W internetach pojawił się mini(na razie)serial Roberta Górskiego „Ucho Prezesa”.  Nie mogę powiedzieć, że jestem zachwycony, bo przecież widziałem rzeczy lepsze. I ostrzejsze widziałem polityczne sitkomy i widziałem bardziej wyrafinowane. Świat zna ten gatunek bardzo dobrze. I im bardziej wolny jest to świat, tym zna go lepiej. Dlatego te najlepsze – przynajmniej z mi znanych – powstają w USA (m.in. „Veep” i „Braindead”) i w Wielkiej Brytanii, w której powstał niezmiennie najlepszy taki serial, czyli „Yes, minister”, późniejszy „Yes, prime minister” z lat 80. ubiegłego wieku i odnowiona wersja już współczesna tego sitcomu z roku 2013. Co ważne, ta brytyjska pozycja powstała w państwowej BBC. Za niemałe pieniądze z abonamentu. Zresztą jeden z lepszych odcinków z 2013 roku traktuje właśnie o stosunkach między rządem, a publicznym nadawcą. I jest to odcinek, który obowiązkowo powinni obejrzeć wszyscy „znawcy” medialnego porządku w UK. 

No dobra, a co z "Uchem Prezesa"? 

 

Zazdroszczę Robertowi Górskiemu, że zdecydował się na tę produkcję. Ja od lat namawiam różnych ludzi na zainteresowanie się formatem „Yes, minister” i zrealizowanie jego polskiej wersji. Za poprzedniej władzy miałem już nawet gotowe odcinki, ale teraz one są już nieistotne. Uważam, że to byłby lepszy pomysł niż „Ucho Prezesa”, i może kiedyś uda mi się do tego kogoś wreszcie przekonać, ale na razie cieszę się tym co jest. A jest dobrze. Bardzo dobrze.

Wracając więc do nowego dzieła pana Górskiego. Taki polityczny sitkom ma też tę cechę, że jego bohaterów – niezależnie jak są, nazwijmy to umownie źli, po prostu się lubi. Budzą naszą sympatie, bo nawet jeśli dokonują jakiegoś świństwa, to robią to ze swoistym wdziękiem. Więc jestem przekonany, że po wstępnych zachwytach antypisowców, w formie entuzjastycznych okrzyków w rodzaju: „ale mu dopier…ł” i oburzeniu stronników PiS-u i ogólnie dobrej zmiany w formie egzaltowanych zdań typu: „to niegodziwe”, „sprzedajne lewactwo bawi się za pieniądz Putina”, jeśli powstanie ciąg dalszy, role się odwrócą. I PiS zauważy, że serial dodaje mu ludzkiej twarzy i stanie się w oczach ludzi mniej nieprzyjemny, bo trochę zabawny, a tzw. opozycja zacznie cholernie zazdrościć PiS-owi tego serialu.

Tym bardziej, że trudno będzie mu teraz jakieś łatki przykładać niegodziwości, skoro przez lata natrząsał się – czasami boleśnie – z haratającego w gałę premiera Tuska. A robił to na tyle przekonująco, że – jak mi kiedyś opowiadał – zaproponowano mu nawet występy pod niezłomnym namiotem smoleńskim na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie miałby ku zadowoleniu zgromadzonych dowalać ówczesnej władzy. Po prostu nie każdy potrafi zrozumieć, że natrząsać się można nie tylko z tych, których się szczerze nienawidzi. A Górski tak właśnie ma, że nie musi.

A to on, Robert Górski jest autorem tego sitcomu. Człowiek, który napisał już chyba więcej słów niż sam wielki Ignacy Kraszewski, a on podobno napisał najwięcej w historii literatury. Z tym jednak, że Górski pisze zabawnie. To znaczy, nie że zabawnie trzyma długopis czy śmieszne miny robi uderzając w klawiaturę, ale że po prostu z tego co napisał i on czy ktoś inny powie, można się pośmiać. Dobry w tym jest.

Dziwi mnie, że żadna telewizja nie chciała tego formatu przytulić. Dziwi, ale i nie dziwi, bo w naszym pięknym skądinąd kraju wszyscy przed politykami trzęsą portkami, albo generalnie traktują ją wyłącznie na poważnie. Nie ma zrozumienia, że coś jest obiektywnie zabawne, i można to pokazać. Razem z całym charakterystycznym dla sitcomu przerysowaniem, razem z wyłaniającym się spod treści absurdem i bohaterami, których rozszyfrowanie nie przysparza najmniejszych problemów. Ale jednak dającymi się lubić. Tak po prostu.

Mam jeszcze taką refleksję, czy aby nie jest to trochę nietrafiony tytuł. Wszak przy takim jak jest, to w moim rozumieniu bohaterem tegoż powinien być prezesowy zausznik, jakiś przydupas, czy inny konfident, który mu donosi wszystko na i o wszystkich. No, ale nie jest. Bohaterem wokół którego rzecz się kręci jest pan Prezes, szeregowy – „co ja mogę, no ca ja mogę” poseł.

I jeszcze jedno. Mogą pojawić się oczywiście zarzuty, że skoro krytykowałem noworoczną szopkę imć Wolskiego w TVP jako zło wcielone i niegodziwość, to czy wypada mi teraz dobrze mówić o „Uchu Prezesa”? Wypada. To jest po pierwsze inny gatunek, typowy sitcom, z całą jego umownością, i z całą – tak tak, to też jest cechą sitcomu – życzliwością wobec swojego bohatera. Tu nie ma chamówy wobec bohaterów

No tak, ten żart dotyczący tuszy prezenterki „Wiadomości”. Przecież bardziej niż o "pulpet" chodziło o reakcję prezesa od telewizji, a ta była świetna.

Z niecierpliwością czekam więc na kolejne odcinki. I z nadzieją, że po tych już czterech zrealizowanych powstaną kolejne. I będą powstawały aż do kolejnej zmiany.  Zmiany, jak zawsze dobrej.

 

Odcinek 1 „Ucha Prezesa”

Odcinek 2 „Ucha Prezesa”

„Yes, Prime Minister” z 2013 roku

„Yes, Prime Minister” z dawnych czasów, czyli lat 80.

 

Wszystkie Codzienne Polecaje znajdziecie w dziale "Polecaj Codzienny"