Można w sprawie protestu mieć zdanie różne. Można się z nim zgadzać, nie zgadzać. Ale telewizja publiczna, powinna je przede wszystkim relacjonować. Tak po prostu. Od oceniania są komentatorzy, goście i inni zgłaszający chęć wypowiedzi politycy. Natomiast realizowanie przez TVP Info specjalnego programu, wydania specjalnego i zatytułowanie go: "próba destabilizacji państwa", jest tak rażącym naruszeniem reguł, że odbiera chęć do merytorycznego spierania się z tamtejszymi pracownikami. Z pracownikami TVP Info.
Niestety, jak znam życie, nie pozostanie im po tym wstyd. Po pierwsze dlatego, że chyba go już nie mają, a po drugie dlatego, że na pewno znajdzie się ktoś, kto ich zabezpieczy w przyszłości, bo wykazali się lojalnością. 

Noc z piątku na sobotę spędziłem przed telewizorem. To nie wstyd. Bo robiłem to zawodowo. Na trzech ekranach, i niestety czasami z rosnącym zdumieniem, a nawet przerażeniem. Niestety - że pozwolę sobie powtórzyć - głównie obserwując i wsłuchując się w tzw. narrację telewizji publicznej. I tak po nocy przyszedł dzień, a ja nadal nie mogę się otrząsnąć, bo TVP Info cały czas dorzuca do tego - i tak już gorącego - pieca. Ale momentami bywało zabawnie. Gorzko, ale zabawnie. 

Ale nie jest dobrze. TVP Info ewidentnie przygotowuje widzów, ludzi na siłową konfrontację. Coraz częściej pojawiają się słowa "eskalacja" i "podżeganie", i nie wiem jak Wy, ale ja mam skojarzenia najgorsze. Prawie tak, jakby decyzja już zapadła, a teraz trzeba to odpowiednio przygotować piarowo, uzasadnić dobrem państwa itd. 
 

Pod Sejmem i w Sejmie działy się rzeczy ważne. Tymczasem w studiu TVP Info deliberowali pan publicysta Filip Memches i pan profesor Kazimierz Kik. Oto panowie, podkręcani przez prowadzącego, którego nazwiska znać nie chcę, prześcigali się w deprecjonowaniu protestujących i odbieraniu całemu wydarzeniu doniosłości. Rozmowa toczyła się w przyjaznej atmosferze:
Memches: to jest "festyn wielkomiejskiej części społeczeństwa"
prof Kik: "to jest pretekst do fajnej zabawy, jest piątek, do dyskoteki nie, to może pójdźmy pod parlament"
Dziennikarz: "i jeszcze telewizja ich pokaże", "może błąd jest po naszej stronie, może nie powinniśmy tego tak poważnie traktować".

Prawda, że fajnie?

Później, żeby komentatorom dać chwilę oddechu wspomnienie wcześniejszej wypowiedzi dyżurnej publicystki - bo taką ma teraz funkcję w TVP - Magdaleny Ogórek. Ta, z właściwym sobie zapałem i typowym dla osób bardzo chcących, żeby zauważono ich gotowość do poświęceń, bo od tego zależy ich medialny byt, bez mrugnięcia okiem plotła o tym, że m.in. To jest część przygotowanego planu; histeria; i wyraziła wątpliwość, czy to, że poseł nie mógł zadać pytania to jakieś ograniczenie wolności słowa?; a powodem rejwachu jest po prostu odsunięcie dawnej grupy trzymającej władzę od pieniędzy; 
I wszystko na wysokim C oczywiście. 

 

Ale na chwilę TVP Info potrafiła mnie zaskoczyć.
Idzie zmiana - pomyślałem, kiedy ustami reportera Przemysława Toczka, rzeczona TVP Info przyznała, że pod Sejmem jest tłum. Zastanawiałem się czy przypadkiem nie pękają, bo przecież prezes Kurski jeszcze na miesiąc miodowy się nie udał, i nie pozwoliłby na takie ekstrawagancje. Moje zdumienie rosło, kiedy wspomniany pan Toczek podekscytowany mówił o tym, że tłumowi chodzi o obronę wolności słowa, że to spontaniczne itd.

Zastanawiałem się już nawet nad tym, że może udzielił mu się wolnościowy klimat, i zaczął wierzyć w siłę tłumu, a z nim koledzy, którzy wpuścili go z takim przekazem na antenę. Naprawdę przez chwilę miałem taki pomysł. Nawet trochę żal mi się zrobiło pana reportera, że od soboty przeniesiony zostanie do archiwum, albo oddelegowany na korespondenta z pierwszej linii walk w Donbasie.

Ale albo zadzwonił ktoś z rodziny przypominając o ratach kredytu, albo redakcja ustami prezesa lub "kogoś od niego" wytłumaczyła mu co widzi i słyszy naprawdę, ponieważ w jefnym z kolejnych wejść uspokoił wszystkich wracając do jedynie słusznej analizy ratując prawdopodobnie posadę. Na jakiś czas, jak mniemam. Ogarnął się już z wcześniejszego entuzjazmu i widząc przerzedzające się grupy manifestantów, zdawszy sobie sprawę, że czas przewrotu jeszcze nie nadszedł, wrócił do właściwej narracji tłumacząc, że to generalnie jest burda, a poza tym, że "wbrew temu co próbują wmówić niektórzy działacze KOD-u, trudno tu mówić o spontanicznej manifestacji". Uffff...

A kiedy doszło do akcji Policji, TVP Info na wszelki wypadek zakończyła pracę i przeszła do prezentowania powtórek z opowieściami o skandalicznym zachowaniu opozycji i głupich ludzi.

No nic. Nadszedł dzień kolejny. I telewizja publiczna poszła w zaparte.
Mało tego. Wzorem narracji z późnego Gomułki zaczęła przygotowywać naród na odpowiedź zdrowej jego tkanki na warcholstwo bandy sprzedajnych szmat ciągnących się na pasku wrogich sił i emocjonujących się podszeptami dochodzącymi z wiadomych kręgów. Oto bowiem czyniąc podkład pod ewentualną "słuszną" zadymę, ni stąd ni zowąd - w relację z tego co dzieje się pod pałacem Prezydenckim w Warszawie, wpleciono zapowiedziane przez prowadzącego jako przykłady na to, że opozycja nawołuje do konfrontacji, archiwalne wypowiedzi pamo Kopacz i panów Stępnia i Komorowskiego o tym, że czasami na siłę trzeba odpowiadać siłą.

Później Witold Gadowski z "wSieci" zaczął opowiadać o terrorystach, którzy się zaraz ujawnią i siłą przejmą władzę i Jacek Karnowski z tegoż "wSieci" grzmiący, że "to jest próba zamachu stanu, podeptania woli narodu, i wszyscy ludzie dobrej woli powinni mieć tego świadomość i nie mogą na to pozwolić". Pan Jacek powodowanym słusznym - ze swojego punktu widzenia - gniewem, piskliwym nieco tonem mówił także o tym, że: jest to próba obrony ubeków z nawoływaniem do wywalania posłów przez okna, histeria, próba całkowitego zafałszowania rzeczywistości, bo rząd jest bardzo dobry, a ci ludzie protestujący to tacy, którzy potracili synekury, wpływy, pieniądze, kontrakty. I, że to jest próba obalenia prawomocnie wybranego rządu, a przecież DEMOKRACJA MA SIĘ W POLSCE CORAZ LEPIEJ.

Sytuacja jest oczywiście dynamiczna, obiecuję, że będę na bieżąco śledził telewizję publiczną, która moim zdaniem ewidentnie przygotowuje - być może, i oby tylko na wszelki wypadek - naród na słuszną odpowiedź zdrowej jego tkanki. Zupełnie jakby gdzieś tam już podstawiane były autobusy, które dowiozą zabezpieczone w kije tłumy protestujących przeciw protestującym.

Na bieżąco relacjonuję sprawę na swoim (otwartym) profilu FB i profilu TT.