oto on:
Może pora zakłócić ten obrazek fajny
Nie wszystko się udaje tej władzy, przyznajmy
Są kłopoty kadrowe i wpadki. Mój boże,
Prezes, choć niezrównany, wszędzie być nie może.

No, powiem Wam, że zadrżałem o przyszłość imć Wolskiego. Mocne, prawda? 

I powiem Wam jeszcze o czymś. O ile Marcin Wolski mnie nie zaskoczył, o tyle udział w tym przedsięwzięciu aktorów już tak. Przecież nawet jak się jest stronnikiem „dobrej zmiany”, nie trzeba być skurwielem. Znam wielu, z którymi się o wiele rzeczy sprzeczam, przekonujemy się, a nawet czasami na chwilę obrazimy na siebie. Ale zawsze mamy do siebie szacunek.

A tu, wśród wykonawców np. młodziutka jeszcze pani Katarzyna Sawczuk, która z taką radością i swadą wyzywa byłego prezydenta i innych. Patrzyłem na to, i było mi smutno. Reszta tej obsady wstydu? Proszę bardzo: Jacek Borkowski, Jerzy Zelnik, Aleksandra Ciejek-Ziemkiewicz, , Aldona Struzik, Tadeusz Chudecki, Jan Kulczycki, Zbigniew Lesień, Mariusz Odwarzny, Marta Jaoko, i Andrzej Rosiewicz. Wszyscy oni powinni mieć koszmarnego kaca.

Ależ to było kur...a obrzydliwe.
Włącznie z cynicznym koncyliacyjnym finałem, w którym po serii wcześniejszych wyzwisk wyrażona jest nadzieja, że się dogadamy, a zatroskany samozwańczy „Stańczyk” Wolski całość puentuje i (na szczęście) znika.

Oni naprawdę już nie mają odwrotu i to wiedzą. Będą szli w zaparte i bez oglądania się na niuanse, na innych. Do przodu, bez hamulców i bez jeńców.
I tylko możemy żałować, że nie ma w tym naszym kraju poważnej opozycji. Na tyle poważnej, że byłby jakiś cień szansy, że w dającym się wyobrazić czasie mogłaby z PiSem wygrać.


Jeśli nie możecie w to uwierzyć, to "Szopkę w muzeum" możecie obejrzeć na VOD TVP
Albo w telewizji 
1.01 godz. 12:50 TVP 1 i 14:20 TVP Polonia
8.01 godz. 13:45 TVP Rozrywka

 


PS. przepraszam za te "wyrazy", ale czasami nie da się inaczej.