Minął kolejny tydzień. Dla mediów był całkiem przyjemny, a kilka doniesień mogło wprawić nas wszystkich w naprawdę dobry nastrój. Oto przed Wami kilka takich wydarzeń, które pewnie przeleciały Wam przed oczami, ale może nie mieliście okazji o nich pomyśleć. A pewnie warto. A zatem zapraszam do kolejnego przeglądu medialnych wydarzeń tygodnia i rzuceniu na nie moim okiem. Zapraszam

Dzisiaj: "Czym Kuba spróbuje Was nakarmić", "Czy w TVP będzie można jeszcze lubić Europę?", "Abonamentowi dłużnicy uspokojeni", "Normalna inteligencja już nie wyrabia", "Jak poseł Hoffman sprawdził się w biznesie", "Najlepsze złoto wytapia się z głupoty i strachu", "DDTVN spada, ale to nie ich wina", "Będzie pozew, o za dużo Misia w Misiu" i "Redaktor Warzecha wychodzi, ale głównie z siebie"

 

Czym Kuba spróbuje Was nakarmić
Oto dowiadujemy się, że imć Kuba Wojewódzki otwiera kluborestaurację o wdzięcznej nazwie Niewinni Czarodzieje 2.0. Przybytek ów mieści się w lofcie zwanym Elektrownia Powiśle, czyli tam, gdzie kiedyś była rzeczona elektrownia. Miejscówka przyjemna, a pomysł na połączenie klubowej atmosfery z możliwością zjedzenia czegoś na ciepło zacny. Problem w tym, że jeżeli serwowane tam posiłki nie daj bóg, będą strawne jak żarty pana Kuby, to nie da się tam wejść bez Ranigastu i wyjść bez Stoperanu.

 

Czy w TVP będzie można jeszcze lubić Europę?
Dowiedzieliśmy się w tym tygodniu również tego, że TVP planuje kontynuację show „Europa da się lubić”. Prezes Kurski zdecydował tak niesiony entuzjazmem po wygranej PiS-u do Parlamentu Europejskiego. I trochę pewnie dlatego, że uwierzył sugestywnej kampanii wyborczej prowadzonej, w której słowa o jako takim lubieniu Europy były zaskakująco często powtarzane. W każdym razie po wygranej wyborach do PE decyzja wydaje się oczywista. Były pewnie zakusy, żeby nieco zmienić format programu, i sprowadzić go do serii wywiadów redaktor Danuty Holeckiej z europosłami PiS-u, radośnie dzielącymi się wrażeniami ze swoich europejskich peregrynacji. Niestety po serii przegranych głosowań w Parlamencie Europejskim, a zwłaszcza po bezceremonialnym odrzuceniu kandydatury pani premier Szydło na stanowisko komisarza, nad formatem zebrały się ciemne chmury. No bo jak teraz umieścić taki tytuł w ramówce nie wywołując nerwowej reakcji we władzach PiS-u? Wszak tę całą Europę lubić jest jednak trudno.
Na wszelki wypadek proponowałbym prezesowi Kurskiemu z wiążącymi decyzjami i podpisem poczekać na to czy jakiemuś politykowi PiS-u uda się wreszcie objąć jakieś stanowisko w UE, albo przynajmniej zmienić tytuł na „Europa da się lubić. MIMO WSZYSTKO”.

 

Abonamentowi dłużnicy uspokojeni
Dotarło do nas również ostrzeżenie, że Poczta Polska namierza dłużników abonamentowych i planuje podjęcie konkretnych kroków, żeby zaległe opłaty abonamentowe z portfeli dłużników wydobyć. W informacji czytam, że wspomniana Poczta Polska wystosowała w tej sprawie aż 64 166 upomnień. Zareagowało 18 383 osób, czyli prawdopodobnie wszyscy, którym chciało się wyjąć ze skrzynki awizo i udać się z nim do placówki. Śmiem podejrzewać, że wynik byłby znacznie lepszy, gdyby Poczta Polska wysłała powiadomienia korzystając z usług konkurencji. Pewnie byłoby taniej, szybciej i bez potrzeby wystawiania avizo. Na razie jednak dłużnicy abonamentowi nie mają się co obawiać, ponieważ wspomniane w tekście „namierzanie” adresów przez Pocztę Polską jest już legendarne i chwały jej nie przynosi, więc w najczarniejszym scenariuszu możecie spodziewać się co najwyżej awiza. I to w skrzynce sąsiada. A zatem spoko.

 

Normalna inteligencja już nie wyrabia
O, to jest dobre. Otóż szef Instagrama zapowiedział, że zarządzana przez niego społecznościówka wykorzysta sztuczną inteligencję do walki z nękaniem użytkowników. I ta sztuczna inteligencja ma „skłonić internautów do staranniejszego doboru języka którym posługują się na platformie”. Z tego oświadczenia nasuwają się co najmniej dwa wnioski. Pierwszy mylny, że dotychczas firma wykorzystywała jakąkolwiek inteligencję. I drugi, cholernie smutny, że inteligencją niesztuczną jesteśmy w stanie ogarnąć już coraz mniej rzeczy i zdarzeń.

 

Poseł Hoffman sprawdził się w biznesie
Pamiętacie jeszcze, że Adam Hofman był kiedyś posłem i rzecznikiem prasowym PiS-u? Jemu się to pewnie przypomina tylko kiedy dla potrzeb swojej firmy musi skorzystać, z któregoś ze swoich dawnych towarzyszy. I kiedy śmieje się na wspomnienie bieda afery, która odepchnęła go od polityki. Z perspektywy czasu, wątpliwa decyzja o wyciśnięciu z podróży do Hiszpanii dodatkowych kilku złotych za nienależną, ale pobraną kilometrówkę okazała się najlepszą w jego życiu. Dzięki niej nie tylko schudł i (jeszcze bardziej) wyładniał, ale nareszcie może zarabiać jak człowiek. Skrzyknął bowiem kilku kolegów i do spółki z byłym wieloletnim rzecznikiem prasowym komendanta głównego Policji Mariuszem Sokołowskim i byłym doradcą prezesów rady ministrów Michałem Wiórkiewiczem założył agencję R4S Consulting. I w tym tygodniu dowiedzieliśmy się, że firmie idzie całkiem nieźle, bo rok do roku podwoiła wpływy i potroiła zysk, a trzech głównych udziałowców podzieliło między siebie dywidendę w wysokości 3,4 mln złotych. Gdyby taką kasę chciał pan Adam wykręcić z sejmowych kilometrówek, musiałby wypisywać odpowiednie kwity bez przerwy przez kilka lat. I to nie byłaby jedyna trudność, bo trzeba by jeszcze odpowiednio często piłować nos. A jak jest na swoim, to benzynę wrzuca w koszta, i uśmiech jakby taki bardziej szczery. Przy okazji gratuluję, bo mogę się oczywiście podśmiewać, ale prawda jest taka, że po prostu zazdroszczę

 

Najlepsze złoto wytapia się z głupoty i strachu
Powoli zaczynają się wyjaśniać powody akcji straszenia ludzkości niebezpieczeństwami wynikającymi z korzystania z technologii 5G. Pewnie już do każdego z Was dotarło takie lepiej czy gorzej zmontowane ostrzeżenie. Albo filmik pełen przerażających "faktów", albo jakieś "porażające wyniki badań". Jeśli nie, to zaraz dotrą. Otóż pewne światło na cel kampanii czarnego PR-u rzuca takie oto doniesienie: "W Szwajcarii uruchomiono internetowy sklep oferujący odzież, bieliznę i akcesoria mające chronić użytkowników przed szkodliwym promieniowaniem emitowanym przez sieci komórkowe". Ubranka są pewnie mniej więcej tak skuteczne i tak potrzebne jak "lekarstwa" na raka wg pomysłu inżyniera Zięby, albo pomysł, że zawieszona pod lusterkiem płyta CD zakłóci pomiar prędkości w policyjnym radarze. Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo ludzka ignorancja jest szczerym złotem.



DDTVN spada, ale to nie ich wina
Proszę pani proszę pana, rzecz się stała niesłychana... Oto czytam, że „Pytanie na śniadanie” wyprzedziło „Dzień dobry TVN” w I półroczu miało największą oglądalność spośród programów śniadaniowych. Ale jak to? Przecież niemożliwe, żeby ludzie woleli słuchać co do powiedzenia mają jacyś tam zaproszeni goście, a nie wykłady i wspomnienia pani Kingi Rusin? Wierzę jednak w ekipę DDTVN i w to, że będą potrafili szefostwu przedstawić przekonujące dowody na to, że to nie ich wina. Bo oni przecież są coraz lepsi, tylko ludzie głupieją i głupieją.

 

BĘDZIE POZEW O ZA DUŻO MISIA W MISIU?
Pan Misiewicz Bartłomiej był łaskaw przyłączyć się do kampanii promocyjnej filmu Patryka Vegi „Polityka” i skierował pozew przeciw przeciwko wszystkim związanym z tą produkcją. Obraziło go, że w udostępnionych fragmentach scenariusz sugestywnie insynuuje jego homoseksualną relację z byłym szefem ministrem Macierewiczem Antonim. Nie wiadomo czy bardziej obraża go sama sugestia, że jest homoseksualistą czy sugestia, że mógłby w ten sposób zbliżyć się do pana Antoniego, ale zarobić zawsze można spróbować. Słusznie, bo niby dlaczego zysk ma mieć pan Vega i Antoni Królikowski udający pana Misia, a on sam tylko wstyd? Osobna sprawa, że jeśli cały film zasadza się na podobnych trickach i zdradzeniu wielkiej tajemnicy, że politycy również puszczają bąki, to szykuje się niezłe rozczarowanie. 

 

REDAKTOR WARZECHA WYCHODZI, GŁÓWNIE Z SIEBIE
Miniony tydzień przyniósł nam również telewizyjny happening w postaci ostentacyjnego zejścia sprzed kamery. Rzecz wydarzyła się w jednym z programów telewizji Superstacja, a w roli głównej wystąpił Łukasz Warzecha. Pan redaktor poczuł się obrażony, kiedy pan Jan Śpiewak zarzucił mu, że w kwestiach klimatycznych reprezentuje interesy rosyjskie, arabskie i niemieckie. Warzecha w odpowiedzi zagroził, że wyjdzie ze studia. - A niech pan wychodzi – zareagował gość Śpiewak i się stało. Swoje zachowanie cierpiący na „kompleks Ziemkiewicza” redaktor Łukasz uzasadnił tak: „Oskarżenie niezależnego publicysty o to, że występuje w imieniu interesów obcego państwa uważam za jedno z najcięższych możliwych. Ewidentnie godzi to w moją wiarygodność”. Pan redaktor Łukasz ma taki na siebie pomysł żeby być kontrowersyjnym. I skupia się głównie na tym, żeby co do tej kontrowersyjności przekonać siebie i innych. Otóż panie Łukaszu, śmiem przypuszczać, że większy wpływ na pańską ewentualną wiarygodność lub jej brak ma to z jaką dezynwolturą miota pan różne obliczone na skierowanie na siebie uwagi publiczności sugestie na tłiterze i w swojej publicystyce, niż to, że ktoś w pańskiej obecności, wyrazi opinię na ich temat.

 

A co Wy z minionego tygodnia dodalibyście do listy?

Zapraszam do śledzenia codziennych rekomendacji telewizyjnych w CODZIENNYM POLECAJU TV #wTelewizjiPL