KUPCIE ODE MNIE TO CO SPRZEDAJĘ!!! FARBY, POŃCZOCHY LUB PACZKĘ FAJEK!!!
KUPCIE COKOLWIEK A POTEM COŚ JESZCZE! MOŻE PÓŁ LITRA BY BYŁO ŚMIESZNIEJ!!!
CHODŹCIE LUDZISKA, PANOWIE, PANIE!!! odejdź gówniarzu, bo w łeb dostaniesz
U MNIE WARZYWA, U MNIE SŁODYCZE!!! TU JAJA KURZE JAK JAJA INDYCZE!!!
TU ZIELENINA ZIELONA JAK ZIELEŃ!!! I NÓŻ WYJĘTY Z CIAŁA JEST W CIELE!!!
PADLINA DLA PSA I SMYCZ DLA DZIECKA!!! ZNAJDZIE SIĘ GRANAT!!! JEST I ZAWLECZKA!

Kiedy pisałem ten fragment w swojej tak bardzo nie wydanej jak znakomitej powieści, nie spodziewałem się, że przyda mi się do słownej ilustracji tekstu dotyczącego telewizji. O nie. A jednak. Bo oto teraz...

 

Bo oto dzisiaj miejsce takich straganowych szołmenów i szołmenek zajęły telesprzedażowe spektakle. To do teleshopingu swoje siedziby przeniosły charakterystyczne dla targowisk i bazarów sklepy oferujące miód, mydło i powidło. Tyle, że mniej w tym wdzięku niestety. I niebawem otworzy się kolejny całodobowy telesklep. Więc warto wrócić do słów i myśli, które kiedyś już wypowiedziałem. Niebawem przecież nowy otwiera się telewizyjny sklep.

 

Zabawne straganowe wyliczanki zastąpiła tak zwana "rzeczowa analiza oferowanego produktu połączona ze wszechstronną prezentacją jego niewątpliwych zalet". A niezależnie od tego czy jest to zwykła piłka do metalu czy... atomowy zegarek, zalet ma tyle, że wymieniać można je przez co najmniej pół godziny. Zresztą używanie słowa "zwykły" w odniesieniu do produktów telesklepu jest niegrzeczne. Tu przecież wszystko jest wyjątkowe i niesamowite. Są to też rzeczy, które sprzedać w inny sposób jest rzeczą niemożliwą. W telesklepie doznajemy olśnienia. Jak ja mogłem bez tego żyć? To fantastyczne!

Dzięki teleshopingowi nie potrzebujemy siłowni ani "godzin ciężkich ćwiczeń", żeby osiągnąć legendarną sprawność Chucka Norrisa, ani uczyć się gotować, żeby umieć gotować itd. Wszystko jest proste w obsłudze, potrzebne i w "rewelacyjnie niskiej cenie". A w zestawie otrzymujemy równie potrzebne jak telewizorek w kształcie piłki futbolowej dodatki.

Wspólną cechą sprzedażowych programów jest udział gwiazd. Na Zachodzie, są to zwykle gwiazdy nieco już wyblakłe, które wypadły z pierwszego obiegu. U nas sprawa wygląda inaczej. Jako prezenterów różnych wynalazków można zobaczyć aktorów pierwszego, wydawałoby się, garnituru. Sporo rzeczy sprzedała pani Joanna Bartel czyli Andzia ze "Świętej wojny", śp. pan Glinka sprzedawał niezniszczalną klawiaturę do komputera, a pan Piotr "Bulioner" Skarga zachwalał kosmodysk, czyli antidotum na wszystko. Pani Krystyna Tkacz ze zdumieniem odkrywa zalety suszarki do grzybów i innych przysmaków. Uczucie lekkiego zawodu poczułem natomiast kiedy jeden z bardziej szanowanych przeze mnie kiedyś autorów Jan Jakub Należyty zaczął do spółki z panią doktor, której nazwiska nie pamiętam, sprzedawać "złoto faraonów" czyli środek na długie i zdrowe życie. No cóż. Do legendy przeszły już telewizyjne wystąpienia Andrzeja Szarmacha i Grzegorza Laty, sprzedających biało-czerwone telewizorki w kształcie futbolówek.

Dorobiliśmy się już swoich fachowców od przekonywania nas do produktów. Jednym z nich jest Roch Siemionowski. Można nie kojarzyć jego twarzy, bo nie zagrał wielu znaczących ról na ekranie, ale głosu nie sposób pomylić. To on właśnie z entuzjazmem radiowego sprawozdawcy sportowego przybliża nam błyskawiczny proces wypacania tłuszczu w podręcznej saunie czy budowania kondycji w przenośnej siłowni mieszczącej się w saszetce. Jemu najbliżej do kultowych, bazarowych sprzedawców sprzed lat.

Na razie mamy jeden sklep otwarty całą dobę, Mango 24. A może zresztą jest ich już więcej? Ale to nie ten kanał czy kanały odwiedza najwięcej zainteresowanych zakupem klientów. Krótsze czy dłuższe wejścia telesklepów są rozsiane i ustawione po różnych kanałach tak, że umiejętnie używając pilota, możemy z nich nie wychodzić. Najlwiększą widownię mają wciąż sklepowe wejścia w telewizjach ogólnotematycznych, które wypełniają nimi braki w swoich codziennych ramówkach. 

Z badań wynika, że bardzo statystyczny widz telezakupów jest najczęściej kobietą po sześćdziesiątce, słabo wykształconą i mieszkającą albo w bardzo małym albo wielkim mieście. Z tym, że przewaga kobiet nad mężczyznami nie jest wielka. Stąd pewnie spore powodzenie sklepu z militariami.

Telewizyjne sklepy "występują" też w filmach czy serialach. Wystarczy pokazać po prostu, że bohater zaczyna oglądać telezakupy zamiast wyjaśniać, że jest w depresji. Jeśli zaczyna coś kupować, trzeba wezwać lekarza. Mimo wszystko sklepy mają się dobrze. Może dlatego, że jest to uczciwsze postawienie sprawy niż w programach, które udając "coś lepszego" sprzedają nam produkty swego sponsora jak choćby wszyscy znani mi telewizyjni kuchmistrze. To też telesprzedaż, tyle że spod lady.