A jednak miałem rację. I nie ma co się oszukiwać. Jest to przyjemne. Okazało się, że Tomasz Lis, już 29 lutego zadebiutuje w nowym programie, ale tym razem będzie to telewizja internetowa. Jego wybór - dość oczywisty z racji powiązań biznesowych - padł na Onet. Jeszcze przed świętami w tekście "Tomasz Lis wSieci może wygrać wszystko. To jest jego czas" pisałem o możliwych scenariuszach jego dalszej kariery. Zawsze lepiej jest mieć rację niż jej nie mieć, więc cieszę się, że nie zawiodła mnie ani intuicja, ani znajomość rynku. Chociaż kilka kwestii pozostaje jeszcze otwartych. 

Cytowanie siebie nie jest może najbardziej elegancką dziennikarską formą, ale skoro miałem rację, wydaje się to być jak najbardziej uprawnione. A tuż po tym, kiedy prezes Daszczyński nie przedłużył umowy z Tomaszem Lisem, analizując kolejne możliwości pana redaktora i jego ewentualną przyszłość, znalazłem ją właśnie w internecie. I przyznam, że tak jak wtedy, tak samo teraz mam nadzieję, że dzięki temu, że do internetu przejdzie pan Lis ze swoim politycznym show, będzie to wielka korzyść. Obiektywnie, niezależnie od tego jak bardzo można go lubić lub nie lubić, szanować i nie szanować, to będzie to kolejny krok do profesjonalizacji internetowych treści. 

A teraz czas na cytaty:

Nieprzedłużenie przez TVP umowy na program „Tomasz Lis na żywo”, to najlepsze co się w tej chwili mogło przydarzyć redaktorowi Lisowi. W sensie zawodowym, oczywiście. (...) W zaistniałej sytuacji będzie mógł z TVP odejść w butach „pierwszego niepokornego” albo „obrońcy, strażnika zdrowego rozsądku”. I nie ma w tym co piszę ironii. 

Bo to jest ten czas, kiedy może zrealizować swój niegdysiejszy plan, i produkować cykliczny, wypasiony realizacyjnie program „Tomasz Lis na żywo” do sieci. I tym razem będzie to wielki sieciowy przebój, i pierwszy taki cykliczny program, który ma szansę dobrze zrobić nie tylko panu Tomkowi, ale również całym polskim internetom. Ja proponuję utrzymanie cyklu tygodniowego (chociaż internetowa dystrybucja pozwala na bardziej elastyczne podejście do ewentualnych wydań specjalnych) plus codzienne krótkie komentarze wideo podsumowujące polityczny dzień. A tytuł "Tomasz Lis wSieci", zagrałby na nosie kilku osobom, prawda?

Nie przepadam za jego formą prowadzenia rozmowy, ale zainwestowałbym w ten projekt swoje ciężko zarobione pieniądze. Z pełnym przekonaniem. Zwłaszcza, że ów redaktor ma wszelkie możliwości samodzielnej produkcji programu, ma wsparcie dla jego dystrybucji. Wydawnictwo, dla którego pracuje jako naczelny "Newsweeka" jest właścicielem portalu Onet z bardzo silnym działem wideo, sam pan Tomasz jest współwłaścicielem coraz popularniejszego serwisu "naTemat".

Na razie się sprawdza. Ciekawe jaki będzie ciąg dalszy i z jakim rozmachem projekt się będzie rozwijał. 

Onetowi gratuluję decyzji, bo to ruch w dobrą stronę. Oby inni wydawcy ruszyli z impetem. 

Moje przewidywania i cały tekst, z którego pochodzą cytaty przeczytacie TUTAJ