Dawno już minęły czasy, kiedy czas wakacji nazywano w mediach okresem ogórkowym. Próbowałem zresztą kiedyś dowiedzieć się czemu to akurat ogórek stał się symbolem nudy. Prawda okazała się mało ekscytująca niestety. Otóż chodziło o to, że okres zbioru ogórków zbiegał się z czasem urlopów artystów scen wszelakich, którzy – jak to poetycko ujęto w wyjaśnieniu – udawali się naonczas do tzw. wód. Na wywczas znaczy. W tej sytuacji chcące podtrzymać choćby jako takie zainteresowanie i choćby jako takie nakłady media zmuszone były do wakacyjnego przejścia z tematów kulturalnych, na sensacyjne. Stąd akurat latem najczęściej wystawiał nad wody taflę swój łeb potwór z Loch Ness, swoje ziemskie peregrynacje intensyfikowali kosmici, a u nas np. do Wisły wpłynął sobie wieloryb, który z nadzieją zobaczenia pięknego Krakowa płynął przez kilka tygodni w górę rzeki. O tym jakie wrażenie zrobił na nim Kraków z „Faktu” już się jednak nie dowiedzieliśmy. Szkoda. W każdym razie od jakiegoś czasu wpływ ogórków na nasze media jest niezauważalny. I to nie dlatego, że nagle znikły z mediów nieprawdopodobne – wydawać by się mogło – wydarzenia. Przeciwnie. Przestaliśmy go zauważać dlatego, że takie uznawane kiedyś za „ogórkowe” sytuacje i opisy stały się normą. A jeśli ludzie kultury i politycy sami nie podrzucą czegoś ciekawego, to media potrafią zająć się same sobą. W mijającym tygodniu było coś z każdej kategorii.
Zatem... Jedziemy! A nie, to nie my, to zawołanie zaklepał sobie redaktor Rachoń. Ja muszę jakoś spokojniej. Może zatem po prostu tak: zapraszam do przeglądu medialnych zamieszań tygodnia

 


JEDZIESZ RACHOŃ! JEDZIESZ
Jedziemy!, czyli nowy program redaktora Michała Rachonia. Z niejasnych przyczyn umieszczono go w ramówce tuż po godz. 7:00. Tak, rano. Program jest taki jak jego prowadzący, czyli głośny, chaotyczny, ale nie pozwala się oderwać od telewizora. Bo Rachoń jak mało kto w dzisiejszej telewizji potrafi zwracać na siebie uwagę. W tym miejscu, oczywiście gdybym był złośliwy, mógłbym przypomnieć sławną i wspaniałą scenę z „CK Dezerterów” Lecha Majewskiego, z frajtrem Kanią tłumaczącym dowódcy garnizonu, że uwagę na siebie zwraca zwykle idiota, ale to byłoby nieeleganckie. Poza tym akurat w telewizji jest to wielka zaleta. Rachoń to swojak. Gdyby swoje siły połączył z determinacją pana redaktora Talkowskiego z polsatowskiego „Państwa w Państwie”, który brak charyzm nadrabia korzystaniem z absurdalnych gadżetów podczas poważnego – wydawać by się mogło – programu, i pozwolił mu w studiu poszaleć, panowie nie mieliby konkurencji. Głównie w memach, ale jednak.

 

EKOLOGICZNA PANI KINGA
Ta historia urzekła mnie do łez. Oto bowiem Pani Kinga Rusin, gwiazda tefałenowskich poranków i „Agenta”, w przerwie między dewastującymi środowisko wakacyjno pracowniczymi przelotami, raczyła się była zaprezentować w nagości na okładce dwutygodnika Viva. Jak sama twierdzi zrobiła to w poczuciu troski o przyrodę i dla jej zdrowia. Tej przyrody. A nawet konkretniej, bo w proteście przeciw wycince drzew. Mówi o tym wprost: „To my wszyscy, którzy nie zgadzamy się na dewastację przyrody, na wycinanie starych drzew, niszczenie parków narodowych, zabijanie dzikich zwierząt. Będziemy razem z Wami”.
Jestem przekonany, że najbardziej są jej wdzięczne drzewa, które zostały wycięte, żeby móc wydrukować jej ładne skądinąd zdjęcia. Szczęśliwe są po prostu, szczęśliwe do bólu.

 

MA BYĆ DOBRE, BO POLSKIE, A POLSKIE, BO POLSKIE
Z braku lepszych zajęć i wystarczającego zainteresowania „swoją osobą”, pan wicepremier Jarosław Gowin podrzucił temat tzw. repolonizacji mediów. Pan wicepremier uznał po prostu, że nie ma powodu narażać Niemców na nieprzyjemności wynikające z publikowania dobrych wiadomości o Polsce. Bo to przecież są niemieccy patrioci. Czegoś takiego jak dziennikarska rzetelność, zawodowy etos dziennikarzy pan minister nie wspomina, bo na tyle często ogląda „Wiadomości”, że co do istnienia powyższych nie ma złudzeń.

Ale ciekawszy wątek podrzucił Michał Karnowski, publicysta „Sieci” i wPolityce.pl oraz członek zarządu wydającej te tytuły Fratrii. Ów miał powiedzieć, że co prawda z ustawowej repolonizacji nic nie wyjdzie, więc on sugeruje, że „...istotniejsza jest zmiana mechanizmów wydawania środków na reklamy za pośrednictwem domów mediowych...”. Jak rozumiem chodzi o to, żeby tym firmom narzucić obowiązek kierowania budżetów swoich klientów nie wg ich interesu, a wg kryteriów narodowych, czyli tak, jak rozdysponowywane są dzisiaj budżety spółek skarbu państwa, które nie zważając na spadające nakłady czy śladową oglądalność dofinansowują bez sensu niektóre media. Otóż Panie Michale, ja wiem, że lepiej jest być zdrowym, pięknym i bogatym niż nim nie być, ale łyżeczką, łyżeczką nie chochlą.
A tak na marginesie chciałbym dodać, że to nie jest tak, że jak zamknie się np. Newsweek, to automatycznie zwiększy się liczba czytelników „Sieci” czy „Gazety Polskiej”. Państwo wiecie, że oni was nie lubią, nie? Czy nie?

 

NIE BĘDZIE NICZEGO, CZYLI POMYSŁ PLATFORMY NA TVP
Niezłym pomysłem medialnym błysnęła również Platforma Obywatelska i ustami swoich przedstawicieli zapowiedziała, że zaorze media publiczne w Polsce, a w ich miejsce utworzy takie wg własnego pomysłu. Pomysł oczywiście zaczyna się od wywalenia wszystkich na zbity pysk, i zatrudnienia „swoich”, co wprost powiedziała w RMF FM kolejna ekspertka od mediów Ewa Kopacz. Za szczegółami pomysłu stoi ponoć między innymi mistrz Juliusz Braun. Ów jako prezes TVP podjął próbę (uwaga: żart) przeniesienia pracowników podległej sobie instytucji do Lidla. A pod koniec swojej kadencji, w niegdysiejszej audycji „Program Telewizyjny” w TOK FM, na moje pytanie co uważa za największy sukces swojej prezesury, odpowiedział mi z rozbrajającą szczerością: że jeszcze jest.
Najwyraźniej po namyśle uznał, że to jednak nie był sukces, a błąd i postanowił go naprawić.

 

REDAKTOR SYGUT W AUTOBUSIE, CZYLI MIEJSKA PRZECHOWALNIA TALENTÓW
To też ciekawe. Oto bowiem dowiedzieliśmy się, że do Zarządu Miejskich Zakładów Autobusowych powołany został redaktor Tomasz Sygut. Pan Tomasz przygotowywał się do tej funkcji kolejno pracując na kierowniczych stanowiskach w Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Super Ekspresie, a niedawno jako ostatni zgasił światło w informacyjnym programie „24 godziny” w Nowa TV. Z wielu komentarzy jakie wywołało doniesienie, mnie najbardziej przekonuje wpis niejakiego (niejakiej?) XYZ „W sumie przy ZPR-ach była zajezdnia autobusowa może coś tam z góry widział, choć okna miał chyba nie na tę stronę”. I odpowiedź Indygo: „widział z działu krajowego”.
Podśmiechuję się trochę, ale to oczywiście nie jest pierwszy taki przypadek w historii. W czasach panowania w Stolicy śp. Lecha Kaczyńskiego prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego został pan redaktor Andrzej Gelberg, który natychmiast zatrudnił byłego ministra Obrony Narodowej Jana Parysa. Żeby oddać sprawiedliwość, kiedy Ratusz dowiedział się, że się o tym społeczeństwo dowiedziało, to pana Parysa wysadzono z taksówki. Czy pan Tomasz Sygut sprawdzi się w zarządzaniu autobusami? Dla bezpieczeństwa warto byłoby opublikować oficjalne i osiągnięte pod okiem ekspertów wyniki gry w dostępnym na rynku symulatorze zarządzania zajezdnią.

 

SĄ I DOBRE STRONY SPORU, CZYLI PAN SAMUEL
Wszystkich do łez wzruszył w mijającym tygodniu szef portalu tvp.info pan Samuel Pereira. Po tym jak pani Kataryna na Twitterze wyciągnęła mu, że nie jest ani elegancko, ani etycznie załatwiać swoje prywatne sprawy wykorzystując zawodową pozycję, ów uznał, że w ogóle nieładnie jest mówić o nim nieładnie. Poza tym on jest tu przede wszystkim ojcem, a nie dziennikarzem, w przeciwieństwie do pana RPO Bodnara, który jest przede wszystkim rzecznikiem, a nie ojcem. Cała sprawa opisana zgrabnie pod linkiem, więc nie będę w sprawę wnikał. Zwłaszcza, że i mnie pan Samuel z lekka obsobaczył. W każdym razie jest też dobra strona całego zamieszania: pan redaktor ograniczy swoją aktywność w mediach społecznościowych.

 

ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY, czyli MNIEJ BĘDZIE PANI BASI
I na koniec coś lajtowego, ale chyba przykrego dla wielu widzów. Otóż okazało się, że TVP zdecydowała o odsunięciu pani Barbary Kurdej-Szatan od prowadzenia większości „jej” programów. To się zdarza w jej zawodzie, ale moją uwagę zwrócił sposób w jaki to zakomunikowano, czyli: „TVP dba o to, by zaskakiwać, intrygować widzów”. Gdyby dbali akurat o to, może ktoś spróbowałby np. przenieść redaktor Holecką do sekcji sportowej. A tak, pozostają nam jednak przypuszczenia, że nie bez wpływu na sytuację był jej udział w protestach w obronie sądów, wspieranie Rafała Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy i poparcie dla Parady Równości. Ale co ja tam.

Udanego kolejnego życzę tygodnia. Bardzo

Zapraszam do śledzenia codziennych rekomendacji telewizyjnych w CODZIENNYM POLECAJU TV #wTelewizjiPL